Praca korektora jest w dużej mierze samotna. Nie jest pracą zespołową. Jednak każdy człowiek żyje w jakiejś społeczności i czuje potrzebę otaczania się ludźmi, którzy go rozumieją, którzy robią podobne rzeczy. Chce rozmawiać z innymi o swoich problemach, dzielić się wątpliwościami, sukcesami, doświadczeniami, wypracowanymi metodami poprawiania tekstu. Czy istnieje takie miejsce?

W Klubie raźniej

Wyjątkowy odcinek podcastu

Ten odcinek jest wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze, pojawiają się w nim dwie osoby, a po drugie jest to 10. odcinek.

A skoro jesteśmy przy okrągłych liczbach, to już 3 listopada, czyli w 15. rocznicę założenia mojej firmy, rozpoczniemy kolejny sezon w Klubie Korektorów.

Pomyślałam, że to dobra okazja, by trochę Ci o tym klubie opowiedzieć. Co to w ogóle jest, co tam robimy i co można dzięki niemu zyskać. A pomogą mi w tym klubowiczki – Olga Smolec-Kmoch i Weronika May. Mam nadzieję, że w tej rozmowie usłyszysz atmosferę, jaka panuje w klubie. A jeśli chcesz jej doświadczyć, znaleźć wsparcie – zapraszam Was serdecznie do Klubu. Startujemy 3 listopada.

Zapraszam Cię bardzo serdecznie do wysłuchania tego odcinka i do subskrybowania podcastu Zapanuj nad słowami w Twojej ulubionej aplikacji podcastowej.

  • Goście: Weronika May, Olga Smolec-Kmoch
  • Transkrypcja: Weronika May
  • Montaż: Krzysztof Bukowski

Linki do osób i miejsc wymienionych
w tym odcinku podcastu

Olga Smolec-Kmoch – rocznik ’85. Rosjoznawczyni. Fanka słowa. Poszukiwaczka znikających przecinków. Dobra bibliotekarka, jeszcze lepsza żona, córka, przyjaciółka. Wierzy, że również dobry człowiek. Mieszkanka Gorzowa Wielkopolskiego szczerze dostrzegająca jego głęboko ukryte piękno.

Weronika May – korektorka.  Z chęcią podejmie się redakcji i korekty tekstów. Przygotuje też dla Ciebie transkrypcję podcastu lub webinaru. Od 4 lat mieszka ze swoją wielojęzyczną rodziną w Mozambiku. Lubi tropić ciekawe słowa w różnych językach i kocha kryminały miłością większą, niż na to zasługują.

 

Podcast w wersji wideo

Do poczytania

Patrycja Bukowska: Dzień dobry! Witam Was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku mojego podcastu. Okazuje się, że to jubileuszowy odcinek – dziesiąty. Dzień dobry, Olgo! Dzień dobry, Weroniko.

Olga Smolec-Kmoch: Dzień dobry! Bardzo się cieszę, że mogę wystąpić w jubileuszowym odcinku. Dziesiątka zawsze dobrze wróży na przyszłość. Dziękuję za zaproszenie!

Weronika May: Witam wszystkich i cieszę się, że mogę z Wami porozmawiać.

P.B.: Pierwsze pytanie. Nad czym teraz pracujecie? Jaki tekst poprawiacie? Czy możecie nam trochę o tym opowiedzieć?

W.M.: Aktualnie pracuję nad broszurą opisującą strategie profilaktyczne używane w pracy z dziećmi i młodzieżą w szkołach. Chodzi o zmniejszanie ryzyka występowania zachowań niebezpiecznych związanych z dostępem do alkoholu i narkotyków.

P.B.: Trudny temat. Trochę depresyjny.

W.M.: Trochę tak. To wszystko na razie przede mną, bo moje dzieci nie są jeszcze w wieku zagrożonym takimi zachowaniami. Jednak zawsze warto być przygotowanym.

P.B.: To jest urok pracy korektora – czasem czyta się bardzo przydatne rzeczy.

A Ty, Olgo? Nad czym pracujesz, co poprawiasz?

O.S.-K.: U mnie też na tapecie dzieci. Pracuję aktualnie nad bajką o dość niesfornym chłopcu i jego jeszcze bardziej niesfornych rodzicach. Żeby jednak nie było tak kolorowo, poprawiam też tekst audytu dotyczącego transportu drogowego. Rozrzut tematyczny zadań w tym tygodniu jest oszałamiający.

PB: Różnorodność zawsze w cenie!

Jesteście korektorkami młodymi stażem. Możecie powiedzieć, co robiłyście, zanim zaczęłyście pracować w tym zawodzie?

O.S.-K.: Ja trzymam się wersji, że jestem też ciągle młoda wiekiem!

Właściwie cały czas w karierze zawodowej towarzyszyły mi słowa. Z wykształcenia jestem rosjoznawczynią i dzięki tym studiom mogłam podjąć się tłumaczeń polsko-rosyjskich. Przez długi czas zajmowałam się też książkami i słowami w bibliotece. To tam poczułam, że z tekstami można pracować na różne sposoby. I właśnie tam narodził się pomysł zajmowania się korektą.

P.B.: Weroniko, jak to było u Ciebie? Twoja historia jest ciekawa.

W.M.: Od ponad 10 lat nie mieszkam w Polsce. Żyliśmy w Armenii, teraz jesteśmy w Mozambiku, a za parę miesięcy przeprowadzamy się do RPA. Przedtem pracowałam w Międzynarodowym Komitecie Paraolimpijskim w Bonn. To instytucja, która zajmuje się rozwojem, promocją i organizacją sportu dla zawodników z niepełnosprawnościami. Odpowiadałam za strzelectwo, podnoszenie ciężarów i taniec na wózkach. Z racji tego doświadczenia zawodowego pracuję teraz w Mozambiku jako mentorka w ramach zorganizowanego wolontariatu Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego. Doradzam dwóm Komitetom Paraolimpijskim: Mozambiku i Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Jak widać, z korektą nie miałam za wiele do czynienia. Za to zawsze dużo czytałam.

P.B.: Pamiętam e-maile od Ciebie z pozdrowieniami spod równika. Zawsze wprawiały mnie w dobry nastrój.

Co się takiego stało w Waszym życiu, że pomyślałyście o pracy korektora. Jak zaczęła się Wasza przygoda z korektą?

W.M.: Do pracy ze słowem doprowadziła mnie właściwie pandemia. Myślę, że dużo osób zrozumie, o co mi chodzi. Chciałam, żeby praca mogła być miejscem odizolowania się od reszty domowników.

Ponieważ zawsze lubiłam słowa, książki, postanowiłam szukać w sieci zajęcia, które byłoby z nimi związane. Chodziło też o to, żeby tę pracę można było wykonywać zdalnie. I tak właśnie wpadłam na twój kurs, Patrycjo.

P.B.: A jak było u Ciebie, Olgo?

O.S.-K.: Jak już mówiłam, słowa towarzyszyły mi od zawsze. Czy to podczas tłumaczeń, czy podczas pracy w bibliotece. Dopiero po jakimś czasie przyszła mi do głowy myśl, żeby zająć się słowami jakby od drugiej strony. Wcześniej sama pisałam, tworzyłam. Poza tym zawsze lubiłam wyszukiwać błędy. Moi znajomi często podrzucali mi teksty, które trzeba było poprawić, sprawdzić. Pamiętam też, że sukcesy związane z poprawnością językową odnosiłam już w podstawówce! Mój pierwszy słownik ortograficzny był nagrodą, którą wygrałam w konkursie regionalnym. Można powiedzieć, że w przecinkach byłