Dzień Matki

Mama, matka, mateczka, czyli etymologia z okazji Dnia Matki

Dziś wszystkim mamom składamy serdeczne życzenia z okazji ich święta!

Skąd się wzięła mama?

Zastanawialiście się kiedyś, jakie jest pochodzenie słowa matka w języku polskim. Język polski należy do grupy języków słowiańskich wywodzących się ze wspólnego wszystkim Słowianom języka prasłowiańskiego, który z kolei należy do grupy języków indoeuropejskich, mających odległego przodka – wspólny język praindoeuropejski.
 
Wiele nazw, którymi określamy członków rodziny, pochodzi od form dźwiękonaśladowczych, których używają dzieci, niemowlęta. Cechą takiego języka jest charakterystyczne podwajanie sylab, np. mama, tata, papa, baba, dziadzia.
 
Wyraz „mama” powstał w wielu językach właśnie jako dźwiękonaśladowcze wołanie niemowlęcia. Najwcześniej dziecko uczy się wymawiać sylabę ma-.
 
Natomiast najstarszym i najbardziej powszechnym sposobem tworzenia nazw pokrewieństwa było dodawanie do takich właśnie podstawowych, pierwotnych sylab przyrostka -ter.
 
Widać to zarówno łacińskiej mater, niemieckiej Mutter, angielskiej mother, jak również w określeniach innych członków rodziny – łacińskie frater (brat), pater (ojciec).
 
W języku prasłowiańskim rozwinęła się forma M. *mati, D. *matere, natomiast w  języku staropolskim miała ona postać mać i formy odmiany D. macierze, CMs. macierzy, B. macierz, N. z macierzą.
 
Występowała też w mianowniku lp. forma maciora, która jeszcze w XV wieku pojawiała się np. w pieśniach religijnych.
 
Rzeczownik maciora zdecydowanie zmienił znaczenie: obecnie ma raczej negatywny wydźwięk. Odnosi się wyłącznie do samic niektórych zwierząt, szczególnie świń (choć do XVII wieku maciorą nazywano także królową pszczół).
Współcześnie ani wyraz mać, ani forma macierz w swojej pierwotnej funkcji znaczeniowej nie występują: mać stanowi jedynie składnik znanego wulgaryzmu, a słowo macierz znane jest np. jako termin specjalistyczny w matematyce i informatyce; przez pewien czas funkcjonowało też jako określenie ojczyzny.
 
Wyraz matka zaczął się upowszechniać w XIV–XV wieku. Początkowo był zdrobnieniem, utworzonym od rdzenia mat’- za pomocą przyrostka -ka, który tworzył niegdyś i do dzisiejszego dnia tworzy nazwy zdrobniałe, np. córa → córka, gęś → gąska, mysz → myszka, ława → ławka.
Jako że zdrobnienia i spieszczenia często ulegają neutralizacji, tzn. zanika ich pieszczotliwy, ekspresywny charakter (np. baba → babka → babcia), dlatego też z czasem wyraz matka zaczął być używany w znaczeniu neutralnym, a pojawiły się inne, nowe zdrobnienia typu mateczka, matuchna, matula, mateńka.
 
 
Opracowano na podstawie: Mirosława Siuciak i Katarzyna Wyrwas, Jakie jest pochodzenie słowa matka w języku polskim?
 

Czy walczysz z wiatrakami?

Czy walczysz z wiatrakami?

Często walczę z wiatrakami. Zmagam się z powszechnymi błędami językowymi, które tak się zakorzeniły w polszczyźnie, że chyba nie da się ich pokonać.

Czy walczysz z wiatrakami?

Obiecałam sobie, że w tym roku przeczytam „Don Kichota z Manchy”.
Wstępnie planowałam w oryginale, ale po kilku stronach poddałam się. Niestety moja znajomość hiszpańskiego nie jest już tak dobra jak kiedyś, by porywać się na takie dzieło. Ale po polsku mi się udało. Trochę czytałam, trochę słuchałam audiobooka.

Czytając, zaczęłam się zastanawiać, jak literatura wpływa na język.
Dzieło Miguela Cervantesa jest pierwszą powieścią nowożytną. Dzięki jej bohaterowi mamy w polszczyźnie książkowe wyrazy DONKISZOTERIA oraz DONKISZOTYZM, które odnoszą się do postępowania osoby walczącej o wzniosłe cele, ale pozbawionej poczucia rzeczywistości. Przez swoje zachowanie naraża się ona na śmieszność.

To jednak nie wszystko. We współczesnym języku polskim funkcjonuje też frazeologizm KTOŚ WALCZY Z WIATRAKAMI. Używany jest w dwóch znaczeniach.
Jeżeli mówimy, że KTOŚ WALCZY Z WIATRAKAMI, uważamy że walczy z kimś lub czymś, czego nie da się pokonać lub że walczy z niemającym rzeczywistego znaczenia, urojonym przeciwnikiem.
Źródłem frazeologizmu jest postępowanie literackiego Don Kichota, który walczył z wiatrakami, uważając je za olbrzymie i niebezpieczne potwory.

Co ciekawe, słownik języka polskiego odnotowuje dwie formy nazwiska bohatera: Don Kichot i Donkiszot (z hiszp. Don Quijote).
Pojawia się też wyraz DONKISZOT (pisany małą literą) w znaczeniu «człowiek kierujący się wzniosłymi ideami, pragnieniem walki o szlachetne cele, ale niemający poczucia rzeczywistości, realności swych zamierzeń, sprawiający wrażenie komiczne; błędny rycerz, marzyciel, fantasta, utopista»
Drugie znaczenie tego słowa odnosi się do «człowieka rażąco wysokiego i chudego».

Walczycie czasem z wiatrakami? Jestem ciekawa, co próbujecie pokonać. Ja na przykład zmagam się często z powszechnymi błędami językowymi, które tak się zakorzeniły w polszczyźnie, że chyba nie da się ich pokonać.

Tłusty czwartek – pączki, chrust, faworki czy kreple?

CO JADAMY

W TŁUSTY CZWARTEK –

PĄCZKI, KREPLE, FAWORKI

CZY CHRUST?

Przed nami tłusty czwartek i ostatnie dni karnawału. Skoro tłusty czwartek, to pączki. A może niekoniecznie?

Karnawałowy zwyczaj ucztowania

No właśnie… tłusty czwartek – wbrew pozorom małą literą, bo to nie nazwa święta, ale zwyczaju.

Przyjęło się, że jeśli ktoś w tłusty czwartek w ogóle nie zje pączka, nie będzie mu się wiodło. Może dlatego w tłusty czwartek statystyczny Polak zjada 2,5 pączka, a wszyscy Polacy razem w tym czasie pochłaniają ich prawie 100 milionów.

Zwyczaj jedzenia w tłusty czwartek pączków zadomowił się w Polsce już w XVII wieku, ale raczej w miastach i na dworach. Na wsi pojawiły się pod koniec XIX i na początku XX wieku. Jednak, co ciekawe, „starożytnych” pączków nie jadano tak jak dziś – na słodko – lecz ze skwarkami. Słodkie nadzienie zyskały najprawdopodobniej dzięki wpływom kuchni arabskiej.

Jeżeli chodzi o sam tłusty czwartek, to jest on elementem znacznie szerszego zjawiska – schyłku karnawału, dni zabaw i tańców, charakterystycznych nie tylko dla kultury polskiej, ale całej przechodzącej do postu kultury chrześcijańskiej – od Wenecji po Rio de Janeiro.

Dlaczego lubiono wtedy zjadać pączki? Kiedyś 40-dniowy post był przestrzegany o wiele bardziej restrykcyjnie. Dlatego uważano, że trzeba się przed nim najeść do syta.

Pączki, kreple, faworki czy chrust?

Na Śląsku pączek jest znany pod nazwą krepel. Nazwa ta ma dawne pochodzenie. Według wydanej w 1714 r. we Frankfurcie i Lipsku Kroniki śląskiej (Der Schlesischen Kern-Chronicke) w odrębnym śląskim języku używanym w mowie i sztuce (poezji) istniało od dawna słowo Kraeppel. Krepel, podobnie jak żymła (bułka), to słowa używane przez Mikołaja Reja (Żywot człowieka poczciwego). Są staropolskie, choć krepel ma niemiecki rodowód. W języku niemieckim nie ma jednego określenia na taki wyrób cukierniczy, a słowo Pfannkuchen może oznaczać zarówno pączek, jak i naleśnik.

Tłusty czwartek to nie tylko pączki. Jadamy także faworki.

Są to polskie i litewskie oraz niemieckie tradycyjne, chrupkie ciastka o słodkim smaku, w kształcie złożonej kokardki, smażone w tłuszczu i posypywane cukrem pudrem. Najczęściej spożywane w czasie karnawału i tłustego czwartku lub na ostatki. Wyraz polski został zapożyczony z jęz. francuskiego faveur i oznacza m.in. wąską wstążeczkę, tasiemkę jedwabną. Określenie to jest używane dopiero od lat 30. ubiegłego stulecia. Wcześniejsza nazwa to po prostu – chrust lub chruścik.

Jak głosi legenda, faworki były dziełem przypadku.

Niedoświadczony pomocnik cukiernika przez nieuwagę upuścił fragment ciasta przygotowanego z myślą o pączkach wprost do rozgrzanego tłuszczu. Bojąc się reakcji mistrza, czym prędzej posypał usmażony warkocz cukrem pudrem i w ten sposób nie tylko uratował swoją posadę, ale i stworzył pierwszego faworka.

Co jada polonia w tłusty czwartek?

W innych krajach pączki różnią się nieco od polskich. Różnica ta wynika z używania specjalnej mąki i trochę innego sposobu smażenia w tłuszczu.

W ten sposób są smażone Berliner Pfannkuchen, mniej tłuste pączki niemieckie, znane też w Portugalii jako Bolas de Berlim, we Francji – Boule de Berlin, a w Finlandii – Berliininmunkki.

W Rosji ich nazwa пончики – poncziki – jest najbardziej zbliżona do stosowanej w Polsce.

W Izraelu są sufgania (hebrajski: סופגנייה), które są podobne do niemieckiego wariantu, a także ponczkes (פּאָנטשקעס), które wprowadzili polscy Żydzi i są podobne do polskich pączków.

Węgierskie farsangi fánk są bez nadzienia, bo podaje się je osobno, na sąsiednim na talerzu.

W kulturze amerykańskiej pączki są znane jako doughnuts (donut) i mają postać pierścienia z dziurką w środku (tj. torusa). Ostatnio jednak furorę robią właśnie nasze „paczki”.

Jak pączek w maśle

Znane jest powiedzenie: czuć się jak pączek w maśle.

Co to właściwie znaczy? Po raz pierwszy takiego określenia użył Mikołaj Rej w Żywocie człowieka poczciwego.
Jeżeli mówimy, że ktoś czuje się, wygląda lub żyje jak pączek w maśle, to znaczy, że jego kondycja psychiczna, fizyczna i materialna są doskonałe.  

Czujcie się więc – przynajmniej dzisiaj – jak pączek w maśle.

Co Wy jecie w tłusty czwartek? 

Pączkifaworki, chrustchruściki czy kreple

Patrycja Bukowska

Patrycja Bukowska

Dziennikarka, korektorka i copywriterka. Od 16 lat dodaje blasku tekstom. Uczy, jak pisać z klasą i z bajecznym urokiem. Założycielka pierwszej w Polsce firmy edytorskiej działającej online. Wśród jej klientów są  m.in. QatarAirways, BZWBK, Allianz, Volvo, Siemens, PKN Orlen. Pomaga im zbudować profesjonalny wizerunek i pokazać (świetny) język konkurencji. Poprawia ich teksty, prowadzi dla nich szkolenia z poprawności językowej, dobrego stylu, skutecznego pisania. Jest autorką kursów poświęconych poprawności językowej.

Zdrobnienia – nowa moda czy infantylność?

Ratka lekka jak piórko.

Nowa moda czy przejaw infantylności?

W restauracji podchodzi kelner do stolika:
— Rachuneczek?
Mężczyzna potwierdził.
— Płaci pan gotóweczką?
— Nie, karteczką — odpowiedział klient. – I poproszę fakturkę.

Przykładzików można by mnożyć

W ustach kobiety zdrobnienia jeszcze nie brzmią tak strasznie, ale gdy wypowiadają je mężczyźni, mam mieszane uczucia. Czy to przejaw zdziecinnienia, czy jakaś moda? Nie mam pojęcia, ale wiem jedno: zdrobnienia we współczesnej polszczyźnie są zdecydowanie nadużywane.

Zdrabniamy często nieświadomie. Robimy tak, mówiąc do dzieci i zwierząt oraz okazując uczucia. Czy infantylizowanie języka jest dobre?

Na szczęście nigdy policjant nie straszył mnie mandacikiem, a o dowodzik prosi sporadycznie. Jednak często musiałam pokazywać w tramwaju czy autobusie bileciki do kontroli.

Klienci proszą o fakturkę lub piszą, że prześlą pieniążki. Markety kuszą nas ratką lekką jak piórko.

Panie spotkają się na kawusi, zjedzą razem obiadek w mieście i pójdą na spacerek.

Przykładzików można by mnożyć.

Nie jestem przeciwna zdrobnieniom samym w sobie. Zresztą sama prowadzę cykl #herbatkazkorektorką. Są to krótkie i szybkie porady językowe udzielane uczestnikom mojej grupy. Zdrobnienie jest więc użyte celowo i świadomie.

Nie ma tak naprawdę zbędnych środków językowych. Dzięki zdrobnieniom jest nam łatwiej wyrazić swoje emocje. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy ich nadużywać.

Do czego służą zdrobnienia?

Zdrobnienia pełnią cztery funkcje.

  • Pierwszą jest wskazanie niewielkich wymiarów czegoś (np. kubeczek, łóżeczko).
  • Druga funkcja polega na łagodzeniu przekazu. Tak jest chociażby z wplataniem w wypowiedzi określeń typu „mam pytanko”. Podobne zwroty służą odwróceniu uwagi od rzeczywistego „problemiku”.
  • Trzecią funkcją jest wyrażenie swojego emocjonalnego stosunku do przedmiotów. W tej kategorii prym wiodą „pieniążki”. Zwłaszcza w Krakowie to słowo jest niezwykle popularne. Mogą też służyć wyrażeniu pozytywnego, czułego stosunku do kogoś (synek, mamusia). Kochankowie używają zdrobnień, by podkreślić wartość części ciała („nosek”, „usteczka”) drugiej osoby. To również infantylizacja, ale pozytywna, przyjmująca postać adoracji.
  • Czwarta funkcja to infantylizacja odbiorcy. Gdy chcemy umniejszyć rolę rozmówcy, potraktować go pobłażliwie, wtedy jego przywary czy cechy często opisujemy zdrobnieniami. W ten sposób okazujemy brak szacunku, kpimy z drugiej osoby, mówiąc o jej „dziwnym kapelusiku” czy „przekrwionych oczkach”. Czasami mogą też służyć do wyrażenia stosunku pogardliwego (doktorek, prezesik).

Dlaczego nadużywamy zdrobnień?

Przyczyn może być kilka. Najczęściej zdrobnień używamy, gdy chcemy:

  • odświeżyć sztywny język biurokracji;
  • skrócić dystans, wzbudzić sympatię;
  • rozładować napięcie lub zmniejszyć nieprzyjazne nastawienie rozmówcy;
  • wykreować się na osobę uprzejmą;
  • być postrzegani jako specjaliści, rutyniarze;
  • zmniejszyć dyskomfort związany z koniecznością poniesienia kosztów lub wypełnienia jakiegoś obowiązku;
  • spowodować przychylne nastawienie do czegoś.

Mirosław Bańko tak wypowiada się na ten temat:

Żeby zdrabniać, trzeba mieć odpowiednie mechanizmy słowotwórcze (np. przyrostki), a tych polszczyzna dostarcza nam pod dostatkiem. Żeby zdrabniać, trzeba też chcieć. W literaturze dla dzieci – oraz oczywiście w codziennych rozmowach z małymi dziećmi – powody do zdrobnień są oczywiste. Mniej oczywiste, zwłaszcza dla cudzoziemca, dlaczego dorosły Polak zamawia w restauracji śledzika z ogóreczkiem, zapija to setuchną, a na deser (jeśli po takim zestawie potrzebny deser!) wypija kawkę ze śmietanką. Pisano już o tym, że zdrobnienia są oznaką przychylnego nastawienia do rozmówcy. W środowiskach, w których ich częste używanie w tej funkcji stało się normą, słowo niezdrobniałe może budzić nieufność: „Zawsze prosił mnie o gazetkę, a dziś o gazetę. Obraził się czy co?”.

Tak więc stosujmy zdrobnienia, ale tylko wtedy, gdy naprawdę ma to sens. W pozostałych sytuacjach zachowujmy się jak dorośli ludzie, by nas ktoś nie uznał za infantylnych.

 

 

Długie słowa sprawiają mi wielką trudność

Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność

Bombardowani całymi dniami Sprawami Najwyższej Wagi, przystańmy na chwilę. Dziś wspomnijmy pewną wyjątkową postać. Mieszka w Stumilowym Lesie. Choć trochę niezdarny i – jak sam mówi – jest misiem o małym rozumku, kochają go miliony dzieci na całym świecie. 18 stycznia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka.

Data ta nie jest przypadkowa. Tego dnia w 1882 roku urodził się pisarz Alan Aleksander Milne – twórca „misia o bardzo małym rozumku”.

Kubuś ma 92 lata

Pierwsza książka o Kubusiu ukazała się 14 października 1926 roku. Tego dnia w 1926 roku wydano książkę opisującą losy sympatycznego, choć niezbyt mądrego misia i jego przyjaciół: Prosiaczka, Królika, Sowy Przemądrzałej, Kłapouchego, Mamy Kangurzycy i Maleństwa oraz Krzysia. Od tamtego czasu dzieła pisarza przetłumaczono na kilkanaście języków i sprzedano w nakładzie ponad 7 milionów egzemplarzy.

Wszystko zaczęło się jednak w 1921 roku, kiedy to Alan Alexander Milne Milne kupił w domu handlowym Harrods  misia-maskotkę firmy „Alfa Farnell” i podarował swojemu synowi Christopherowi z okazji pierwszych urodzin. To właśnie dzięki tej zabawce brytyjski autor napisał dla swojego syna przygody małego misia i jego przyjaciół. Pluszowy miś Winnie stał się pierwowzorem dla Kubusia.

Pluszowa zabawka Christophera została nazwana tak od imienia niedźwiedzicy Winnipeg będącej żywą maskotką kanadyjskiego wojska z Korpusu Weterynaryjnego Kanady. Została kupiona za 27 dolarów przez porucznika Iana Gary’ego w miasteczku White River w Ontario, gdzie dziś znajduje się pomnik misia. W październiku 1914 r. została przewieziona do Wielkiej Brytanii. Postanowiono pozostawić ją w londyńskim ogrodzie zoologicznym. W 1924 roku Alan Milne pierwszy raz przyszedł do ZOO z czteroletnim synem Christopherem. Chłopiec bardzo polubił Winnie i tak nazwał swojego pluszaka. Niedźwiedzica zdechła 12 maja 1934.

We wrześniu 1981 61-letni Christopher Robin Milne uczestniczył w odsłonięciu pomnika niedźwiedzicy Winnie (naturalnych rozmiarów, dzieło Lorne Makkina) w londyńskim ZOO.

Polska wersja jest the best

Jesteśmy szczęśliwie uprzywilejowani, bo dzięki genialnemu przekładowi Ireny Tuwim, siostry Juliana Tuwima, tylko my znamy Kubusia Puchatka, podczas gdy wszyscy pozostali – Winnie the Pooh.

Druga książka o misiu-łasuchu ukazała się w 1928 roku i również została przetłumaczona przez Irenę Tuwim.

I to z tego tłumaczenia do mowy potocznej trafiły cytaty. Stąd o powiązaniach partyjnych mówimy: krewni i znajomi królika. Kto z nas nie powie w letni dzień: Pszczoły bzykały podejrzliwie, jak to one mają w zwyczaju.

Kto z nas nie powiedział do Najlepszego Przyjaciela:  – Puchatku? – Tak. Prosiaczku? – Nic, tylko chciałem się upewnić, że jesteś, a do Ukochanej Osoby: Wiesz Prosiaczku… miłość jest wtedy… kiedyś kogoś lubimy… za bardzo. O tak banalnych skojarzeniach jak małe co nieco i to, co tygrysy lubią najbardziej nie wspomnę.

Wszyscy na pewno pamiętamy też zabawę w misie-patysie. 

Ukochany miś dzieci

Kubuś Puchatek jest chyba najbardziej kochanym przez dzieci misiem na świecie. Mój syn, Kuba, potrafi na okrągło oglądać przygody Kubusia i jednym tchem wymienić perypetie małego misia: „a to jak utknęła mu głowa w dzbanie z miodem, a to jak z drzewa przepędziły go pszczoły, gdy próbował podkraść im miodek”.

W 2009 roku ukazała się nowa część przygód Puchatka pt. „Powrót do stumilowego lasu” autorstwa Davida Benedictusa.

A ten cytat – to motto dla mnie, dla Was, dla wszystkich:

 – Jaki dziś dzień – zapytał Puchatek,

 – Dziś – odpowiedział Prosiaczek

Na to Puchatek – to mój ulubiony dzień.

W 2016 roku „Polityka” opublikowała 16 cytatów na 90. urodziny Kubusia:

http://www.polityka.pl/galerie/1679534,1,16-cytatow-na-90-urodziny-kubusia-puchatka.read

A jakie są Wasze ulubione cytaty z Kubusia Puchatka?

3 sposoby na darmową korektę

3 sposoby na darmową korektę

Czy korekta tekstu jest ważna? Oczywiście! Nie lubimy sytuacji, gdy poprawiamy swój tekst w<br /> nieskończoność, a potem ktoś tylko rzuci okiem i znajdzie jakąś literówkę lub<br /> źle postawiony przecinek. Czujemy się z tym źle, ale nie zawsze decydujemy się na współpracę z korektorem. Czasem się wstydzimy naszych błędów, a czasem uważamy, że nie stać nas na usługi korektora. Co możemy zrobić, by czytelnicy nie wytykali nam błędów? Możemy samodzielnie zadbać o swój tekst i pokazać (piękny) język konkurencji. Dziś pokażę Wam, jak to zrobić.

Literówki mogą być zabawne. Ale czy tylko rozśmieszą potencjalnego klienta?

Każdemu zdarza się zrobić literówkę, czyli pominąć literę w słowie lub zamienić litery miejscami. Literówka jest trudna do wykrycia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy przestawienie liter powoduje utworzenie zupełnie innego słowa. W zeszłym tygodniu sama napisałam „owce” zamiast „owoce”, a podczas korekty warunków ubezpieczeń znalazłam w tekście „śmieci”, choć powinno być „śmierci”. Najzabawniejsza literówka, jaką pamiętam, to „badanie odchodów kredytobiorcy” zamiast „badanie dochodów kredytobiorcy”. Drobny błąd, a wprowadza tyle zamieszania. Czasem nawet może skompromitować autora w oczach czytelników. Błędy sprawiają, że firma traci profesjonalny wizerunek.

Dziś chcę Ci pokazać techniki, których używam w swojej pracy. Poprawiając teksty od 11 lat, wypracowałam kilka metod, dzięki którym łatwiej znaleźć błędy w tekstach.

Odbierz darmową listę, dzięki której dowiesz się, gdzie najczęściej ukrywają się błędy

Czy Ty też spacerujesz po linie?

Spotkałam dwie przeciwstawne postawy, jakie ludzie przyjmują w stosunku do literówek.

Niektórzy uważają tego typu błędy za niedopuszczalne i jest to dla nich powód, aby przestać czytać daną np. gazetę. Innym z kolei błędy nie przeszkadzają w ogóle i nie rozumieją, dlaczego ktoś miałby starać się, aby im zapobiegać lub je poprawiać, gdy się pojawią w tekście.

Nie będziesz chyba zaskoczona, że – mimo iż jestem korektorką – moje zdanie jest pośrodku pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Spaceruję niejako po linie.

Uważam, że nie możemy przekreślać kogoś, kto popełnił błąd. Ta zasada odnosi się nie tylko do pisania. Przesadą jest oskarżanie ludzi o całkowity brak kompetencji tylko dlatego, że znaleźliśmy w ich tekstach literówkę. Błędy popełniają wszyscy. Nawet prof. Miodek. Jeśli jednak ktoś w swoich tekstach permanentnie gwałci podstawowe zasady pisowni czy interpunkcji, nie będzie uznany za profesjonalistę.

Blogerzy, którzy mają już „ustaloną pozycję na rynku”, mogą sobie pozwolić na okazjonalne literówki. Czytelnicy będą raczej wyrozumiali. Nie chodzi o to, że skoro jesteś znana, nie musisz już się starać. Czytelnicy znają już Twoje teksty, Twój warsztat. Wiedzą, że piszesz dobrze, więc drobny błąd jest tylko wypadkiem przy pracy.

Jeśli jednak nie dałaś się jeszcze poznać szerszej publiczności jako profesjonalna blogerka czy pisarka i chcesz wywrzeć na swoich czytelnikach jak najlepsze wrażenie, musisz pokazać, że zależy Ci na poprawności. Musisz wyrobić sobie opinię profesjonalistki.

Jak sobie poradzić z ewentualnymi błędami?

Możliwości są dwie. Albo zlecasz korektę profesjonaliście, albo poprawiasz tekst samodzielnie.

Pokażę Ci teraz trzy metody, dzięki którym sama możesz doszlifować tekst przed publikacją.

Zabawa w chowanego

Do tej metody potrzebny Ci będzie nieprzezroczysty przedmiot, który nie będzie Ci przeszkadzał, gdy będziesz go trzymać podczas korekty. Może to być mała karteczka, telefon. Cokolwiek, co jest poręczne, płaskie i leży w pobliżu.

Pracę zaczynamy od pierwszego wyrazu. Zakryj np. kartką drugie słowo, żeby Cię nie rozpraszało. Gdy się już upewnisz, że wszystko jest zapisane poprawnie, wokół wyrazu zastosowana jest prawidłowa interpunkcja, wtedy zakryj trzecie z kolei słowo i sprawdź, czy w drugim nie ma błędów. Wszystko w porządku? Zakryj więc czwarte słowo i przyjrzyj się trzeciemu. I tak dalej. Czynność powtarzaj aż do końca tekstu.

Zasłaniając kolejny wyraz w swoim tekście, zmuszasz się do powolnego czytania i możesz popatrzeć krytycznym okiem na to, co napisałaś.

Oczywiście stosując tę metodę, nie znajdziesz wszystkich możliwych błędów.

W ten sposób łatwiej Ci będzie sprawdzić nazwy firm, produktów i osób. Będziesz także w stanie szybko zweryfikować, czy przypadkowo nie pominęłaś jakiegoś słowa, czy nie ma powtórzeń lub źle dobranych słów.

Dziobanie

Stosując tę metodę, używam długopisu z gumowym rysikiem do ekranów dotykowych.

Jeśli nie masz takiego, możesz użyć np. gumki na końcu ołówka, patyczka kosmetycznego lub innego nieostrego przedmiotu, którym nie porysujesz ekranu.

Rozpoczynamy od początku tekstu i fizycznie dziobiemy każde słowo miękką końcówką. Taki zabieg ułatwia skupienie uwagi na poszczególnych słowach i literach.

Nie trzeba poświęcać każdemu słowu więcej niż kilka sekund – wystarczy po prostu tylko spojrzeć na nie przez chwilę i skupić w tym momencie całą swoją uwagę.

Ta technika jest dość absorbująca, ale dzięki niej będziesz mogła łatwo rozróżnić podobne graficznie wyrazy. Metoda pomaga również skupić się na poszczególnych literach wyrazu, jeśli zrobimy błąd np. w odmianie.

Od końca

Po pierwszym czytaniu nadal mogą pozostać się drobne błędy w tekście. Jak sobie z tym poradzić? Poprawiając tekst, czasem czuję się znużona i zaczynam skanować treść. Wtedy przechodzę na koniec artykułu i czytam w odwrotnej kolejności – od ostatniego zdania do pierwszego.

Czytanie w ten sposób pomaga znaleźć wcześniej przeoczone błędy. Podczas takiej korekty możesz zauważyć, które słowa są nadużywane. Zobaczysz też zdania zaczynające się od tego samego wyrazu. Ta metoda jest naprawdę skuteczna.

Czy dzięki cyfryzacji nasze teksty są lepsze?

Jeżeli chcesz, by Twoje teksty przyciągały uwagę czytelnika, nie możesz rozpraszać go błędami. Musisz się skupić na pisaniu – nie tylko na ciekawej treści, ale też na poprawności językowej – a przed publikacją zadbać o korektę.

Zanim coś opublikujesz, sprawdź poprawność swoich tekstów.

Obecnie większość tekstów, z którymi się stykamy, jest w postaci cyfrowej. Dzięki temu w każdej chwili można poprawić drobne usterki. Dlatego wiele osób publikuje teksty, nie przywiązując zbytniej wagi do ewentualnych błędów. Myślą sobie: „Nawet jeśli pojawi się błąd, mogę szybko edytować i naprawić usterkę”.

Możemy edytować tekst przed jego publikacją. Możemy go ulepszać, usuwać drobne błędy i nanosić kosmetyczne poprawki. Dopiero gdy uznamy, że wszystko jest na swoim miejscu, klikamy „Opublikuj”

Na koniec jeszcze jedna rada. Ja więcej błędów widzę, gdy wydrukuję sobie tekst. Oko więcej dostrzega na papierze niż na ekranie komputera. Dlatego jeśli mam czas, drukuję teksty moich klientów i poprawki nanoszę na wydruku, a dopiero potem przenoszę je na wersję elektroniczną.

Jakie są Twoje metody na poprawność tekstów?

Znasz już moje sposoby na korektę.
Czy poprawiasz swoje teksty samodzielnie? Czy używasz którejś z tych metod? A może masz inną?
Podziel się w komentarzu. I napisz koniecznie, jaki jest Twój stosunek do błędów w tekstach.

A jeśli chcesz zostać profesjonalną korektorką, zapisz się na jedyny w Polsce kurs korekty online.

Czy Vincent van Gogh może nauczyć Cię pisania?

Czy Vincent van Gogh może nauczyć Cię pisania?

Czy można nauczyć się pisania od van Gogha? Pomysł wydaje się szalony. Przecież van Gogh był malarzem! A jednak. Zobacz, jak malować słowami. W tym artykule zebrałam najważniejsze wskazówki, dzięki którym wymalujesz wspaniały obraz.

Maluj słowami

Jeśli chcesz pisać dobre teksty, musisz nauczyć się malować słowami. Obrazowe opisy miejsc, postaci przyciągają uwagę czytelnika. Dlatego przedstawiaj swój świat jako obraz pełny kolorów.

Jak to zrobić?

Stwórz paletę barw

Jeśli chcesz stworzyć własną paletę barw, musisz sobie zadawać pytania: Jak złote są gwiazdy? Jak czarne jest nocne niebo?
Gdy malujesz słowami, staraj się precyzować, o jaki odcień Ci chodzi, porównując je na przykład do jakiejś znanej rzeczy. Błękit nieba i błękit oceanu to przecież inne kolory, prawda? Wiedzą o tym producenci farb, którzy nadają swoim produktom metaforyczne nazwy: karmazynowy przypływ czy brzoskwiniowy jogurt. Dzięki temu nasza wyobraźnia jest pobudzona i lepiej pracuje: jej oczami widzimy zachód słońca nad morzem czy lśniącą w słońcu skórkę soczystej brzoskwini, zanurzającej się w bieli jogurtu…
Rozważnie więc dobieraj kolory wnętrz, o których piszesz, czy ubrań, by nie zasugerować czytelnikowi czegoś innego, niż miałaś na myśli.

Zastanów się, z czym kojarzą Ci się kolory. Kolor może przywołać różne skojarzenia – z dźwiękiem, smakiem, zapachem. Podstawą dobrego opisu jest przedstawienie doświadczenia   jako efektu oddziaływania wielu zmysłów.

Pamiętaj jednak, że aż 80% przyswajanej informacji człowiek przyjmuje za pomocą zmysłu wzroku – wykorzystaj to! Poznajemy świat za pomocą obrazów, myślimy za pomocą obrazów i marzymy za ich pomocą. Są nam dużo bliższe.

Zainspiruj się

Tworząc ciekawą paletę barw, możesz zainspirować się dziełami znanych malarzy. Jednym z najlepszych mistrzów w ekspresywnym dobieraniu kolorów był Vincent van Gogh. Kilka dni temu na ekrany kin wszedł film poświęcony temu artyście. Kobiela i Welchman ożywili niemal sto obrazów. Pracowali nad tym ponad 10 lat. Efekt jest niesamowity. Obejrzyj ten film, jeśli masz możliwość.

Co robił van Gogh, że jego obrazy są tak pełne ekspresji?

Malarz nie jest wierny rzeczywistości, lecz temu, co odczuwa. Na jednym ze swoich obrazów przedstawia nocne niebo pełne gwiazd. Bawi się różnymi odcieniami granatu i żółci. Ty jako pisarz musisz tak samo malować słowami. Skup się na tym, jak widzisz kolory i jak postrzegasz otaczający Cię świat.

Maluj słowami, opowiadaj czytelnikowi o świecie, który opisujesz, tak aby mógł go sobie wyobrazić.

Vincent van Gogh, Gwiaździsta noc, 1889, olej na płótnie, Museum of Modern Art, Nowy Jork

Pisanie obrazowym językiem jest ciągłą podróżą. Jest ćwiczeniem spostrzegawczości.

Chodzi o to, by obserwować świat.

To nie jest tylko kwestia stylu pisania.

Chodzi o doświadczenie.

I dzielenie się nim.

Spróbuj namalować jakiś obraz słowami. I pobaw się w nazywanie kolorów.

Jeśli chcesz otrzymywać teksty o tym, jak pisać z klasą i bajecznym urokiem, dołącz do newslettera i odbierz prezent – darmową listę, dzięki której dowiesz się, gdzie najczęściej ukrywają się błędy.

Tłusty czwartek – pączki, chrust, faworki czy kreple?

CO JADAMY W TŁUSTY CZWARTEK – PĄCZKI, KREPLE, FAWORKI CZY CHRUST? No właśnie… tłusty czwartek – wbrew pozorom małą literą, bo to nie nazwa święta, ale zwyczaju. Przyjęło się, że jeśli ktoś w tłusty czwartek w ogóle nie zje pączka, nie będzie mu się wiodło. Może...

Długie słowa sprawiają mi wielką trudność

Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność Data ta nie jest przypadkowa. Tego dnia w 1882 roku urodził się pisarz Alan Aleksander Milne – twórca „misia o bardzo małym rozumku”. Pierwsza książka o Kubusiu ukazała się 14...

Do siego roku

Do siego roku!Otóż siego to forma dopełniacza dawnego zaimka wskazującego si, sia, sie, który w obecnej polszczyźnie już nie występuje, a najbardziej zbliżony znaczeniowo jest do zaimków ten, ta, to, tamten. Do tej pory występuje on w paru konstrukcjach, np. ni to, ni...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie?

Część pierwsza

Po kilkunastu latach pracy jako korektorka zrozumiałam, że nie doceniłam interpunkcji. Te niepozorne znaki w naszych tekstach są ważniejsze, niż dotychczas myślałam.

Interpunkcja zmienia nasz głos

Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują, kiedy wstrzymać oddech. Są mistrzami drugiego planu.

Dzięki znakom interpunkcyjnym możemy brzmieć bardziej pobudliwie. Lub autorytatywnie. Lub empatycznie. Możemy zbudować napięcie. Zatrzymać czytelników lub zachęcić ich, by pędzili naprzód – do następnego akapitu…

Chcesz wiedzieć, jak to zrobić?
No to zaczynajmy!

Zapraszam Cię w podróż po tajemniczym świecie znaków interpunkcyjnych.

Czy interpunkcja jest tylko dla purystów?

Już samo pisanie jest wystarczająco trudne. Musisz myśleć o pisaniu odpowiednich zdań, o tym, by wybrać właściwe słowa. Musisz też unikać literówek i innych błędów ortograficznych, bo te od razu zostaną wyłapane nawet przez mniej uważnego czytelnika.

Ale kto ma czas, aby martwić o przecinki i kropki? Troska o interpunkcję jest dobra dla „gramatycznych nazistów” i pedantycznych nauczycieli. Pisarzom dbanie o poprawność interpunkcyjną zajęłoby zbyt wiele czasu. Od tego zresztą mają korektorów.

Czasem jednak autor postępuje nawet wbrew zaleceniom korekty. Tak jak zrobiła to na przykład Beata Pawlikowska, pisząc o korekcie swojej książki „Planeta dobrych myśli”, zleconej Wydawnictwu G+J. Zinterpretowała rolę interpunkcji w tekście (we własnym tekście) w następujący sposób:

Korekta w wydawnictwie G+J jest bezbłędna. Wychwyciła wszystkie brakujące ogonki, a następnie zalała tekst deszczem przecinków i kropek. Ale ja lubię w interpunkcji klimaty bardziej pustynne.

To samo zdanie ma zupełnie inną moc, zależnie od tego, czy zostanie posiekane pięcioma przecinkami, czy ozdobione tylko jednym.

Lubię przecinki. Daję im artystyczną wolność, nieskrępowaną schematem. Przecinek uważam za narzędzie artystyczne, a nie karnego żołnierza, który musi stać zgodnie z przepisami. Przecinek mówi czasem więcej niż słowo, zatrzymuje myśl, oddziela znaczenia, a czasem nadaje im nowy sens. Także wtedy kiedy znika.

Czasami na końcu zdania nie stawiam kropki, żeby dłużej brzmiało. Przecinki i kropki w tej książce
zostały postawione i zniknięte przeze mnie, wbrew zaleceniom korekty i na moją odpowiedzialność.

(B. Pawlikowska, Planeta dobrych myśli, Warszawa 2013, s. 224)

Dobra interpunkcja ułatwia odbiór komunikatu. Natomiast nadmiar lub brak znaków interpunkcyjnych komunikację zakłócają.

Czy uważasz, że swoboda interpunkcyjna jest dobrym rozwiązaniem? Czy całkowita dowolność pomaga w wyrażaniu swoich myśli? Jestem ciekawa, co o tym sądzisz.

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część pierwsza Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część druga Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP. W obrębie wypowiedzenia,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część trzecia Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca. Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 4 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część czwarta Czy myślisz, że pisanie jest monologiem? Obserwujesz na pewno osoby, które angażują swoich czytelników. Czy widzisz, w jaki sposób to robią? Zadają dużo pytań. To najlepszy sposób, by zatrzymać przy sobie czytelnika. By...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 5 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część piąta Często dostaję newslettery, których nagłówki krzyczą do mnie: Uwaga! Pilne! Przeczytaj teraz!!! To jest okropne. Uważam, że to językowe przestępstwo. Czy naprawdę potrzebujesz tyle wykrzykników, by wyrazić swoje emocje? Ja...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie?

Część druga

Zdaniem wielu pisarzy to wykrzyknik dodaje siły ich głosowi. Ale to nieprawda. Prawdziwa siła pochodzi z kropki.

Kropka – najmocniejszy znak interpunkcyjny

Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP.

W obrębie wypowiedzenia, które jest zakończone kropką, mogą występować inne znaki interpunkcyjne. Dlatego kropka musi być uważana za podstawowy i najważniejszy znak przestankowania.

Masz ochotę na małe ćwiczenie?

Przeczytaj ten ostatni akapit na głos:

Twoim zadaniem jako blogera nie jest po prostu pisanie tutoriali, dzielenie się faktami oraz poradami.
Przydatna wskazówka, która nie jest wykorzystywana, jest jak zszywanie książki, której nikt nie otworzy. Jest zapomniana i bezużyteczna.
Zamiast działać wyłącznie jako bloger, rozdając wskazówki, zostań mentorem dla swoich czytelników, szefem swojej wioski, przywódcą plemienia.
Porusz swoje plemię i szybko zacznij działać, ponieważ czytelnicy czekają na ciebie.

Ciągnie się trochę ten tekst. Czujesz to, prawda?
Nie jesteś podekscytowana.
Oto alternatywna wersja z większą liczbą kropek:

Twoim zadaniem jako blogera nie jest po prostu pisanie tutoriali. Twoim zadaniem nie jest dzielenie się wskazówkami, faktami i poradami.
Przydatna wskazówka, która nie jest wykorzystywana, jest jak zszywanie książki, której nikt nie otworzy. Jest zapomniana i bezużyteczna.
Nie jesteś po prostu blogerem. Jesteś mentorem dla swoich czytelników, szefem swojej wsi, przywódcą plemienia.
Porusz swoje plemię.
Do dzieła! 

Czytelnicy czekają na ciebie.

Używaj częściej kropki. To najprostszy sposób, aby ożywić swój tekst. Aby dodać napięcia konkretnym frazom. By stać się bardziej autorytatywnym i inspirującym.

Ale bądź ostrożna. Nie należy nadużywać kropki. Bo wtedy Twój tekst stanie się zbyt monotonny.

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część pierwsza Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część druga Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP. W obrębie wypowiedzenia,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część trzecia Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca. Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 4 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część czwarta Czy myślisz, że pisanie jest monologiem? Obserwujesz na pewno osoby, które angażują swoich czytelników. Czy widzisz, w jaki sposób to robią? Zadają dużo pytań. To najlepszy sposób, by zatrzymać przy sobie czytelnika. By...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 5 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część piąta Często dostaję newslettery, których nagłówki krzyczą do mnie: Uwaga! Pilne! Przeczytaj teraz!!! To jest okropne. Uważam, że to językowe przestępstwo. Czy naprawdę potrzebujesz tyle wykrzykników, by wyrazić swoje emocje? Ja...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie?

Część trzecia

Chcę Ci dziś opowiedzieć o przecinku. Ale nie uciekaj od razu. Z przecinkiem naprawdę można się zaprzyjaźnić.

Jak dodać miękką pauzę

Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca.

Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj tysiącem reguł dotyczących tego znaku.
Chcę Ci pokazać, że przecinek jest ważny. Że może bardzo pomóc. Sprawia, że tekst płynie miękko jak kołysanka z pofalowanych zdań znikających w oddali. Czasem jednak zamienia się w dziką rzekę, gdy nadmiar przecinków pojawia się w jednym zdaniu. Niektórzy uwielbiają przecinki. Wstawiają je niemalże wszędzie. Inni natomiast unikają ich jak ognia. A Ty?

Czy przecinek jest aż tak ważny?

Czy przecinek rzeczywiście może nam pomóc? Oto przykład zdania z 15 przecinkami:

To było najlepsze czasy, to było najgorsze czasy, był to wiek mądrości, to był wiek głupoty, to była epoka wiary, była to epoka niedowierzanie, był to sezon Światła, to był sezon ciemności, to była wiosna nadziei, że to zima rozpaczy, mieliśmy wszystko przed nami, nie mieliśmy nic się przed nami, my wszystko idzie prosto do nieba, wszyscy byliśmy zamiar bezpośredni inny sposób w krótki okres był tak daleko jak w obecnym okresie, że niektóre z jego władz najgłośniejszych nalegał na jego otrzymanych, na dobre i na złe, w niebywałym stopniu tylko porównanie.

~ Opowieść o dwóch miastach, Charles Dickens

Pobaw się przecinkami

Jeśli zastąpisz wszystkie przecinki w zdaniu kropką, wtedy cała atmosfera zdania zmienia się – tekst staje się trudny i monotonny.

Pobaw się przecinkami i kropkami w swoim tekście. Buduj długie, złożone zdania, podzielone wieloma przecinkami (tak jak w zacytowanym przykładzie). I przeplataj je zdaniami krótkimi. Jednowyrazowymi.

Dzięki temu Twój tekst będzie bardziej dynamiczny.

Zauważ, jak zmienia się Twój głos. Gdy czytasz swój tekst głośno, to w miejscu, gdzie pojawia się przecinek, lekko podnosisz głos lub go zawieszasz.

Przecinek sprawia, że Twój tekst jest jest melodyjny.

To jak?

Zaprzyjaźnisz się z przecinkiem? Jestem pewna, że pomoże Ci w tym mój kurs interpunkcji.

 

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część pierwsza Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część druga Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP. W obrębie wypowiedzenia,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część trzecia Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca. Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 4 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część czwarta Czy myślisz, że pisanie jest monologiem? Obserwujesz na pewno osoby, które angażują swoich czytelników. Czy widzisz, w jaki sposób to robią? Zadają dużo pytań. To najlepszy sposób, by zatrzymać przy sobie czytelnika. By...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 5 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część piąta Często dostaję newslettery, których nagłówki krzyczą do mnie: Uwaga! Pilne! Przeczytaj teraz!!! To jest okropne. Uważam, że to językowe przestępstwo. Czy naprawdę potrzebujesz tyle wykrzykników, by wyrazić swoje emocje? Ja...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 4 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie?

Część czwarta

Czy wiesz, jak zaangażować czytelnika? To proste. Wręcz banalne. Trzeba zadawać więcej pytań!

Mój ulubiony znak interpunkcyjny

Czy myślisz, że pisanie jest monologiem? Obserwujesz na pewno osoby, które angażują swoich czytelników. Czy widzisz, w jaki sposób to robią?

Zadają dużo pytań. To najlepszy sposób, by zatrzymać przy sobie czytelnika. By wejść z nim w dialog. By dowiedzieć się, co go interesuje, jaka wiedza jest mu potrzebna. Dzięki pytaniom poznajesz swojego odbiorcę.

Znak zapytania buduje napięcie. Zacznij ich używać i zobacz, jak reaguje Twój czytelnik.

.

Czy interpunkcja ma znaczenie?

Pisałam niedawno artykuł na temat zdobywania nowych subskrybentów. Byłam nawet całkiem zadowolona z efektów. Ale gdy przeczytałam ten tekst jeszcze raz przed publikacją, stwierdziłam, że muszę coś zmienić.
Pierwsza wersja brzmiała tak:

Wielu blogerów chce zdobyć nowych subskrybentów, publikując artykuły gościnne. Ciężko pracują, aby nawiązać relacje z influencerami i opublikować na ich blogach swoje cenne wskazówki.
Jeśli jednak kiedykolwiek będziesz rozczarowana efektami artykułów gościnnych, zastosuj poniższe rady. Dzięki nim zdobędziesz więcej subskrybentów.

Jakie wrażenia? Czy tak napisany tekst zaciekawiłby Cię choć trochę?
Przeczytaj więc ten sam fragment w wersji ostatecznej:

Czy kiedykolwiek chciałaś się dowiedzieć, jak można zdobyć nowych subskrybentów, pisząc artykuły gościnne? Ciężko pracujesz, aby nawiązać relacje z influencerami.
Wreszcie udaje Ci się i udostępniasz na jednym z popularnych blogów swoje najcenniejsze wskazówki. Starasz się, aby każde słowo było pełne blasku. Jesteś z siebie dumna. Ale gdy artykuł został opublikowany… czujesz się trochę rozczarowana.
Dlaczego na Twoją na listę mailingową zapisało się tak mało osób? Co je zatrzymuje? Chcesz wiedzieć, jakie błędy popełniłaś? Poznaj wskazówki, dzięki którym unikniesz błędów i zdobędziesz więcej subskrybentów.

Widzisz różnicę?
Następnym razem, kiedy będziesz tworzyć tekst, spróbuj zadać kilka dodatkowych pytań. Zobaczysz, jak zmienia się napięcie.

Czy już widzisz, że interpunkcja ma znaczenie? Jestem ciekawa, czy udało mi się Ciebie przekonać.

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część pierwsza Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część druga Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP. W obrębie wypowiedzenia,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część trzecia Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca. Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 4 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część czwarta Czy myślisz, że pisanie jest monologiem? Obserwujesz na pewno osoby, które angażują swoich czytelników. Czy widzisz, w jaki sposób to robią? Zadają dużo pytań. To najlepszy sposób, by zatrzymać przy sobie czytelnika. By...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 5 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część piąta Często dostaję newslettery, których nagłówki krzyczą do mnie: Uwaga! Pilne! Przeczytaj teraz!!! To jest okropne. Uważam, że to językowe przestępstwo. Czy naprawdę potrzebujesz tyle wykrzykników, by wyrazić swoje emocje? Ja...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 5 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie?

Część piąta

Wpadłam kiedyś w pułapkę. Myślałam, że będzie to wyglądać interesująco i entuzjastycznie. Ale to było całkiem głupie. Amatorskie. Może nawet dziecinne. Co to za pułapka? Nadużywanie wykrzykników!

Nadużywanie wykrzykników świadczy o lenistwie

Często dostaję newslettery, których nagłówki krzyczą do mnie: Uwaga! Pilne! Przeczytaj teraz!!!

To jest okropne. Uważam, że to językowe przestępstwo.

Czy naprawdę potrzebujesz tyle wykrzykników, by wyrazić swoje emocje?

Ja też myślę, że nie jest to konieczne.

Więc dlaczego wykrzykniki są tak dużym problemem?
Bo wynikają z lenistwa. Jakbyś martwiła się, że nie uda Ci się znaleźć właściwego słowa.

Mocne słowa

Nie pisz: To jest wielkie przedsięwzięcie!!! Lepszy przekaz osiągniesz, pisząc: To jest ogromne przedsięwzięcie.

Nie pisz: Ta zatoka jest piękna!! Możesz przecież ująć to tak: Ta zatoka zapiera dech w piersiach.

Mocne słowa są skuteczniejsze niż wykrzykniki. Bardziej przekonują. Zachwycają.

Masz jeszcze większą ochotę na pisanie i wykorzystywanie smakowitych wskazówek?

Jeśli czujesz niedosyt, za śmiesznie niską cenę (tyle co dwa smaczne desery w krakowskiej restauracji) możesz otrzymać „Smakowity kurs interpunkcji” w formie wygodnego e-booka. Prawie 50 stron praktycznych wskazówek i konkretnych przykładów! Dostajesz dostęp od razu do całości kursu.

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część pierwsza Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część druga Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP. W obrębie wypowiedzenia,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część trzecia Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca. Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 4 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część czwarta Czy myślisz, że pisanie jest monologiem? Obserwujesz na pewno osoby, które angażują swoich czytelników. Czy widzisz, w jaki sposób to robią? Zadają dużo pytań. To najlepszy sposób, by zatrzymać przy sobie czytelnika. By...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 5 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część piąta Często dostaję newslettery, których nagłówki krzyczą do mnie: Uwaga! Pilne! Przeczytaj teraz!!! To jest okropne. Uważam, że to językowe przestępstwo. Czy naprawdę potrzebujesz tyle wykrzykników, by wyrazić swoje emocje? Ja...

PROJEKT KSIĄŻKA, część 2 – Jak napisać książkę ekspercką

PROJEKT KSIĄŻKA

cz. 2
Jak napisać książkę ekspercką
Rozmowa z Edytą Niewińską

Bój się i pisz. Posłuchaj tego, co mówi Ci serce. I poszukaj wsparcia innych ludzi, którzy też piszą albo którzy kibicują Twojemu projektowi. Będzie Ci łatwiej dokończyć, nie tracąc przy tym nadziei, że Twoja książka jest światu potrzebna.

Przez wiele lat pracowałaś w branży finansowej. Dlaczego zaczęłaś pisać książki? Czy tamto doświadczenie pomaga Ci w pisaniu?

Pisałam od zawsze, a pomysł na pierwszą powieść przyszedł do mnie w wieku dwudziestu kilku lat. Twórcza ciąża sporo trwała, aż w końcu wykrystalizowała mi się historia. Pisząc „Kosowo”, prowadziłam własną, dobrze prosperującą agencję PR obsługującą klientów z rynków finansowych. Pisanie pomogło mi w przetrwaniu tamtego ciężkiego czasu. Czułam, że za dużo biznesu jest w moim życiu, a za mało twórczości. Pisząc powieść dosłownie po nocach, karmiłam w sobie wygłodniałą artystkę. Nie chciałam, aby umarła. Doświadczenie bycia przedsiębiorczynią nie pomogło mi w pisaniu. Ale pomogło mi w budowaniu swojej marki i biznesu online.

EDYTA NIEWIŃSKA

Pisarka, autorka powieści „Kosowo” i „Levante”, a także recenzji i wywiadów. Mentorka kobiet piszących książki. Od pięciu lat mieszka w Andaluzji, gdzie aktualnie pracuje nad trzecią powieścią.  Jest certyfikowaną trenerką NGO. Pracuje z trenerkami, ekspertkami i blogerkami, które z jej pomocą piszą książkę. Uwielbia opowieści i twórcze umysły.

Jak wyglądała Twoja praca nad pierwszą książką? Co sprawiało Ci największą trudność i jak sobie z tym poradziłaś? Jak długo pisałaś i ile czasu pracowaliście jeszcze nad tekstem z redaktorem? Jak znalazłaś wydawcę?

Największą trudność sprawiały mi wielkie niewiadome. Pisałam bardzo intuicyjnie, wierząc, że kiedy będę szukała wydawcy, redaktor oceni jej potencjał i pomoże w opracowaniu jej ostatecznej wersji. To była dobra decyzja, choć nie wszystko potoczyło się tak, jak to sobie wyobrażałam.

„Kosowo” ma świetną fabułę i mocny, autentyczny język. Pisząc, postanowiłam oprzeć powieść na tych dwóch atutach, bo w tym byłam dobra. Ale bałam się, że nie umiem pisać dialogów. W trakcie pisania, kiedy zignorowałam obawy i napisałam dialog na próbę, okazało się, że ich pisanie idzie mi znakomicie.

Każdy napisany rozdział konsultowałam z moim przyjacielem, który jest redaktorem. Dzięki temu miałam pewność, że zmierzam w dobrym kierunku. Razem z nim też pracowaliśmy nad redakcją całego tekstu, kiedy już powstała pierwsza wersja książki. To były twórcze chwile. Nie pamiętam, ile czasu to trwało – pisanie „Kosowa” zakończyłam w 2009 roku, po trzech latach pracy nad książką. Później przez kolejne trzy lata szukałam wydawcy. Znalazłam go przez przypadek, choć raczej powinnam powiedzieć, że była to historia z gatunku „kiedy mocno czegoś pragniesz, cały wszechświat ci sprzyja”. Ale na to sprzyjanie i tak musiałam czekać trzy długie lata.

Fabuła Twojej drugiej powieści osadzona jest między innymi w Andaluzji i w moim rodzinnym Krakowie. Muszę Cię zapytać o tę książkę, bo uwielbiam Hiszpanię, a Andaluzją się zachwyciłam. „Levante” zebrała fantastyczne opinie. Jak Ci się ją pisało? Skąd pomysł?

Historia opisana w „Levante” przyszła do mnie zaraz po ukończeniu „Kosowa”. Długo nad nią pracowałam, przynajmniej dwa lata nad samą koncepcją. Kiedy noszę w sobie pomysł na książkę, wszystko mnie inspiruje, każda podróż, każde spotkanie z drugim człowiekiem. W 2012 roku przeprowadziłam się do Andaluzji i tam powstał plan na osadzenie drugiej części historii w hiszpańskich klimatach. Bardzo mnie fascynuje lokalna kultura, mentalność, zjawiska przyrody. A tutaj jest z czego czerpać – mieszanka wpływów hiszpańskich i arabskich sprawia, że wiele rzeczy jest wyjątkowych i magicznych. Dlatego pisanie „Levante” było ogromną przyjemnością. Muszę przyznać, że w niektórych momentach świetnie się bawiłam.

Czytasz swoje książki po wydaniu? Czy wracasz do nich?

W zasadzie nie, bo nie mam potrzeby. Jestem już głową i sercem w nowej historii. Ale czasem mi się zdarza. Na przykład w marcu podczas sesji zdjęciowej cudowna fotografka Karolina dała mi polecenie „Pozuj, jakbyś czytała swoją książkę”. Grzecznie zatem otworzyłam na chybił-trafił „Levante” i… zaczytałam się! Dwa lata po wydaniu mojej powieści musiałam przyznać, że to po prostu świetnie napisana książka.

Czy pracujesz nad kolejną książką?

Tak, aktualnie pracuję nad trzecią powieścią. Wychodzę już z fazy koncepcyjnej i piszę, ale jeszcze nie poświęcam na pisanie tyle czasu, ile bym chciała. Pracuję też jako współautorka przy dwóch książkach non-fiction, ale to powieść jest i zawsze będzie dla mnie priorytetem.

Czytasz swoje książki jeszcze po wydaniu? Czy wracasz do nich?

W zasadzie nie, bo nie mam potrzeby. Jestem już głową i sercem w nowej historii. Ale czasem mi się zdarza, na przykład w marcu podczas sesji zdjęciowej cudowna fotografka Karolina dała mi polecenie „Pozuj, jakbyś czytała swoją książkę”. Grzecznie zatem otworzyłam na chybił-trafił „Levante” i… zaczytałam się! Dwa lata po wydaniu mojej powieści musiałam przyznać, że to po prostu świetnie napisana książka.

Czym jest książka ekspercka?

To książka, którą autor pisze, bazując na swojej wiedzy, na tym, na czym zna się najlepiej i w czym jest ekspertem. Nie mam na myśli nudnego poradnika, jakich setki w księgarniach. Mówię o książce, która pokazuje wartości autora, jego metodę pracy, konkretne rozwiązania przeróżnych – życiowych, zawodowych, rozwojowych, rodzinnych – problemów. To może być książka non-fiction opisująca podróże i wnioski z nich płynące, książka na temat konkretnego stylu życia – nomadycznego, wegańskiego czy biznesowego. Albo książka dotycząca czyjejś pracy i zagadnień, z jakimi jej autor mierzy się na co dzień.

Prowadzisz warsztaty, w których uczysz, jak pisać książkę ekspercką. Opowiedz o nich.

Moje warsztaty, które odbywają się online, nazwałam sobie roboczo „Książka na próbę”. Rozmawiając z osobami, które chcą napisać książkę, zauważyłam, że często wydaje im się to niewykonalne. Zastanowiłam się, w jaki sposób mogłabym sprawić, że „to” stanie się prawdziwe. I wymyśliłam formułę warsztatów, w których uczestnicy w ciągu dwóch miesięcy piszą konspekt, wstęp do książki, tekst na tylną okładkę i spis treści. To są dokumenty o objętości maksymalnie dwóch lub trzech stron, co sprawia, że to jest wykonalne. Mając komplet tych dokumentów, z jednej strony możemy zwrócić się do wydawcy, który jest w stanie podjąć decyzję, czy chce wydać taką książkę. Z drugiej strony, jeśli chcemy wydawać sami, mamy komplet materiałów na stronę sprzedażową. A przede wszystkim są to mocne wytyczne do dalszego pisania swojej książki.

Następnie każdy z uczestników, z moją pomocą, pisze jeden rozdział swojej książki. To może być pięć, a nawet dziesięć stron. Z tych pojedynczych rozdziałów tworzymy wspólnie książkę. Wszyscy uczestnicy warsztatów będą też uczestniczyć w procesie wydawania książki – tak żeby każdy zobaczył, jak to wygląda, co jest ważne, o czym trzeba pamiętać. Dzięki temu późniejszy proces wydawania własnej książki czy e-booka nie będzie już tak tajemniczy. Jednocześnie przekonamy się, że nie ma się czego bać. Że wystarczy wszystko dobrze zaplanować.

Jestem ogromnie podekscytowana tym pomysłem, bo ta formuła warsztatów ma ogromną moc. Moja praca nie polega na sprzedawaniu wiedzy, ale na przeprowadzeniu osób pracujących ze mną aż do momentu, w którym osiągną sukces. I pomimo że każdy inaczej definiuje sukces, umawiam się z uczestnikami warsztatów, że naszym wspólnym sukcesem będzie książka. Ich pierwsza książka w życiu. WIęcej o warsztatach możecie poczytać tutaj

PROJEKT KSIĄŻKA

PROJEKT KSIĄŻKA

Rozmawiając o książkach, mówimy zazwyczaj o autorach, pisarzach. Czasem jednak – zupełnie osobno – rozmawiamy o książkach w kontekście wad i możliwości rynku wydawniczego. Książka to jednak projekt, na który składa się wiele etapów.

W cyklu rozmów będę pokazywać cały proces tworzenia książki, rozmawiać z tymi, którzy kolejno przyczyniają się do jej powstania jako przedmiotu –  po rozmowie z mentorką,  która pomoże zaplanować proces wydawniczy, przyjdze czas na autorki, redaktorkę i korektorkę, ilustratorkę, dystrybutorkę, promotorkę, drukarza, introligatora i księgarza. W mojej grupie na Facebooku  można obejrzeć transmisję spotkania z moimi gośćmi.

Kto może napisać książkę ekspercką? Czy potrzebne są jakieś specjalne umiejętności?

Żeby napisać książkę, trzeba pisać. Jeśli komuś pisanie nie sprawia przyjemności, to na pewno nie powinien się brać za pisanie książki. Ani nawet bloga. Ale w tych czasach, paradoksalnie, piszemy coraz częściej – posty na Facebooku, wpisy blogowe, odpowiedzi do wywiadu, który ukaże się na czyimś blogu. Tak szlifujemy podstawowy warsztat pisarski. W pisaniu książki zaś najważniejsza jest struktura, która jest jak fundament domu. Bez niej gubimy się w pisaniu, nie umiemy pokonać blokad, nie wiemy, o czym pisać. Dlatego u mnie, w grupach mastermindowych, pracujemy nad strukturą książki trzy miesiące. I to jest ta fantastyczna umiejętność – stworzenie kompletnego konceptu książki. Moim zadaniem, jako prowadzącej warsztaty czy grupy mastermind, jest wydobycie potencjału pisarskiego z każdej osoby. Bo u mnie nie jest ważne to, czego nie wiesz, ale to, co wiesz i umiesz.

Czy warto pisać taką książkę ekspercką? Co daje Tobie jako ekspertowi?

Mówi się obecnie, że książka ekspercka jest jak biznesowa wizytówka. Myślę, że to zależy od skali biznesu. Ale warto pisać książkę ekspercką choćby po to, żeby uporządkować swoje myślenie o danym zagadnieniu. Bo twórczość, sama w sobie, to ogromny potencjał. Jedna z moich klientek po napisaniu książki postanowiła zrobić na jej podstawie warsztaty online. Innej w trakcie pisania książki wyklarował się model biznesowy. Wspaniałe jest to, że w trakcie pisania książki odkrywamy więcej niż tylko pisanie. A jednocześnie dobrze napisana książka może wzmocnić pozycję autora jako eksperta w danej dziedzinie. Wszystko zależy od tego, jakie postawimy sobie cele przy pisaniu książki. A może być ich wiele.

Jak się zabrać za napisanie książki eksperckiej?

Zacząć pisać. Śmieję się, tak naprawdę trzeba zacząć od idei i przesłania książki. A później stworzyć wspomnianą już przeze mnie strukturę. I nie odpuszczać, dopóki nie mamy pewności, że ustaliliśmy mocne, solidne wytyczne, które nas wesprą w pisaniu. A później pisanie, pisanie, testy czytelnicze, współpraca z redaktorem… O tym wszystkim opowiadam w darmowej serii video „4 kroki do świetnej książki eksperckiej”.

Czy na książce biznesowej można zarobić?

Nie jestem specjalistką w tych sprawach. Ale przykłady z rynku pokazują, że można, i to dużo. Wszystko zależy od dobrej strategii sprzedażowej i oczywiście tematyki, która interesuje szeroką publiczność.

A jakie książki lubisz czytać prywatnie? Czy masz ulubionego autora lub tytuł? Na kim się wzorujesz?

Prywatnie bardzo dużo czytam. Uwielbiam Grażynę Plebanek, Zadie Smith, Leopolda Tyrmanda, Nicholasa Bouviera, Etgara Kereta. Ostatnio czytam Javiera Mariasa, Jarosława Kamińskiego i Jakuba Żulczyka. Wiele książek recenzuję na łamach portalu Zupełnie Inna Opowieść, mam tam swoje dwie stałe rubryki – #NiewińskaCzyta, w której ukazują się moje recenzje, i #NiewińskaPyta, w której przeprowadzam wywiady z pisarzami. Dzięki takim twórczym rozmowom dbam też o swój pisarski warsztat.

Opowiedz o swojej pracy mentorki. Piszesz, że jesteś akuszerką mocnych powieści. Podoba mi się bardzo to porównanie. Co to dla Ciebie znaczy?

W programie mentoringowym pracuję w formule konsultacji indywidualnych z osobą piszącą książkę. Właśnie skończyłam pracę z Ewą, która na dniach wydaje swoją książkę coachingową. Podczas naszych sesji szukałyśmy najlepszych rozwiązań dla jej książki. Takich, które są zgodne z jej osobą, z jej wartościami, z tym, co, komu i w jaki sposób chce przekazać.

Jednocześnie ja mam szerszą perspektywę, widzę więcej. Daję komentarze do tekstu, który odsyłam po naszej konsultacji do autorki, aby mogła w spokoju nad nim popracować. Z każdej sesji autorka dostaje nagranie naszego spotkania, bo trudno zapamiętać albo zapisać na papierze cały proces twórczy, jaki odbywa się w ciągu dwóch godzin naszego spotkania. To jest bardzo spersonalizowana i bardzo kreatywna praca. W systemie prywatnych sesji metoringowych pracuję tylko z dwoma, maksymalnie trzema osobami.

Na koniec – co poradziłabyś przyszłym pisarzom?

Bój się i pisz. Posłuchaj tego, co mówi Ci serce. I poszukaj wsparcia, innych ludzi, którzy też piszą albo którzy kibicują Twojemu projektowi. Będzie Ci łatwiej dokończyć, nie tracąc przy tym nadziei, że Twoja książka jest światu potrzebna.

Dziękuję Ci za rozmowę. Życzę Ci wielu zachwyconych czytelników. Słuchaj zawsze swoich natchnień.

PROJEKT KSIĄŻKA część 1 – Jak samodzielnie wydać książkę

PROJEKT KSIĄŻKA cz. 1 Jak wydać własną książkę Rozmowa z Kingą KasperekOd dziecka uwielbiałam zamykać się w pokoju, przeglądać książki i wymyślać historie. Wcześnie nauczyłam się czytać i kompletnie przepadłam. Zawsze chciałam pracować z książkami, dlatego wybrałam...

PROJEKT KSIĄŻKA, część 2 – Jak napisać książkę ekspercką

PROJEKT KSIĄŻKA cz. 2Jak napisać książkę eksperckąRozmowa z Edytą Niewińską Pisałam od zawsze, a pomysł na pierwszą powieść przyszedł do mnie w wieku dwudziestu kilku lat. Twórcza ciąża sporo trwała, aż w końcu wykrystalizowała mi się historia. Pisząc „Kosowo”,...

Zapanuj nad słowami – 11 urodziny

Nawet najmniejsze sukcesy trzeba odnotowywać i celebrować. A co zrobić, gdy sukces jest wielki? Wtedy potrzebne jest prawdziwe święto!

W tym roku obchodzę 11. rocznicę założenia firmy. Tak, mi też ciężko w to uwierzyć, że to już tyle czasu minęło.

To dla mnie bardzo ważny dzień. Mam za sobą 11 lat doświadczeń – kilka trudnych chwil, ale przede wszystkim wiele sukcesów. Tą radością chcę się z Wami podzielić.

Od 11 lat poprawiam teksty, wspieram self-publisherów w spełnianiu ich marzeń o własnej książce, uczę, jak pisać.

 11 lat. To dużo czy mało? Gdy przypominam sobie, co działo się na początku tej drogi, i gdy widzę to, co dzieje się teraz, łapię się za głowę! Przez ponad dekadę sposób prowadzenia biznesu online zmienił się radykalnie, ale okazuje się, że nadal jest dużo osób, którym zależy na poprawności językowej. 

Nie obchodziłam ani pierwszych, ani piątych urodzin. Dopiero o ósmych napisałam coś zdawkowo na Facebooku (gdy zakładałam działalność, Facebook w Polsce jeszcze nie istniał!). 

W tamtym roku miałam z pompą obchodzić 10-lecie powstania pierwszej w Polsce firmy korektorskiej, ale niestety przeszkodził mi w tym sportowy mercedes, który z dużą prędkością wjechał czołowo w mój samochód. Na szczęście dzieciom i mężowi nic poważnego się nie stało, a ja po dwóch tygodniach rekonwalescencji wróciłam do pracy.

W tym roku zamierzam sobie odbić i planuję świętować na całego!

Joc znaków interpunkcyjnych

Rozdaję prezenty

Świętować chcę cały tydzień! Codziennie od dziś do piątku będzie na blogu pojawiał się artykuł na temat mojej firmy, pracy korektora i prowadzenia biznesu online. Będę też rozdawać prezenty.

Napisz mi, jakie prezenty najbardziej by Ci się spodobały. Może jakiś nowy kurs albo warsztaty lub wyzwanie? 

A w piątek, czyli w dniu urodzin, ogłoszę konkurs. Rzecz jasna z nagrodami. Łączna wartość nagród to 1100 złotych (hej, czy Ty to widzisz?!).  O wszystkim będę informować.  

Jeśli czytasz mój newsletter, to otrzymałaś pierwszy prezent. Wystarczy, że klikniesz link, który tam umieściłam. Jeśli go jeszcze nie otworzyłaś – zrób to teraz. A jeśli jeszcze nie jesteś zapisana na newsletter, a chciałabyś otrzymać prezent – po prostu się zapisz.

I świętujmy razem!

Jak zostać korektorem – 11 urodziny

Czy często zauważasz literówki lub inne błędy w tekstach, które czytasz? Czy kiepski językowo artykuł budzi Twój niesmak? A może korci Cię, by zrobić porządek w niektórych książkach lub na blogach? Jeśli tak, to przeczytaj ten artykuł. Zebrałam w nim odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące zawodu korektora.

Jak zostać korektorem?

Nie będę owijać w bawełnę: nie podam Ci teraz najlepszej recepty na to, jak zostać korektorem. Każdy zaczynał inaczej. Jedni skończyli polonistykę i nie znaleźli pracy jako nauczyciele, inni studiowali edytorstwo, marząc o zawodzie korektora. Są też tacy, którzy kończyli inne studia (niekoniecznie humanistyczne), ale od zawsze poprawiali teksty. Wszyscy jednak, którzy myślą o pracy w tym zawodzie, muszą spełnić kilka warunków.

Pokora

Przede wszystkim potrzebna jest pokora.

Zdziwiona?

Gdy zaczynałam, miałam ochotę wszystkich poprawiać. Drażniły mnie błędy na billboardach, w książkach, na ulotkach. Gdy widziałam, jak ludzie niewłaściwie operują słowami, miałam gęsią skórkę. Nie tylko ja tak reagowałam.

Teresa Kruszona, fantastyczna i doświadczona korektorka, tak napisała kiedyś w jednym z wywiadów:

W tym zawodzie jest tak, że im dłużej się pracuje, tym więcej ma się pokory i coraz więcej przeświadczenia, że coraz mniej się wie albo wręcz, że wielu rzeczy jeszcze się nie wie.

I to prawda. Na szczęście szybko przestałam poprawiać wszystkich wokół. Oczywiście nadal słyszę i widzę błędy, ale to nie znaczy, że od razu mam je wytykać. Wolę skupić się na edukowaniu innych i na własnym rozwoju.

Pasja

Praca musi wynikać z pasji. To podstawa każdego spełnienia zawodowego. Bez tego ani rusz. Bycie korektorem może być naprawdę pasjonującym zawodem. Siedzisz sobie i czytasz to, co Cię interesuje… i jeszcze Ci za to płacą. Jeśli jednak poprawianie cudzych błędów nie będzie Twoją pasją, to szybko się zniechęcisz.

Wiedza i umiejętności

Kolejnym ważnym elementem jest opanowanie zasad języka polskiego. Żeby pracować w tym zawodzie, musisz mieć dużą sprawność językową.

Jak to osiągnąć?

Przede wszystkim trzeba dużo czytać (oczywiście dobrą literaturę, bo tylko dzięki niej wykształcisz w sobie wrażliwość językową) i ciągle poszerzać swoją wiedzę (uczestniczyć w kursach, czytać literaturę branżową, słowniki). Oprócz tego trzeba być spostrzegawczym.

Czy warto studiować polonistykę?

Korektorzy to nie tylko absolwenci polonistyki. Ukończenie filologii polskiej, edytorstwa, dziennikarstwa czy innych studiów humanistycznych może jednak bardzo pomóc, zwłaszcza gdy dopiero zaczynasz i próbujesz zbudować  bazę klientów i wizerunek profesjonalistki.

Ja na przykład skończyłam dziennikarstwo, ale wcześniej studiowałam chemię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Gdy masz doświadczenie, którym się możesz wykazać, i referencje od zadowolonych klientów, to żaden dyplom nie jest Ci potrzebny.

Nisza

Korektorzy czytają różnego rodzaju teksty. Jedni wolą beletrystykę i współpracują z wydawnictwami książkowymi, inni natomiast specjalizują się w korekcie tekstów technicznych. Ty możesz wybrać branżę, którą lubisz najbardziej, i tam szukać klientów. Możliwości jest wiele: prace naukowe z branży, na której się znasz najlepiej, wydawnictwa (beletrystyczne lub specjalistyczne), biura tłumaczeń, firmy z wybranego sektora.

Ja na przykład od początku prowadzenia firmy specjalizuję się w korekcie tekstów finansowych, ubezpieczeniowych oraz marketingowych. Niewielu korektorów lubi tę branżę, dlatego było mi łatwo znaleźć klientów. Oprócz tego nie było na rynku żadnej firmy korektorskiej. Moim pierwszym klientem zostało Towarzystwo Ubezpieczeń Allianz. Dwa miesiące po założeniu firmy dostałam zaproszenie do uczestnictwa w konkursie ofert. I wygrałam. Mimo że nie studiowałam polonistyki i nie miałam referencji jako korektorka. Nie miałam też żadnych znajomości ani doświadczenia w prowadzeniu biznesu.

Nie polecam Ci przyjmowania wszelkich możliwych zleceń, bo w niczym się nie wyspecjalizujesz. Może się teraz oburzysz, że nie stać Cię na to, by wybrzydzać. Oczywiście na początku będziesz pewnie przyjmować wszystkie zlecenia, ale musisz pamiętać, że aby dobrze zarabiać w przyszłości jako korektorka, musisz się wyspecjalizować. Wykwalifikowani korektorzy specjalizujący się w konkretnej branży cieszą się dużą popularnością i naprawdę sporo zarabiają.

Korzyści

Jedną z największych zalet bycia korektorem jest to, że można realizować swoją pasję czytania. Dla mnie ważne było również to, że mogłam pracować z domu (albo z dowolnego miejsca z dostępem do Internetu). Moja córka miała wtedy roczek.

Pogłoski o małym zainteresowaniu poprawną polszczyzną są mocno przesadzone. Zapotrzebowanie na dobre, pełne blasku teksty nie zmalało. Wręcz przeciwnie – jest coraz większe. Mniej więcej po 3 latach prowadzenia działalności zaobserwowałam, że jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się konkurencyjne firmy. Ludzie potrzebują tego typu usług, aby jasno oraz skutecznie się komunikować. Większość firm jest gotowa dobrze zapłacić za teksty, które będą lepsze niż teksty konkurencji. Bo dobre treści budują profesjonalny wizerunek.

Jeśli masz talent do panowania nad słowami, lubisz czytać i chcesz pracować online, zawód korektorki będzie dla Ciebie idealnym rozwiązaniem.

Możesz być szefem sama dla siebie i prowadzić międzynarodowy biznes na swoich zasadach. Polacy mieszkają w każdym zakątku świata, międzynarodowe korporacje wchodzą na polski rynek, polskie firmy chcą dbać o profesjonalny wizerunek. 

Jeśli zastanawiasz się, czy zawód korektora jest dla Ciebie, umów się ze mną na bezpłatne konsultacje.

Nie przegap też kolejnych urodzinowych artykułów. Przeczytasz w nich o tym, jak zdobywać klientów, jak wyceniać zlecenia. Zdradzę Ci też, ile można zarobić jako korektorka.

Jak zdobywać klientów – 11 urodziny

Gdy zaczynałam, nikt w Polsce nie słyszał o Facebooku, nie wspominając o Instagramie. Jedynym sposobem, by świat się o mnie dowiedział, było stworzenie strony internetowej. Ale to też nie gwarantowało pozyskania wielu klientów – Internet w naszym kraju istniał zaledwie od 10 lat.

Miałam dużo szczęścia

Udało mi się w ciągu 11 lat prowadzenia działalności zdobyć całkiem sporo dobrze płacących klientów.
Pochodzą z Kairu, Dubaju, Waszyngtonu, Londynu, Wiednia, Berlina, Kolonii, Oslo, Dublina, Reykiaviku, Wilna, a także z wielu polskich miast.
Nie piszę Ci tego po to, by się pochwalić. Chcę Ci pokazać, że nawet prowadząc tak niszowy biznes jak korekta tekstów w języku polskim (i to na dodatek ograniczona przede wszystkim do branży finansowej, prawnej i ubezpieczeniowej), możesz znaleźć klientów i zarobić na swojej pasji.
Teraz prowadzę międzynarodowy biznes. Ale na początku tak nie było.

Pierwsze dwa miesiące siedzieliśmy z mężem każdego wieczoru i wpisywaliśmy stronę internetową do katalogów (tak kiedyś wyglądało pozycjonowanie!).

Minął listopad, minął grudzień. Dzień przed Wigilią zadzwonił telefon. Cieszyłam się jak dziecko, choć to było tylko pytanie o ofertę. Niestety nic z tego nie wyszło.
Po świętach dostałam e-maila. Towarzystwo Ubezpieczeń Allianz zaprasza do udziału w przetargu. Tak właściwie to był konkurs ofert. Zaproponowałam dość wysoką stawkę (tak mi się przynajmniej wydawało) i błyskawiczny termin realizacji.

Joc znaków interpunkcyjnych

Pierwszy klient

Wygrałam przetarg. Zupełnie nie mam pojęcia, jak to się stało. Nie studiowałam polonistyki, nie miałam żadnego doświadczenia w prowadzeniu biznesu ani żadnych referencji od klientów, nie miałam też znajomości w Allianz. Współpracę zaczęliśmy w styczniu 2007 roku. To był 10. rok działalności Allianz w Polsce, a moja firma liczyła niespełna 3 miesiące.
Moim pierwszym zleceniem była korekta wszystkich (!) dokumentów w związku ze zmianą ustawy ubezpieczeniowej. Musiałam zatrudnić wtedy na umowę-zlecenie 6 korektorek. W ciągu miesiąca przeczytałyśmy ponad 3000 dokumentów. To był skok na głęboką wodę. Przeżyłam wyłącznie dzięki pomocy męża, który pomógł mi zapanować nad stroną logistyczną tego zlecenia.
Ponieważ na rynku nie było żadnej firmy korektorskiej, a Internet w Polsce dopiero się rozwijał, szybko znalazły mnie inne firmy, którym zależało na profesjonalnym wizerunku.
W kwietniu 2007 roku nawiązałam współpracę z BZ WBK. Podobnie jak w przypadku Allianz też klient znalazł moją stronę w Internecie. Nie było to trudne, bo nie miałam konkurencji w sieci.
Zleceń przybywało. Teraz wśród moich klientów są również Qatar Airways, Siemens, Volvo, LOT, PKN Orlen, Lotos, Volkswagen, Warta. I jeszcze kilku innych, o których nie mogę wspominać ze względu na klauzulę poufności.

Jak znaleźć dobrze płacących klientów?

Chcę się podzielić z Tobą moimi sposobami na zdobywanie klientów. Jak widzisz, klientów mam sporo. Pewnie wiele firm znasz. To wbrew pozorom nie jest aż tak trudne, jak się na początku wydaje.

Nisza i grupa docelowa

Tak jak wspominałam w poprzednim artykule, musisz znaleźć swoją niszę. Wybierz też grupę docelową. To podstawa. Dzięki temu będziesz w stanie lepiej dopasować swoje usługi oraz sposób reklamowania się. Zdecyduj, dla kogo chcesz pracować. Dla dużych firm czy może dla osób prywatnych?
Ja niestety długo tego nie wiedziałam. Ani finanse, ani ubezpieczenia nie były tematami, które mnie interesowały. Ale takim klientom się nie odmawia. Jednak dzięki współpracy z Allianz zaczęłam rozumieć teksty warunków ubezpieczeń, regulaminów i innych dokumentów. I polubiłam tę branżę. Potem już świadomie decydowałam się na współpracę z korporacjami finansowymi. Gdy klient widzi, że się specjalizujesz, jest gotowy więcej zapłacić. A uwierz, korporacje mają naprawdę spore pieniądze na działania marketingowe.

Strona internetowa

Gdy zaczynałam, mogłam bazować głównie na stronie internetowej. To ona jest podstawą mojej działalności. W tym momencie mam 4 domeny, każda z nich skierowana jest do innej grupy docelowej.
Pamiętaj, żeby zadbać o teksty na stronie, bo błędy działają na Twoją niekorzyść. Oczywiście każdemu mogą się przytrafić, ale błędy na stronie korektorki rażą o wiele bardziej.
Warto też prowadzić blog i dzielić się swoją wiedzą. Dzięki temu nie tylko będziesz pozycjonować swoją stronę, ale też zbudujesz wizerunek ekspertki.

Media społecznościowe

Zastanów się, gdzie są Twoi klienci. Czy znajdziesz ich na Facebooku, czy może na LinkedIn?
Dzięki mediom społecznościowym budujesz relacje zarówno z dotychczasowymi klientami, jak i z tymi potencjalnymi. Możesz pokazywać aktualności, ciekawostki, możesz edukować. Bądź aktywna – dzięki temu zostaniesz zauważona i dotrzesz do osób, które poszukują korektora.

Wyróżnij się

Aby zdobyć klienta, musisz znaleźć coś, czym go przyciągniesz. Możesz oczywiście konkurować ceną, ale pamiętaj, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pracował za niższą stawkę. Dlatego nie polecam rabatów. Stosuję je sporadycznie. Wolę proponować klientom inne korzyści.
Czym ja się wyróżniam? Błyskawiczną odpowiedzią na ofertę i ekspresowym terminem realizacji.
Moi klienci często potrzebują korekty „na wczoraj”. Jestem im w stanie to zaoferować. Ale nie każdy może być aż tak dyspozycyjny.
Jak jeszcze możesz się wyróżnić?
Możesz tworzyć pakiety usług, miniprodukty, dodatkowe bonusy albo wersje dla VIP-ów. Możliwości jest wiele. Testuj, co Twoja grupa docelowa i branża lubią najbardziej.

Polecenia

To głównie dzięki poleceniom i stronie internetowej zdobyłam najlepszych klientów. Gdy osoba, z którą współpracowałam, zmieniała pracę, rekomendowała mnie nowemu pracodawcy. Przekonywała, że korekta jest niezbędna, że konkurencja korzysta z takich usług. Często pracownicy różnych działów w korporacjach polecali mnie sobie nawzajem.

Polecenia mają ogromną siłę. Dbaj o nie od pierwszego zlecenia. Nie ma bardziej komfortowej sytuacji niż ta, kiedy klienci trafiają do Ciebie z polecenia swojego znajomego. Zadowolony klient przyprowadzi Ci nowego, a Ty nic nie zapłacisz za jego pozyskanie.

Jak zdobywać polecenia?
Nie jest łatwo zdobyć prestiżowych klientów. Po pierwsze, trudno dotrzeć do osób decyzyjnych w korporacji, a po drugie, są to skomplikowane procedury. Gdy klient będzie zadowolony z Twojej usługi, podziękuj mu za współpracę i powiedz, że będzie Ci miło, gdy Cię poleci znajomym. Skoro obraca się w kręgach menedżerskich, na pewno będzie mu łatwiej niż Tobie.
Klienci z polecenia są najwierniejszymi klientami.

Referencje

Po każdym zleceniu proś nowych klientów o referencje. One naprawdę bardzo pomagają podejmować decyzje. I koniecznie zamieszczaj je na stronie internetowej. Ja niestety ten element zaniedbałam. Pierwszy raz poprosiłam  moich klientów o referencje, gdy startowałam do jakiegoś przetargu i posiadanie referencji było jednym z wymogów. Niestety w mojej branży są firmy, które ze względu na klauzulę poufności nie mogą napisać o współpracy ze mną. Ale to są wyjątki.

Konkurencja

Nie, nie pomyliłam się. Nawiązanie współpracy z większą konkurencyjną firmą jest świetnym sposobem na zdobywanie klientów. Dzięki takiej współpracy masz dodatkowe źródło zleceń.

Ja nie testowałam takiego rozwiązania z prostego powodu – nie było innej firmy zajmującej się korektą.

Jeśli jesteś zainteresowana współpracą, napisz. Może akurat będę potrzebować pomocy.

Nie szukaj zleceń na portalach ogłoszeniowych

Jest jeden sposób na zdobywanie zleceń, który chcę Ci odradzić. Mam na myśli portale typu Oferia. Znajdziesz tam na pewno bardzo dużo propozycji współpracy, ale jeśli chcesz zarabiać naprawdę duże pieniądze na swojej pasji, to odradzam Ci ten sposób. Szkoda czasu.

Czy prowadzisz już swój biznes? Masz jakieś sprawdzone sposoby na znalezienie klientów?

 

Chcesz otrzymywać więcej porad na temat zawodu korektora? Dołącz do newslettera i odbierz prezent powitalny.

3 zasady, dzięki którym stworzysz atrakcyjne treści

By tworzyć atrakcyjne treści, trzeba opanować warsztat językowy, znać techniki copywriterskie i... potrafić liczyć do trzech.

Co jest takiego magicznego w liczbie trzy?

To nie przypadek, że liczba ta jest wszechobecna w najsłynniejszych opowiadaniach, baśniach i mitach.

To również nie przypadek, że niektóre z najbardziej znanych dzieł w historii są podzielone na trzy części. Nie dziwi też, że zasada trójpodziału działa również cuda w świecie komedii. Sprawdza się w fotografii, literaturze, malarstwie, choćby wymienić tryptyki. Mamy poranek, południe i wieczór. Śniadanie, obiad i kolację. Trójcę Świętą.

To wszystko sprowadza się do sposobu, w jaki my, ludzie, przetwarzamy informacje. Odkryliśmy zasadę proporcji, a do stworzenia równania wynikającego z proporcji potrzebne są właśnie trzy elementy. Wzory te znane są jako reguła trzech lub zasada trójpodziału. Znacie takie określenia, jak złoty podział, złota proporcja lub boska proporcja?

To połączenie proporcji ze zwięzłością sprawia, że można tworzyć wyjątkowe dzieła. Dlatego zasada trójpodziału uczyni Cię bardziej zaangażowanym pisarzem.

Dziś chcę Ci pokazać, gdzie możesz zastosować tę zasadę. Oczywiście w trzech punktach.

1. Storytelling

Poprawiałam ostatnio dla jednego z wydawnictw serię bajek dla dzieci. W większości z nich pojawiała się liczba trzy. Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się:

  • co mają wspólnego ze sobą trzy małe świnki, Złotowłosa i trzy misie, trzej muszkieterowie?
  • dlaczego struktura trzech aktów jest dominującym podejściem do scenariuszy w Hollywood?
  • dlaczego trzy punkty w wyliczeniach są bardziej skuteczne marketingowo niż dwa lub cztery?

Zasada trójpodziału jest skuteczna w opowiadaniach, bo występują w nich proporcje, o których wspomniałam powyżej. Jest bardzo powszechnie wykorzystywana w baśniach i opowiadaniach czytanych nam przez rodziców w dzieciństwie. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że jesteśmy nauczeni, aby pozytywnie reagować na elementy pogrupowane w trójki.

Pamiętaj o zasadzie trójpodziału, gdy tworzysz teksty, a prawdopodobnie osiągniesz lepszy efekt. Jeśli za pierwszym razem się nie uda, pamiętaj: do trzech razy sztuka. 

2. Wciągające pomysły

Zasada trójpodziału jest cały czas stosowana w najróżniejszych dziedzinach życia.

Dlaczego?

Ponieważ informacje prezentowane w grupach trzyelementowych lepiej układają się w naszych głowach niż inne grupy przedmiotów. Na przykład:

  • Życie, wolność i dążenie do szczęścia”
  • „Przyjaciele, Rzymianie, Rodacy”
  • „krew, pot i łzy”
  • „Ojciec, Syn i Duch Święty”
  • „Wiara, nadzieja i miłość”
  • „Umysł, ciało, duch”
  • „Zatrzymaj się, popatrz i czytaj”
  • „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”

Jeśli chcesz, żeby coś utkwiło czytelnikom w głowie, zastosuj trójpodział. 

3. Z humorem

Jednym z najlepszych przykładów sukcesu zasady trójpodziału jest komedia.

Jak pisałam wcześniej, trzy to najmniejsza liczba elementów, które tworzą wzór. Komicy wykorzystują sposób, w jaki nasze umysły postrzegają oczekiwane wzorce. Zbijają Cię z tropu i sprawiają, że się śmiejesz z trzeciego elementu.

Podział na trzy części pozwala także budować napięcie, które następnie burzy się dzięki zaskoczeniu i absurdom zawartym w trzecim elemencie. Oto przykład tekstu, który wykorzystuje humorystyczny, ale szokujący trzeci element w zasadzie trójpodziału. Na przykład Laura Kightlinger napisała:

Nie ma nic gorszego po całonocnym pijaństwie niż obudzić się obok kogoś i nie pamiętać jego imienia, sposobu, w jaki się spotkaliśmy, i dlaczego ten ktoś nie żyje.

Korzystanie z humoru w formie pisemnej może być ryzykowne, ponieważ niektórzy ludzie po prostu nie potrafią go zrozumieć. Dlatego użycie reguły trójpodziału jest bezpieczniejszym sposobem, aby tekst stał się zabawny. Komicy zawsze stosują tę zasadę po prostu dlatego, że to działa.

BONUS: Inne zastosowania dla zasady trójpodziału

Naprawdę wierzę, że zestawienie trzech punktów jest najbardziej efektywnym wykorzystaniem formatowania treści.

Można również stwierdzić, że lista w postach blogowych składająca się z trzech elementów przyciąga ludzi dlatego, że przekazuje najważniejsze rzeczy bez lania wody. I to jest powód, dla którego lubimy wybierać pomiędzy trzema rzeczami, a nie między dwoma lub pięcioma.

Dla ludzkiego mózgu trzy to po prostu magiczna liczba. Tak przynajmniej nauczyły nas baśnie z czasów dziecięcych.

Ja często korzystam z zasady trójpodziału. Pierwszy raz zetknęłam się z nią, gdy zafascynowałam się fotografią. A Ty? Słyszałaś o niej? Stosujesz ją?

 

Czekolada – gorzki przedmiot pożądania

W damskiej szatni przy hali, gdzie trenuję squasha, wisi motywująca tabliczka:

Czekolada to kakaowiec. Kakaowiec to drzewo. Drzewo to roślina. Wniosek? Czekolada to sałatka!

Uwielbiam czekoladę. Ale długo nie znałam jej historii. Nie wiedziałam,  skąd pochodzi ani kto ją wymyślił. 

 

Kto wymyślił czekoladę?

Przez wiele lat początków czekolady doszukiwano się w plemieniu Azteków. Według legendy czekoladę przyrządził z ziaren kakaowca Quetzalcortl, jeden z azteckich bogów, by wzmocnić się przed stworzeniem świata. To właśnie jemu czekolada zawdzięcza nazwę. Cudowny napar zwany początkowo cacahualt, nazwano później chocolatl (co w języku Azteków znaczy: gorąca ciecz). Do dziś nazwa ta jest zbliżona w większości języków świata.

Jednak całkiem niedawno językoznawcy odnaleźli korzenie słowa cacao w języku Olmeków – plemienia, które założyło pierwszą cywilizację na terenach współczesnej Zatoki Meksykańskiej. Okazało się, że Omlekowie uprawiali kakaowce. Łącząc rozdrobnione ziarna z wodą, kukurydzą, miodem, chili i ziołami, stworzyli pierwszą wersję dzisiejszej czekolady.

Tradycję produkcji czekolady kontynuowali Majowie. Mieszali zmielone kakao z wodą i mączką kukurydzianą, dodawali miód i sproszkowane chili i w ten sposób uzyskiwali napój. Jednak nawet po wszystkich tych zabiegach czekolada miała raczej nieciekawy smak i mało porywającą konsystencję. Jednak to właśnie ten napój odgrywał ważną rolę podczas religijnych rytuałów – Majowie uważali czekoladę za napój bogów. 

Zwyczaj spożywania czekolady przejęli od Majów Aztekowie, wprowadzając przy okazji istotne zmiany receptury. Aztekowie dorzucali do wywaru różne dodatki: od wanilii przez pieprz aż po suszone płatki rozmaitych kwiatów. Napój był coraz lepszy, same zaś ziarna stały się tak bardzo pożądane, że zaczęto używać ich jako walutę. To istotnie zmieniło postrzeganie ówczesnej czekolady, bo picie roztworu z pieniędzy zmieniło dawny religijny rytuał w szczyt luksusu graniczącego z rozrzutnością. Napój nadal był cierpki i tłusty, ale z biegiem czasu coraz bardziej aromatyczny.

Skąd się wzięła czekolada w Europie?

Nikt nie wie dokładnie, kiedy czekolada trafiła do Europy. Legenda głosi, że hiszpański konkwistador Hernan Cortés przywiózł czekoladę do swojej ojczyzny w 1528 roku.
Jednak pierwszym Europejczykiem, który docenił wartość kakaowego ziarna – choć sporządzony z niego napój wcale mu nie smakował – był Krzysztof Kolumb. Gdy w 1502 r. dotarł do wyspy Guanaja u wybrzeży dzisiejszego Hondurasu, natknął się na aztecką łódź przewożącą nasiona kakaowca.

Dostrzegając wielki potencjał ukryty w kakaowych ziarnach, Hiszpanie zaczęli eksperymentować. Hiszpańscy mnisi wpadli na pomysł dosypania do ziaren mielonych na pył odrobiny cukru, cynamonu i anyżu. Pić czekoladę można było tylko na hiszpańskim dworze, a sekret jej przyrządzania był tajemnicą państwową. W 1615 r. hiszpańska księżniczka Anna Austriaczka poślubiła Ludwika XIII i właśnie dzięki temu małżeństwu sekret wytwarzania czekolady dotarł do Francji. A skoro poznała go Francja, to właściwie niemal od razu dowiedziała się o nim cała Europa.

Trzeba było kolejnych dwóch wieków, aby holenderski chemik Konrad Jan van Houten opracował wydajną, hydrauliczną prasę, która skutecznie oddzielała tłuszcz od reszty kakaowej substancji. Patent na to urządzenie otrzymał w 1828 r.  Właśnie ten rok wyznaczył początek współczesnej ery czekolady.

Ostatnim krokiem na drodze do produkcji znanej nam wszystkim tabliczki było stworzenie czekolady mlecznej. Zadanie wbrew pozorom niełatwe. Zwyczajne dolewanie mleka czy śmietany nie wchodziło w grę, bo z tak powstałej masy nie dało się zrobić tabliczki. Dopiero gdy Henry Nestlé stworzył mleko w proszku, można było opracować odpowiednią recepturę.

Skąd pochodzi nazwa?

Quetzalcoatl, Pierzasty Wąż – bóg słońca, wiatru i oddechu życia – pijał orzeźwiający napój z ziaren pewnego drzewa rosnącego w lasach Ameryki Środkowej. Być może właśnie od imienia tego najłaskawszego dla ludzi azteckiego bóstwa pochodzi nazwa czekolady: cacahualt, chocolatl.

W języku mieszkańców amazońskiej dżungli napój ten nazywał się podobnie – xococalt, ale oznaczał gorzką wodę.

W 1737 roku szwedzki przyrodnik Carl von Linne (Karol Linneusz) nadał drzewu kakaowemu łacińską nazwę Theobroma (z greckiego: napój bogów) cacao.

Lubisz czekoladę? W jakiej postaci? Z bakaliami? Mleczną? Gorzką? Na gorąco?

Skąd przybyła do nas wiosna?

Skąd przybyła do nas wiosna?

Czy Ty też od dawna wypatrujesz wiosny? Marzysz, by schować głęboko do szafy zimowe buty, ciepłe swetry, puchowe kurtki?

Przyznam Ci się, że nie znosiłam zimy, dopóki nie zakochałam się w nartach biegowych. Ale od momentu gdy sezon się skończył, z niecierpliwością oczekuję pierwszych śladów wiosny. Tylko gdzie jej szukać? Skąd do nas przybyła?

Skąd przybyła do nas wiosna?

Wiosna jest nasza, słowiańska. Nie pożyczyliśmy jej ani od Francuzów, ani od Niemców, ani od Anglików. Jest wyrazem rodzimym. Co to oznacza? Występuje w podobnej postaci na obszarze całej Słowiańszczyzny i był używany już w pierwszych wiekach naszej ery, a być może nawet wcześniej! Początkowa prasłowiańska postać wyrazu wiosna wyglądała najprawdopodobniej w taki oto sposób: *vesna // *vesъna. W IX wieku zaczął się zmieniać sposób wymawiania niektórych głosek i vesna stała się wiosnąStarsza postać tego słowa została w niektórych gwarach (por. wiesna). (A. Brückner „Słownik etymologiczny języka polskiego”).

Wiosna jest wesoła i przynosi światło

Pochodzenie wyrazu wiosna można tłumaczyć jego związkami z was-, czyli ‘świecić’ albo z wes- – cząstką charakterystyczną dla przymiotnika wesoły.

Dawniej oznaczał nie tylko porę roku pomiędzy zimą a latem (tak jak teraz), ale także rok życia osoby. Do tej pory mówimy przecież, że komuś minęło już 20 wiosen, a na grobach dzieci nieraz widzieliśmy napis: „Zmarł w pierwszej wiośnie życia”.

Wiosna na języku

Wiosna jest bardzo ważną porą roku, dlatego powstało wiele związków frazeologicznych i przysłów nawiązujących do tego okresu:

związki frazeologiczne

aby (byle) do wiosny • jedna jaskółka wiosny nie czyni • poet. podmuchy wiosny • wesoły jak szczypiorek na wiosnę • podn. wiosna życia.

przysłowia i powiedzenia

  • I wiosna by tak nie smakowała, gdyby przedtem zimy nie było.
  • Jaskółka i pszczółka lata, znakiem to wiosny dla świata.
  • A jak wiosna liście splata, puszczaj zimę, czekaj lata.
  • Gdy przyjdzie wiosna hoża, pójdzie zima do morza.
  • Wiosna piękna kwiatkami, a jesień snopkami.
  • Skowronka pieśń, to o wiośnie wieść.
  • Nieraz też zima i na końcu wiosny.

Oczywiście są to tylko wybrane przykłady. Jest też wiele przysłów związanych z poszczególnymi wiosennymi miesiącami. Warto ich używać, bo ubarwiają, wzbogacają i urozmaicają nasz tekst.

Znasz jakieś ciekawe przysłowia lub frazeologizmy związane z wiosną? Dopiszesz do mojej listy?

Co ma koza do kawy?

Co ma koza do kawy?

CO MA KOZA DO KAWY ? 

POZNAJ 3 TAJEMNICE WYJĄTKOWEGO NAPOJU

Powinniśmy podziękować kozom za wynalezienie kawy!

Niewiele napojów smakuje lepiej niż dobrze zaparzona filiżanka kawy. Wystarczy jeden łyk, a wszystko staje się prostsze. Kawę lubią wszyscy. No prawie wszyscy. Znam tylko jedną osobę, która nie lubi kawy. Jest nią mój mąż. Ale i jego bardzo zaciekawiła historia powstania tego napoju. Co więc wspólnego mają kozy z kawą? 

Skąd się wzięło słowo kawa  i dlaczego nazywano ją winem islamu??

Jedna z wersji głosi, że nazwa napoju pochodzi od prowincji Kaffa w południowej Etiopii. Jest to rzekomo miejsce, z którego pochodzi kawowiec. Są też inne wersje, ale ta została uznana za najbardziej prawdopodobną.

A od jakiego wyrazu pochodzi polskie słowo kawa?

Źródłem (zarówno w Polsce, jak i w innych europejskich językach) jest arabskie słowo kahwa” („qahwah”), co oznacza „rzecz, która poprawia nastrój i podnieca”.

 Wcześniej słowo to było jedną z nazw wina. Dlatego przyjęło się określanie kawy mianem „wina islamu”.

Długo szukano związków między winem a kawą. Oba rzekomo oddalają głód i zmęczenie. Ponieważ Koran zakazywał picia wina, niektórzy więc przenosili ten zakaz na kawę. Dlatego picie tego napoju było nielegalne w Oriencie w pierwszych wiekach od jej wprowadzenia. 

Tańczące kozy, czyli jak wynaleziono kawę

Wiemy, że napój pochodzi z Etiopii, lecz spopularyzowany został w Jemenie. Prawdopodobnie sprowadził ją tam w połowie XV wieku mufti Muhammad ibn Said az-Zabhani albo trochę wcześniej Ali ibn Umar al-Szazili. Według legendy jako pierwsze kawą zainteresowały się kozy.

Jesteś ciekawa tej historii? To czytaj dalej.

Istnieją dwie legendy wyjaśniające powstanie kawy.

Według podania Naironusa pewnego dnia arabski pasterz poskarżył się imamowi pobliskiego jemeńskiego meczetu, że jego kozy dziwnie się zachowują – całą noc skaczą i tańczą mimo całodziennej aktywności. 

Imam zainteresował się tą sprawą. Kiedy udał się, by zbadać dziwne zachowanie kóz, odkrył, że jedzą one dziwne purpurowe jagody z krzewu rosnącego w pobliżu pastwiska. Zaciekawiony imam zebrał parę tajemniczych owoców, ugotował je i wypił powstały napój. Chwilę po wypiciu serce waliło mu jak dzwon, umysł miał niezwykle jasny, a przez całą noc nie zmorzył go sen. Długo jednak nie zdradzał nikomu tajemnicy, a wierni dziwili się, że podczas całonocnych modłów nigdy nie był senny. Napój okazał się świetnym lekarstwem i poprawiał ogólną kondycję.

Współcześnie sądzi się jednak, że motyw z kozami pojawił się stąd, że ziarna kawy przypominają odchody tych zwierząt – w średniowiecznym Oriencie chętnie doszukiwano się związków między rzeczami wyglądającymi podobnie.

Jest też legenda, w której pojawia się postać Mahometa.

Wedle niej prorok był pewnego razu bardzo zmęczony. Wszechmogący zesłał mu archanioła Gabriela z nieznanym napojem, który nazywał się kahwa albo kahve.

Napój orzeźwił Mahometa i – jak podaje kronikarz – „prorok poczuł się na tyle silny, by zwalić z konia czterdziestu mężów i posiąść czterdzieści kobiet”.

Sir Thomas Herbert zanotował tę historię w 1627 roku, ale sam Koran milczy na temat kawy.

Pewnie w tych opowieściach jest ziarno prawdy, gdyż wszystko wskazuje na to, że obyczaj picia kawy narodził się w Jemenie w XV wieku, ale nie wiadomo, jak kawa dotarła do Półwyspu Arabskiego. Możliwe, że Afrykanie, którzy migrowali na północ z Etiopii, przynieśli ze sobą ziarna rośliny, do której byli przyzwyczajeni.

Historia pierwszej kawiarni w Europie

Pisząc o kawie, nie można zapomnieć o Jerzym Franciszku Kulczyckim herbu Sas. Był tłumaczem z języka tureckiego, dragonem Kompanii Handlu Wschodniego i żołnierzem Jana Sobieskiego.

W czasie oblężenia Wiednia w 1683 roku na ochotnika w towarzystwie Jerzego Michałowicza (prawdopodobnie polskiego jeńca, być może kolegi, którego wyciągnął z tureckiej niewoli) użył podstępu i w przebraniu żołnierza osmańskiego, podśpiewując pod nosem tureckie piosenki, 13 sierpnia przeszedł przez obóz wroga, wykradł się z miasta i skontaktował z księciem lotaryńskim Karolem V Leopoldem, którego odpowiedź zapowiadającą odsiecz zaniósł z powrotem obleganym. Wieści te odwiodły radę miasta od poddania się wielkiemu wezyrowi tureckiemu Karemu Mustafie.

Po zwycięstwie Jana III Sobieskiego Kulczycki został uznany za bohatera przez mieszkańców miasta. Rada miejska nagrodziła go znaczną sumą pieniędzy (100 dukatów), otrzymał także dom. Król Jan Sobieski pozwolił mu wybrać jako nagrodę dowolną rzecz z obozu pokonanego nieprzyjaciela. Zadziwiając wszystkich, Kulczycki zdecydował się na 300 worków zawierających „dziwne ziarno”, które zwycięzcy zamierzali wyrzucić, uznawszy je za karmę dla wielbłądów. W workach tych znajdowały się zapasy kawy.

10 stycznia 1684 r. cesarz Leopold obdarzył go tytułem cesarskiego tłumacza języka tureckiego. Otrzymał także zwolnienie z podatków na 20 lat.

Powszechnie przypisuje mu się otwarcie pierwszej w Wiedniu – i jednej z pierwszych w Europie – kawiarni znanej jako Dom Pod Błękitną Butelką (Hof zur Blauen Flasche) na ulicy Schlossergassl obok katedry. W swym lokalu na pamiątkę zwycięstwa nad Turkami miał podawać gościom ciasteczka w kształcie półksiężyców, sam występując w tureckim stroju. Przypisuje mu się pomysł dosładzania kawy miodem, a przede wszystkim epokowy wynalazek doprawiania kawy mlekiem.

 

Statystyki mówią, że współczesny świat uzależniony jest od kofeiny. Istnieje wiele opinii, na temat tego, po jakiej ilości spożytej kofeiny jesteśmy już nałogowcami. Większość sądzi, że po wypiciu 4 filiżanek dziennie.

Ile kaw dziennie wypijacie? Ja jedną, i to sporadycznie.

_____________________________________________________

W artykule wykorzystano między innymi:

Božidar Jezernik, Kawa. Esej

Bryan Bruce, Historia smaku

Czas gentelmanów, Legendy o powstaniu kawy

Maguelonne Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia

e-kalorie, Kawa – jak działa, skąd pochodzi i co ma koza do kawy?

Tom Standage, Historia świta w sześciu szklankach

Lubisz się bawić? Korzystaj z karnawału!

Zapusty, zapusty, kończy się tydzień tłusty!

Przed nami tylko ostatni dzień karnawału. W jaki sposób zamierzasz go spędzać? Czy będą to dla Ciebie wyjątkowy dzień, czy raczej zwykła codzienność wypełniona pracą i okazjonalną rozrywką? A może o karnawale całkiem już zapomniałaś i dowiadujesz się o nim jedynie z mediów?

Historia karnawału

No właśnie… Karnawał jest to okres balów, maskarad, pochodów i zabaw trwający od święta Trzech Króli do środy popielcowej. Jaka jest geneza karnawału?

Chrześcijaństwo

 Wraz z nadejściem chrześcijaństwa jako religii państwowej rozpoczął się długi proces „chrzczenia” dawnych zwyczajów i świąt. Niezwykle popularne wśród ludu Saturnalia przekształciły się w dni łagodnych, a nawet pobożnych zabaw, którym w średniowieczu dano nazwę „karnawał” od zwyczajowej nazwy ostatniej obfitej uczty przed Wielkim Postem w Tłusty Wtorek. Po tej uczcie następowało carnem levare – usunięcie mięsa z diety na cały okres pokutny aż do Wielkanocy.

Karnawał, jaki znamy, wynika właśnie z tradycji chrześcijańskich i jest ściśle powiązany z okresem Wielkiego Postu, który później następował.

W średniowieczu z obchodów karnawałowych słynęła przede wszystkim Wenecja, a po jej upadku w XVIII w. – Rzym. Niemal równie huczne bywały w tamtych czasach karnawały w Hiszpanii, Portugalii i we Francji; bawiono się także w Niemczech, Czechach, na Rusi i na Bałkanach.

Karnawał w Polsce

Bardzo szybko przeszczepione na polski grunt europejskie zabawy karnawałowe nabrały swoistego charakteru i polskiego wyrazu, zgodnie z duchem i temperamentem narodowym, z tradycją polską i obyczajem. Z godnie z tym zwyczajem karnawał staropolski suty, hałaśliwy, wesoły i szumny był czasem różnych uciech: polowań, kuligów, poczęstunków, tańców i swawoli.

W „Kiermaszu wieśniackim”, zbiorku sowizdrzalskim z początku XVII wieku pisano:

Mięsopusty, zapusty,
Nie chcą państwo kapusty,
Wolą sarny, jelenie
I żubrowe pieczenie.
Mięsopusty, zapusty,
Nie chcą panie kapusty,
Pięknie za stołem siądą
kuropatwy jeść będą.

A kuropatwy zjadłszy,
Do taneczka powstawszy,
Do tańca małmazują
i tak sobie popijają.

Starożytność

Genezy karnawału można doszukiwać się w starożytnych zabawach. Jedną z takich zabaw były greckie Dionizje obchodzone na cześć Dionizosa. Rzymskim odpowiednikiem Dionizji były Bachanalie lub Saturnalie.

Dionizje

W Grecji obchodzono Dionizje, czyli święta na cześć Dionizosa, greckiego boga wina. Początki Dionizji odnajduje się w ostatniej dekadzie szóstego wieku p.n.e., tuż po powstaniu demokracji ateńskiej.

Rozróżniano kilka rodzajów:

  • Dionizje Małe (wiejskie) – dla uczczenia pory otwierania naczyń z młodym winem,
  • Lenaje – w związku z tłoczeniem wina,
  • Antesterie – święto ogólnojońskie, kiedy próbowano nowe wino,
  • Dionizje Wielkie (miejskie) – z procesją posągu Dionizosa do gaju Akademosa.

Bachanalia

Inna teoria mówi, że początki karnawału sięgają starorzymskich Bachanaliów. Bachanalia, Bachanalie (łac. bacchanalia) – potocznie o hulaszczej zabawie.

Były to procesje na cześć Bachusa, czyli bóstwa winnej latorośli oraz płodności. Takie imprezy niejednokrotnie przybierały formę zabawy rozpustnej i swawolnej.

Tytus Liwiusz twierdził, że zostały zapoczątkowane w Wielkiej Grecji (jako Dionizje). Stamtąd przedostały się do Etrurii i dopiero potem do Rzymu. Wiązały się z nimi liczne potępiane nadużycia, przez co przerodziły się z czasem w rozpustne orgie.

Obrzędy te zostały zakazane przez senat rzymski w 186 p.n.e. (wiązało się to z prześladowaniami religijnymi i wymordowaniem według Liwiusza 7 tys. uczestników Bachanalii).

Saturnalia

Bliskim Bachanaliom świętem były Saturnalia – obchodzone w połowie grudnia ku czci Saturna, rzymskiego boga siewu i zbiorów.

Jednym z celów było chwilowe odtworzenie mitycznego czasu królowania tego boga – legendarnego złotego wieku – w którym nie było żadnych różnic między ludźmi, a wszystkie dobra materialne były wspólne. Tak więc w dniach święta porzucano wszelkie normy zakładające nierówność społeczną i z przymrużeniem oka patrzono na każdą transgresję – świat stawał na głowie!

Etymologia słowa „karnawał”

Słowo „karnawał” pojawiło się w polszczyźnie w XVI wieku, najprawdopodobniej pod wpływem języka francuskiego (le carnaval). Francuszczyzna zapożyczyła natomiast wyraz z języka włoskiego (il carnevale), a ten z łaciny. Karnawał po staropolsku zwany jest też czasem „zapustami”.

Najbardziej rozpowszechniona etymologia tego słowa łączy jego pochodzenie ze zbliżającym się Wielkim Postem:
– carne (mięso) + valere (obowiązywać)

lub
– carne (mięso) + vale (żegnaj).
Zgodnie z etymologią karnawał (carnevale) jest zatem okresem, w którym można jeść mięso (w odróżnieniu od Wielkiego Postu), lub okresem, który służy pożegnaniu potraw mięsnych przed kilkutygodniowym postem.

Inna etymologia tej nazwy każe szukać jej źródeł w nazwie wozu, który uczestniczył w procesji świątecznej ku czci egipskiej bogini Izydy, a później greckiego Dionizosa (łac. carrus navalis – wóz w kształcie okrętu).

Karnawał wywodzi się, zgodnie z tą etymologią, z kultów płodności i z kultów agrarnych. Od głębokiej przeszłości utrzymywało się przekonanie, że im wyższe będą skoki, tym wyżej będzie rodziło zboże. Między innymi dlatego karnawał jest tak ściśle związany z tańcami. W wielu krajach europejskich, zwłaszcza na wsiach, praktykowano także tańce dookoła ogniska, najczęściej w formie koła.

Współczesność

Obecnie najbardziej widowiskowe karnawały odbywają się w Rio de Janeiro, w Wenecji oraz na Wyspach Kanaryjskich i w Niemczech.

Brazylijski karnawał rozpoczyna się w piątek w tygodniu poprzedzającym Środę Popielcową i trwa pięć dni i nocy. W tym czasie największą atrakcją karnawału są widowiskowe parady uczestników w skąpych strojach oraz pokazy samby brazylijskiej. Tancerze rywalizują ze sobą, a konkurs zostaje rozstrzygnięty nad ranem przed Popielcem.

W Wenecji natomiast tradycją karnawałową jest tak zwany Lot Anioła, czyli zjazd na linie z dzwonnicy na Placu Świętego Marka, wykonywany przez znaną osobę. Inauguruje on całą wenecką zabawę.

Największym po karnawale w Rio de Janeiro pod względem liczby odwiedzających go turystów jest Notting Hill Carnival w Londynie.

Gdzie Wam się marzy spędzić karnawał? Napiszcie!

Życzę udanej zabawy!

Bibliografia:

Jan Parandowski, Mitologia. Wierzenia i podania Greków i Rzymian, Warszawa 1967

Patrycja Bukowska

Patrycja Bukowska

Dziennikarka, korektorka i copywriterka. Od 16 lat dodaje blasku tekstom. Uczy, jak pisać z klasą i z bajecznym urokiem. Założycielka pierwszej w Polsce firmy edytorskiej działającej online. Wśród jej klientów są  m.in. QatarAirways, BZWBK, Allianz, Volvo, Siemens, PKN Orlen. Pomaga im zbudować profesjonalny wizerunek i pokazać (świetny) język konkurencji. Poprawia ich teksty, prowadzi dla nich szkolenia z poprawności językowej, dobrego stylu, skutecznego pisania. Jest autorką pierwszych w Polsce kursów poświęconych interpunkcji i pierwszego w Polsce kursu ZOSTAŃ KOREKTORKĄ.

Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Jest to święto o bardzo ciekawej historii i długiej tradycji, szczególnie w Hiszpanii. Dlatego dziś opowiem na blogu słów kilka o tym dniu. A Was zapraszam do czytania,  kupowania, wypożyczania książek i do Krakowa na Małopolskie Dni Książki „Książka i Róża”!

 

Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Jest to doroczne święto organizowane przez UNESCO, którego celem jest promowanie czytelnictwa, edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich. Ustanowione zostało 20 lat temu. W Hiszpanii obchodzi się je oficjalnie od 85 lat!

Święto to zostało ustanowione w 1995 roku, na 28. Sesji Konferencji Generalnej UNESCO (na wniosek rządu Hiszpanii i Międzynarodowej Unii Wydawców) w celu promocji czytelnictwa i ochrony własności intelektualnej, a w większości krajów jest obchodzone od 1996 roku. Na całym świecie dzień ten jest okazją do prezentacji książki, spotkań z twórcami, wieczorów autorskich, wystaw i zabaw organizowanych przez szkoły, a także obdarowywania się książkami (w tym audio- i e-bookami). Księgarze w wielu krajach mają zwyczaj rozdawania dzieciom talonów na książki i przekazywania organizacjom humanitarnym części pieniędzy uzyskanych tego dnia ze sprzedaży. W Hiszpanii 23 kwietnia król wręcza najpoważniejszą nagrodę literacką dla autora hiszpańskojęzycznego dzieła – Premio Cervantes.

Co mówi legenda?

Historycznie idea święta książki wywodzi się z Katalonii. 23 kwietnia jest w tym regionie Hiszpanii hucznie obchodzonym świętem narodowym jako dzień jej patrona, św. Jerzego (Sant Jordi). Zgodnie z długą tradycją tego dnia obdarowywano kobiety czerwonymi różami, mającymi symbolizować krew smoka pokonanego przez świętego. Później kobiety zaczęły odwzajemniać się mężczyznom podarunkami w postaci książek. 

Męczennik święty Jerzy wg tradycji był urodzonym w Kapadocji rzymskim trybunem w wojsku Dioklecjana, ściętym jako chrześcijanin w 303 roku. Został uznany za patrona Imperium Bizantyjskiego, a także patrona rycerzy. Autor hagiografii, obok innych legend, przedstawia barwną opowieść o świętym Jerzym, który uwalnia córkę króla libijskiego miasta od smoka terroryzującego królestwo. Katalońska wersja legendy sytuuje całe wydarzenie w Montblanc, gdzie znajduje się Brama Świętego Jerzego z rosnącym u jej stóp krzewem róży. Krzew z kwiatami czerwonymi jak krew wyrasta z rozlanej krwi zabitego smoka, a święty Jerzy, zanim odjedzie, zrywa najpiękniejszą różę dla księżniczki.

Historia Święta Książki i Róży

Pomysł organizacji Święta Książki i Róży  (la Fiesta de Libro y la Rosa) zrodził się w Katalonii – w 1926 roku wystąpił z nim wydawca z Walencji, Vicente Clavel Andrés. Pierwotnie planowano je obchodzić 7 października, w domniemanym dniu urodzin Cervantesa, ale ponieważ data ta była niepewna, ostatecznie ustalono, że będzie to 23 kwietniadzień śmierci pisarza. Oficjalnie Dzień Książki zaczęto jednak w Hiszpanii obchodzić cztery lata później, w 1930 roku. Zwyczaj ten podchwyciły w 1964 roku pozostałe kraje hiszpańskojęzyczne na świecie. Obecnie każdy,  kto 23 kwietnia kupi w  Katalonii książkę, otrzymuje z nią kwiat.

Data 23 kwietnia jest symboliczna dla literatury światowej. W tym dniu w roku 1616 zmarli bowiem Miguel de Cervantes, William Szekspir i peruwiański historyk Inca Garcilaso de la Vega (przy czym datę śmierci Szekspira podaje się według kalendarza juliańskiego, a pozostałych dwóch – według gregoriańskiego).  Na ten sam dzień przypada również rocznica urodzin lub śmierci innych wybitnych pisarzy, np. Maurice'a Druona, Halldóra Laxnessa, Vladimira Nabokova, Josepa Pla i Manuela Mejía Vallejo.

Dzień Książki w Polsce

W Polsce dzień ten obchodzimy od 2007 roku. Jednak już w 2002 roku w Małopolsce, na wzór Hiszpanii, 23 kwietnia zaczęto organizować
Małopolskie Dni Książki "Książka i Róża".

Jest to Inicjatywa krakowskiego oddziału Polskiej Izby Książki, Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie oraz władz województwa.

Ideą nadrzędną Małopolskich Dni Książki "Książka i Róża" jest rozwój czytelnictwa w regionie oraz zachęcenie mieszkańców do odwiedzania księgarń.  W Małopolsce mieszka wielu wybitnych pisarzy, poetów, literatów; działają tu prężne wydawnictwa, księgarnie i hurtownie książek, dysponujące olbrzymim potencjałem intelektualnym i organizacyjnym. Akcja "Książka i Róża" ma stać się w zamyśle organizatorów wielkim świętem wszystkich, którym losy książki są szczególnie ważne, od twórców po czytelników.

W związku z rosnącym sukcesem Międzynarodowego Dnia Książki i Praw Autorskich UNESCO postanowiło stworzyć tytuł Światowej Stolicy Książki, który jako pierwsze miasto otrzymał Madryt. Tytuł ten przyznawany jest co roku przez UNESCO jako wyróżnienie dla najlepszego przygotowanego przez dane miasto programu promującego książki i czytelnictwo. W 2016 roku tytuł Światowej Stolicy Książki  nosił Wrocław. Jest to pierwsze miasto w Polsce, które uzyskało ten tytuł UNESCO.

Dajcie znać, czy u Was też obchodzi się to święto. Kupiliście sobie z tej okazji jakąś książkę?

Ja od wielu lat tego dnia odwiedzam księgarnie. Wracam z zapasem książek i różami. Czasem biorę udział w dodatkowych wydażeniach związanych z tym świętem.

W tym roku dodatkowo uczciłam to wydarzenie premierą podcastu o pisaniu. Będę opowiadać w nim o książkach,  pisaniu, korekcie tekstów. Planuję też zapraszać ludzi związanych z branżą wydawniczą, pisarzy, redaktorów. 

Pierwszy polski przewodnik po Islandii

Islandia jak z bajki – pierwsza polska książka na wyspie

W lipcu 2012 roku roku na rynku islandzkim ukazała się pierwsza w historii tego kraju książka wydana w języku polskim. Nosi tytuł „Islandia jak z bajki”. W tej premierze możemy pochwalić się naszym skromnym udziałem.

Porywające opisy przyrody? Tak, to możliwe!

Książka została napisana w formie fabularyzowanego przewodnika, a jej autorką jest Janina Ryszarda Szymkiewicz – absolwentka Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie, która na morzach i oceanach świata przepracowała wiele lat.

„Islandia jak z bajki” jest książką o magicznej podróży wokół Islandii, o zachwycie i niedowierzaniu i o tym, że są jeszcze takie miejsca, których nie znajdziemy nigdzie indziej na świecie. W książce jest sporo opisów przyrody. Ale niech Wam się nie kojarzą od razu z  opisami z „Nad Niemnem”. Czyta się je z zapartym tchem. Ma się ochotę natychmiast na własne oczy obejrzeć opisywane miejsca. Niesamowite islandzkie krajobrazy. Autorka wplata pomiędzy opisy prawdziwe historie opowiadane przez Islandczyków.Dzięki nim można poznać obraz kraju. Nie ten turystyczny, lecz autentyczny, dziki, nieprzystępny.

Pani Janina zaprasza wszystkich czytelników w podróż po kraju, o którym w Polsce mówi się często: „Islandia? Kierunek całkowicie nieznany…”

Pierwszy polski przewodnik po Islandii

Książka ma formę przewodnika, który można zabrać ze sobą w podróż po tym niesamowitym kraju. Niestety nie jest dostępna na polskim rynku, ale można zamówić ją przez internet.

Aby uprzyjemnić nam opracowywanie książki i by było nam łatwiej wczuć się w islandzkie klimaty, pai Janina podesłała nam nagranie utworu islandzkiego zespołu. Nas oczarował tak samo jak opisy przyrody. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba.  Koniecznie dajcie znać.

A może byliście w Islandii i możecie się podzielić wrażeniami?

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Polonia_na_Islandii

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 1 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część pierwsza Często nie zwracasz na nie uwagi. Są chwile, gdy chętnie byś się ich pozbyła, bo sprawiają Ci same problemy. A jednak… Dzięki nim możesz coś ukryć lub wręcz przeciwnie – wykrzyczeć. Pomagają Ci okazywać emocje. Pokazują,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 2 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część druga Pewnie Cię zaskoczyłam. Dlatego powtórzę – prawdziwa siła pochodzi z kropki. To ona dodaje napięcia. Zamyka wypowiedzenie, które jest podstawową całością składniową i znaczeniową. Jest jak znak STOP. W obrębie wypowiedzenia,...

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część 3 | Zapanuj nad Słowami

Czy interpunkcja ma znaczenie? Część trzecia Jeśli kropka jest oznaką siły i władzy, to przecinek jest jej cichym bratem – tworzy miękką pauzę zamiast nagłego końca. Przecinek nie musi być zmorą piszących. Można się nim fantastycznie bawić. Nie będę Cię zamęczać tutaj...

Jak przełamywać blokady pisarskie – Krystyna Bezubik | Zapanuj nad Słowami

PROJEKT KSIĄŻKA

część 4
Jak sobie radzić z blokadami pisarskimi?

ROZMOWA Z KRYSTYNĄ BEZUBIK

Są różne powody, dla których trzymamy gotowe teksty w szufladzie albo nawet nie zaczynamy pisać. Co zrobić, aby przełamać blokady pisarskie? Na pewno warto zacząć od wewnętrznej rozmowy z samą sobą i od przyjrzenia się temu,
co nas powstrzymuje. Taka uczciwa rozmowa może być dobrym początkiem, by ruszyć. 
 

Z czym kojarzyło Ci się słowo „pisarka”, zanim zaczęłaś pisać? Jak wyobrażałaś sobie zawód pisarza?

Na samym początku słowa „pisarka” czy „pisarz” kojarzyły mi się z książkami, które lubiłam czytać. A było to naprawdę bardzo dawno temu. Chodziłam wtedy do drugiej, może do trzeciej klasy szkoły podstawowej.

Gdy tylko nauczyłam się czytać, świat książek dosłownie mnie pochłonął i poczułam, że ja też tak chcę. Chcę pisać książki, które inni będą czytać. Będą przeżywać taką samą fascynację jak ja teraz.

Przez wiele lat pisarka to była po prostu osoba, która pisze książki.

Na początku moje wyobrażenia nie wychodziły poza tak rozumiane pisanie. Jednak z czasem zaczęła się pojawiać wizja spotkań z czytelnikami, rozdawania autografów
i pewnej sławy.

Krystyna Bezubik

Krystyna Bezubik

pisarka, blogerka, trenerka pisania, doktor literaturoznawstwa

Pomaga osobom piszącym w realizacji swoich marzeń, uwalnianiu tekstów z szuflad. Wspiera ich w szukaniu inspiracji, pokonywaniu blokad twórczych, nauce warsztatu pisarskiego i wydawniczego. Wierzy, że tworzenie jest ważną częścią życia. Więcej o Krzysi i jej pracy możecie poczytać tutaj

Jak rodzina i znajomi zareagowali na to, że zajęłaś się pisaniem?

Od tak dawna zajmuję się pisaniem, że to chyba dla wszystkich już oczywiste i naturalne.
A tak na serio – rodzina zawsze mnie wspierała. Tu mam dużo szczęścia.

Jeśli chodzi o znajomych, w sumie przy różnych moich zakrętach życiowych zmieniało się grono moich znajomych. Nadal są w moim życiu obecne osoby, które znam od lat i które od zawsze wiedzą, że piszę lub chcę pisać.

Oczywiście potrafię przywołać z pamięci sytuacje, gdy ludzie mi gratulowali podjętej decyzji, pomagali, gdy tego potrzebowałam. Jednak miałam również sytuacje, gdy moje decyzje spotykały się z brakiem zrozumienia. Pamiętam komentarz o zostawieniu pracy, za którą inni daliby się pociąć. Doszły mnie słuchy, że podśmiewano się ze mnie, gdy założyłam blog.
Jednak z każdym nowym życiowym wyzwaniem pojawiali się nowi ludzie, którzy rozumieli to,
co robię, i mnie wspierali. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Co Ci daje pisanie?

Pisanie jest moją strefą wolności. To coś naprawdę bardzo mojego. Gdy piszę, szczególnie teksty literackie, czuję się w pełni sobą.

W tej chwili pracuję nad tym, by pisanie dało mi również wolność finansową. Właśnie pisanie,
a nie prowadzenie kursów pisarskich. I widzę, że jest to naprawdę możliwe, a kroki, które w tym kierunku podjęłam, zaczynają przynosić efekty.

Praca pisarza daje satysfakcję, ale jest też wyczerpująca. Czy miewasz kryzysy twórcze? Jak sobie z nimi radzisz? Co Ci pomaga w pisaniu?

Oczywiście, że miewam kryzysy. Najczęściej wtedy potrzebuję odpocząć. Odłożyć większość obowiązków na bok, pojechać do puszczy lub poleżeć na kanapie
z książką czy też urządzić sobie maraton filmowy.

Ostatnio miałam taką sytuację, gdy artykuł pisałam trzy dni, bo tak mi ciężko to szło. W pierwszym momencie
w głowie pojawiło się napięcie, bo przecież chcę skończyć w określonym terminie. A potem… odpuściłam sobie. Pozwoliłam sobie na takie powolne pisanie, najpierw szkic, potem spokojne szlifowanie. U mnie walka się nie sprawdza. Lepiej zwolnić, przyjąć, że akurat tak jest.
Mam gorsze chwile, potrzebuję więcej czasu, nie idzie mi. Wiem, że to nie będzie trwało wiecznie i lepiej sobie odpuścić niż naciskać.

Gdy jest to kryzys bardziej związany z emocjami, pomaga mi wyżalenie się koleżance lub na kartce papieru.
Bycie pisarką i trenerką pisania to nie tylko pisanie.
To również promocja, docieranie do ludzi – do czytelników. I oczywiście, że czasami jest trudno. Nieraz pojawia się poczucie bezsensu. Wtedy daję sobie prawo, by poczuć się gorzej, by nawet poużalać się nad sobą. Dzięki temu uwalniam te emocje – odzyskuję siłę do działania i wiarę w sens tego, co robię.

Sięgam też po ćwiczenia odblokowujące, które proponuję swoim kursantkom Opisałam je w książce „Piszę, bo chcę. Poradnik kreatywnego pisania”. Wiem, że są skuteczne, bo wypróbowałam je na własnej skórze.

PROJEKT KSIĄŻKA

PROJEKT KSIĄŻKA

Rozmawia się zwykle o książkach w kontekście ich autorów, pisarzy i pisarek lub – zupełnie osobno – w kontekście wad i możliwości rynku wydawniczego. Książka to jednak projekt, który powstaje w wielu etapach: od myśli, poprzez litery, opinie wydawców, drukarnie, starania działów promocji, aż po dystrybucję i sprzedaż.

W cyklu rozmów będę pokazywać cały złożony proces tworzenia książki, rozmawiać z tymi, którzy kolejno przyczyniają się do jej powstania jako przedmiotu, jako miejsca na myśli i zdania –  po rozmowie z mentorką, która pomaga zaplanować proces wydawniczy, przyszedł czas na autorki, redaktorkę, graficzkę, dystrybutorkę, promotorkę, drukarza, introligatora i księgarza.

Czy masz jakieś rytuały związanie z pisaniem? Ulubiony czas, miejsce?

Koniecznie na biurku musi stać kubek z herbatą lub czymś innym do picia. Kiedyś miałam swoją pisarską filiżankę, niestety stłukła się. Albo raczej moje koty pomogły jej się stłuc. Więc teraz jest to dowolny kubek, po który w każdej chwili mogę sięgnąć. Na moich kolanach lub na biurku leży kot. Ostatnio przeniosłam się z laptopem na kanapę, więc koty leżą obok mnie.

Bardzo też lubię pisanie w kawiarni. Mam wrażenie, że mój dom już za bardzo kojarzy mi się tworzeniem tekstów zawodowych: artykułów, poradników. Kawiarnia to nowa przestrzeń, dzięki której otwieram się na głos twórczy.

Nie mam jakiejś szczególnej pory na pisanie. Może to być wieczór, może to był popołudnie. Raczej nie ranek, bo dość długo się budzę.

Nie jesteś debiutantką. Co czujesz, widząc w księgarni na półce kolejną ze swoich książek?

Co czuję? Ostatnio weszłam na stronę empik.com, wpisałam w przeglądarkę swoje nazwisko
i zobaczyłam dziesięć publikacji swojego autorstwa: literackich, poradnikowych, kursów
w formie e-booka i… naprawdę się zdziwiłam. Oczywiście wiedziałam, że sprzedaję tam wszystkie moje książki, ale wiedzieć i zobaczyć – to całkiem co innego.

Czuję się naprawdę dumna z siebie i bardzo ciekawa, co też świat da mi w nagrodę za każdą chwilę, którą spędziłam na pisaniu.

Uczysz kobiety, jak pisać, jak przełamywać bariery. Jesteś autorką kilku fantastycznych kursów pisarskich. Jakie rady dałabyś osobom, które boją się zacząć lub chowają swoje teksty do szuflady?

Jaką radę bym dała? Poczytaj artykuły na moim blogu albo, najlepiej, sięgnij po jeden z moich e-booków: „Piszę, bo chcę. Poradnik kreatywnego pisania”, „Pisanie jest jak seks”!

Bardzo trudno jest dać jedną szybką radę. Na kursie proces odblokowywania to kilka spotkań, bo są różne powody, dla których trzymamy teksty w szufladzie albo nawet nie zaczynamy pisać. Na pewno warto zacząć od uczciwej rozmowy z samą sobą i przyjrzeniu się temu, co nas powstrzymuje. Czy jest to strach? Jeśli tak, to przed czym? A może za wysoko stawiamy sobie poprzeczkę? Lub uważamy, że pisanie jest zastrzeżone dla ludzi wyjątkowych?

A potem, gdy już wiemy, co nas blokuje, warto zadać sobie pytania: Co zyskamy,
gdy zaczniemy? Co tracimy, stojąc w miejscu? Jak się będziemy czuli za rok, gdy nadal będziemy w tym samym punkcie, jeśli chodzi o pisanie?

Taka uczciwa rozmowa z samą sobą to może być dobry początek, by ruszyć.

Dziękuję za tę rozmowę. Życzę Ci, byś zrealizowała swe pisarskie marzenia.

Do siego roku

Do siego roku!

Staropolskie życzenia noworoczne znów wróciły do łask. Ale jak powinniśmy je pisać? Do siego roku czy dosiego roku? Niestety naprawdę udany żart językowy przyniósł upowszechnienie się błędnej formy…

Do siego roku!

Otóż siego to forma dopełniacza dawnego zaimka wskazującego si, sia, sie, który w obecnej polszczyźnie już nie występuje, a najbardziej zbliżony znaczeniowo jest do zaimków ten, ta, to, tamten. Do tej pory występuje on w paru konstrukcjach, np. ni to, ni sio (ani to, ani tamto); tak czy siak (tak czy inaczej); taki, siaki i owaki, w staropolskiej, gwarowej formie latoś, co znaczy w tym roku, i właśnie w wyrażeniu do siego roku.

Pierwotnie formuła do siego roku nie była związana z Nowym Rokiem, lecz z Wigilią, kiedy słowami Oby Bóg dał doczekać nam do siego roku (lub podobnymi) życzono sobie, by wszyscy w tym samym składzie spotkali się w Wigilię następnego roku. Tak więc siego znaczyło tyle co tamtego, czyli tego, który ma nadejść.

W „Kalendarzu polskim” z 1714 r. czytamy:

Życzenia „Do siego roku!” są powszechne w całej Polsce. To zwyczaj zachowany od ojców naszych w uroczystości wigilii Bożego Narodzenia, gdy gospodarz, łamiąc opłatek z rodziną swoją i czeladką, życzył każdemu: „Ażeby Bóg dozwolił doczekać do siego roku”.

Tradycja składania sobie takich życzeń przetrwała w uwspółcześnionej formie: I obyśmy wszyscy spotkali się za rok. Do siego roku miało to samo znaczenie. Dopiero z czasem tradycja składania takich życzeń przeniosła się z Wigilii na Nowy Rok.

Dosia. Udany żart marketingowców?

W latach 90. XX w. producent proszku do prania Dosia okrasił nadawaną w okolicach Nowego Roku reklamę hasłem Dosiego roku, nawiązującym treścią do utrwalonych w tradycji życzeń, a formą zapisu do nazwy reklamowanego produktu.

Niestety siła mediów okazała się potężna, a ten naprawdę udany żart językowy przyniósł upowszechnienie się błędnej formy…

 Ukoronowaniem tego trendu było pojawienie się niepoprawnie zapisanych życzeń na siedzibie znanego ze swych ortograficznych dokonań byłego prezydenta. I wtedy pojawili się ludzie usiłujący dowieść, że błędna forma jest… poprawna. Na uzasadnienie swej tezy odwołali się do pewnej „legendy” tłumaczącej rzekomo powstanie omawianej formuły. Otóż forma dosiego miałaby wywodzić się od imienia Dosia, będącego zdrobnieniem od imienia Dorota.

Miodek i błąd Słowackiego

W temat ten zagłębił się prof. Miodek:

„Kurier Litewski” z 11 stycznia 1818 r. zamieścił na swoich łamach historię nadobnej dziewicy, krakowianki Doroty Trajtlesówny, której zdrowie i dostatki nie opuszczały do późnego wieku (podobno 100 lat). Kiedy w końcu zmarła (było to w Wigilię Bożego Narodzenia), wieść szybko rozeszła się pod Wawelem, a ktoś powiedział przy łamaniu się opłatkiem: „Daj nam, Panie Boże, dożyć Dosiego roku!”, co miało znaczyć Obyśmy dożyli takiego wieku, jakiego dożyła Dosia. Z czasem o Dosi Trajtlesównie zapomniano, ale powiedzenie Dosiego roku (w znaczeniu: żebyśmy doczekali w zdrowiu wielu lat życia) podchwycono i rozpowszechniono (Rzecz o języku, Wrocław 1983, s. 27-28).

Według innej, mniej rozpowszechnionej wersji bliżej nieokreślona Dosia miała słynąć z gospodarskich cnót, dzięki którym jej domostwo było wzorem porządku, czystości, dostatku itd. W tym sensie Dosiego roku miałoby znaczyć: roku takiego, jak u Dosi, czyli dostatniego, pomyślnego.

O tym, że jest to niepoprawne językowo, przekonuje prosty zabieg: zamiast Dosia wstawmy do życzeń imiona Zosia, Jasia, Wiesia. Jednak zarówno profesor Miodek, jak i prof. Markowski zauważają, że gdyby to była prawda, trzeba by jednakowoż pisać nie Dosiego roku, tylko (czyjego?) Dosinego roku, bo taki jest przymiotnik dzierżawczy od imienia Dosia (tak jak od mama – mamin, np. Maminego zegarka nie ma nigdzie).

Podobno błędnego zapisu dosiego roku w znaczeniu ‘tego roku’ pierwszy użył Juliusz Słowacki w 1839 r. w „Balladynie”. Napisał:

Pierwsi buntownicy już zgromadzeni pod maćkową [raczej chyba Maćkową] gruszę; a ta się cieszy, że dosiego roku dwa razy będzie nosiła owoce.

Po wystawieniu sztuki w Krakowie językoznawcy zainteresowali się owym niepoprawnym ortograficznie sformułowaniem. I dosiego poprawiono w późniejszych wydaniach na do siego.

Małą czy dużą literą

Z powyższych ustaleń wynika, iż jedyną poprawną formą jest ta pisana małymi literami: do siego roku. Chyba że do występuje na początku zdania, czyli:
Obyśmy dożyli do siego roku. Ale jako samodzielne zdanie występuje w formie: Do siego roku!

Żaden z kolejnych wyrazów w tej formule nie powinien być pisany wielką literą. Tak więc formy: *Do Siego roku, *Do siego Roku i *Do Siego Roku są błędne.

Mam nadzieję, że używacie poprawnej formy. A jeśli nie, to od tej pory na pewno będziecie. 

Niech rok 2018 przyniesie wiele optymizmu pozwalającego zmienić marzenia w piękną rzeczywistość. Do siego roku!

Patrycja Bukowska

Patrycja Bukowska

Dziennikarka, korektorka i copywriterka. Od 12 lat dodaje blasku tekstom. Uczy, jak pisać z klasą i z bajecznym urokiem. Założycielka pierwszej w Polsce firmy edytorskiej działającej online. Wśród jej klientów są  m.in. QatarAirways, BZWBK, Allianz, Volvo, Siemens, PKN Orlen. Pomaga im zbudować profesjonalny wizerunek i pokazać (świetny) język konkurencji. Poprawia ich teksty, prowadzi dla nich szkolenia z poprawności językowej, dobrego stylu, skutecznego pisania. Jest autorką pierwszego na świecie kursu online dla korektorów i kursu interpunkcji.

Podsumowanie 2017 roku

PODSUMOWANIE

2017 ROKU

Ostatnie dni roku zawsze poświęcam na podsumowania. Warto je robić. Możemy dzięki temu zobaczyć, co nam się udało. Często w natłoku codziennych obowiązków nie zauważamy naszych małych sukcesów.

Podsumowanie 2017 roku

Dla mnie rok 2017 był wyjątkowy – zarówno pod względem osobistym, jak i zawodowym. Dlatego postanowiłam podzielić się z Tobą krótkim podsumowaniem.

Bookowska.pl

Przede wszystkim stworzyłam nową markę dla kobiet. Na razie funkcjonuje pod roboczym logo „Zapanuj nad słowami” i firmuję ją swoim nazwiskiem (lekko zmodyfikowanym, ale gdy odkryłam ten związek mojego nazwiska z książkami, nie mogłam się powstrzymać od wykupienia domeny bookowska.pl).
Dlaczego stworzyłam markę dla kobiet?

Lubię pracować z dużymi korporacjami. Dla mnie nie są to bezosobowe instytucje, ale konkretni ludzie – pan Krzysztof z departamentu prawnego, pan Grzegorz z departamentu marketingu, pani Ania z departamentu PR. Dzięki współpracy z korporacjami mój biznes jest stabilny i przynosi duże dochody. Lubię robić korektę regulaminów, warunków ubezpieczenia, ulotek, broszur, katalogów i innych materiałów promocyjnych.

Zobaczyłam jednak, że jest wiele kobiet prowadzących małe jednoosobowe biznesy, którym zależy na profesjonalnym wizerunku. Chcą, aby ich teksty były pełne blasku. Chcą pisać z klasą i z bajecznym urokiem. Jednak nie ma im kto pomóc. Nie ma na rynku korektorów, którzy specjalizują się w poprawianiu tekstów biznesowych (materiałów reklamowych, prezentacji, raportów, blogów, ofert na strony internetowe). Na rynku są korektorzy „od wszystkiego”. Nikt też nie uczy, jak być korektorem tekstów marketingowych. Korektorzy poprawiają książki – tak myśli większość ludzi. Taką wizję swojej pracy ma także większość korektorów.

Chcę zmienić ten pogląd. Korektorzy są potrzebni nie tylko w wydawnictwach. Ich usługi są ważne szczególnie dla firm, którym zależy na profesjonalnym wizerunku. Dbałość o język to nie luksus, na który mogą sobie pozwolić wyłącznie duże korporacje, ale obowiązek każdego przedsiębiorcy.

Dlatego zdecydowałam się pomagać kobietom dbać o ich teksty i szkolić korektorki, by podążały za swoimi pasjami.

 

Akademia Pisania

Pod nową marką zaczęłam organizować kursy online – od stycznia światło dzienne ujrzały dwa kursy (Zapanuj nad słowami w 21 dni i Smakowity kurs interpunkcji), a zaraz po nowym roku startuje trzeci (Zostań korektorką). Wszystkie kursy prowadzę w ramach Akademii Pisania. Po kursie korekty planuję warsztaty pisania dla blogerów i kurs pisania tekstów sprzedażowych. Dotychczas w moich kursach online wzięło udział prawie 400 osób.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej, dołącz do Akademii Pisania.

Powoli wycofuję się z organizowania szkoleń stacjonarnych. Obecnie przyjmuję zlecenia tylko na szkolenia zamknięte dla firm, nie prowadzę już szkoleń otwartych.

Blog

Blog założyłam w lipcu 2013 roku, ale dopiero w tym roku pisanie wciągnęło mnie na dobre. Dotychczas nie pisałam regularnie, bo nie miałam na to czasu. Dużo zleceń, jeszcze więcej nowych pomysłów, które chciałam realizować. Blog zawsze był dodatkiem. W 2018 roku chcę to zmienić. Zaplanowałam jeszcze więcej treści poradnikowych oraz materiałów edukacyjnych. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować te plany.

Konsultacje

Przez 11 lat prowadzenia biznesu online konsultacji udzielałam wyłącznie moim kluczowym klientom korporacyjnym. W listopadzie tego roku postanowiłam zaproponować konsultacje również osobom zainteresowanym pracą korektora i kursem korekty. Ponieważ na konsultacje zapisało się w grudniu bardzo dużo osób, postanowiłam kontynuować je również w 2018 roku.

Live

Jeśli znacie mnie choć trochę, to wiecie, że nadal nie przekonałam się do prowadzenia transmisji na żywo.
Niechęć do tego formatu objawiła się już na studiach. Jedynymi zajęciami, z których uciekałam na studiach dziennikarskich, były warsztaty z kamerą. Tak, dziennikarka bała się wystąpień na żywo. Nawet udało mi się uniknąć praktyk w telewizji Kraków. Bardzo lubiłam też radio. Najbardziej jednak lubiłam pisać. I ta pasja do słowa pisanego pozostała do dziś.
Co prawda nagrywam wideo do kursów online, ale to trochę co innego niż wystąpienia na żywo. Udało mi się jednak poprowadzić kilka gościnnych live’ów (Magdalena Białecka, Edyta Niewińska i Kinga Kasperek – dziękuję Wam za zaproszenie!). Może w tym roku uda mi się zaprzyjaźnić z tą formą marketingu. Ale nic na siłę.

Prywatnie

To są nowości, które pojawiły się w mojej firmie.
A w moim życiu prywatnym pojawił się… kot 🙂
Po kilku latach starań dzieci wreszcie przekonały mnie do kota. A właściwie do posiadania go w mieszkaniu (bo koty uwielbiałam od zawsze). Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Większość planów z tamtego roku udało mi się zrealizować. Przynajmniej te najważniejsze. I jestem z tego bardzo zadowolona. Na liście pozostał podkast. Może ten rok będzie dla niego łaskawszy.

Rok 2017 był dla mnie czasem wielu nowości. Były chwile zwątpienia, ale też momenty, gdy odważnie podejmowałam nowe wyzwania i realizowałam własne pomysły.

Każda nowa sytuacja rozwija nas. Właśnie dlatego warto zaryzykować.

Jaki był dla Ciebie rok 2017?

Z jakim bagażem sukcesów wskoczysz w nowy rok?

Patrycja Bukowska

Patrycja Bukowska

Dziennikarka, korektorka i copywriterka. Od 12 lat dodaje blasku tekstom. Uczy, jak pisać z klasą i z bajecznym urokiem. Założycielka pierwszej w Polsce firmy edytorskiej działającej online. Wśród jej klientów są  m.in. QatarAirways, BZWBK, Allianz, Volvo, Siemens, PKN Orlen. Pomaga im zbudować profesjonalny wizerunek i pokazać (świetny) język konkurencji. Poprawia ich teksty, prowadzi dla nich szkolenia z poprawności językowej, dobrego stylu, skutecznego pisania. Jest autorką pierwszego na świecie kursu online poświęconego interpunkcji.

Darmowe konsultacje dla korektorów

Niedawno minęło 11 lat od momentu, gdy założyłam własną działalność i zaczęłam zarabiać jako korektorka. Był 2006 rok. Facebook w Polsce jeszcze nie istniał. Zupełnie nie wiedziałam, jak prowadzić biznes korektorski online.

Pytań miałam wiele, ale niestety nikt nie mógł mi pomóc

Czy ktokolwiek będzie zainteresowany korektą tekstów i czy uda mi się z tego utrzymać? W Polsce nie było żadnej firmy korektorskiej, więc nie miałam kogo obserwować. Nie było blogów tworzonych przez korektorów ani kursów online, z których mogłabym się czegoś dowiedzieć.

Ty jesteś w lepszej sytuacji

Jest wiele firm korektorskich, które możesz podglądać, są blogi prowadzone przez korektorów (między innymi Zapanuj nad słowami).

W styczniu ruszy pierwszy w Polsce kurs kompleksowo przygotowujący do zawodu korektora (na listę oczekujących możesz zapisać się tutaj, wtedy będę Cię informować o szczegółach).

A teraz chcę Ci zaoferować coś wyjątkowego — DARMOWE KONSULTACJE.

Dlaczego warto z nich skorzystać?

Chyba nie muszę Cię przekonywać, dlaczego warto skorzystać z konsultacji.

Do tej pory udzielałam ich tylko moim kluczowym klientom korporacyjnym. Po serii urodzinowych artykułów na blogu na temat pracy korektora i po oficjalnym rozpoczęciu zapisów na kurs zaproponowałam konsultacje czytelniczkom mojego newslettera.

Ale ponieważ pojawiło się dużo pytań o kurs, więc postanowiłam zorganizować DARMOWE KONSULTACJE dla wszystkich.

Jak będą wyglądać konsultacje?

Aby z nich skorzystać, musisz zarezerować sobie termin. Możesz to zrobić tutaj. 

Konsultacje będą o wiele bardziej skuteczne, jeśli wcześniej napiszesz, o czym chciałabyś porozmawiać. Gdybyś znalazła chwilę na wypełnienie ankiety, byłoby jeszcze lepiej. Dzięki temu będę mogła się dokładniej się przygotować.  

Podczas 15-minutowej rozmowy możesz zapytać mnie o dowolną rzecz dotyczącą pracy korektora i biznesu online. Możesz dowiedzieć się, jak wyceniać zlecenia, jak zdobywać klientów, czy opłaca się założyć działalność. Chętnie podzielę się moim doświadczeniem. Ze słowami pracuję od 16 lat, a biznes online prowadzę od 11 – mam nadzieję, że uda mi się odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania. 

Proponuję rozmowę za pośrednictwem komunikatora Skype. W ciągu 15 minut porozmawiamy o tym, co Cię interesuje. Będą to konsultacje prywatne. Możesz być spokojna, że temat rozmów pozostanie między nami.

Dla kogo są konsultacje?

Dla Ciebie!

Interesuje Cię zawód korektora?
Chcesz poznać szczegóły kursu?
Wciąż się wahasz, czy kurs korekty to rozwiązanie dla Ciebie?
Zamiast pisać e-maile, zastanawiać się godzinami wolisz porozmawiać i sama się przekonać w kwadrans?

Jeśli chcesz się poradzić, przedyskutować swoje wątpliwości, to zachęcam do rezerwacji terminu już teraz.

Co to w ogóle za kurs?

Jest to premiera pierwszego w Polsce kursu kompleksowo przygotowującego do pracy korektora.

Kurs, który stworzyłam, otwiera przed Tobą bajkowy świat pięknych tekstów, luksusu prowadzenia własnej firmy i przyjemności pracy zgodnej z pasją.

Rozpocznie się 15 stycznia 2018 roku. Będzie to 8 tygodni intensywnej pracy.

Na początku roku w każdej z nas budzi się pragnienie zmian. Mamy postanowienia, które często kończą się po kilku dniach.

Niech tym razem będzie inaczej!

Przeprowadzę Cię krok po kroku przez najważniejsze zagadnienia związane z tworzeniem firmy korektorskiej, pokażę Ci narzędzia, których używam, a także te najmniej oczywiste zasady poprawności językowej.

Wciąż przygotowuję program – ostatecznie będzie on dostępny na początku grudnia. Ale Tobie już teraz mogę zdradzić szczegóły.

Zaplanowałam trzy moduły tematyczne

1. Pierwszy z nich poświęcony będzie najważniejszym narzędzia biznesowe. Zdradzę, jak zdobywam klientów. Pokażę Ci, jak wyceniam zlecenia i planuję mój biznes, by zarabiać tyle, ile potrzebuję. Opowiem o różnych formach prowadzenia działalności, umowach itp. 

2. W drugim module przedstawię warsztat korektora, podzielę się narzędziami, z których korzystam. Zobaczysz, jak pracuję.

3. Trzeci moduł zawierać będzie zasady poprawności językowej. Ale nie te najbardziej oczywiste, które można wyczytać ze słownika.

Jeśli masz jakieś pytania dotyczące kursu, możesz zadać je w komentarzu lub zapisać się na 15-minutowe konsultacje.

A jeśli nie masz wątpliwości i wiesz, że chcesz zamienić swoją pasję czytania

w biznes, zapisz się na listę osób zainteresowanych kursem.

Zapisując się na kurs teraz, zyskujesz dodatkowe 30 minut konsultacji

do wykorzystania podczas kursu.

To jak, chcesz wreszcie zostać tą korektorką?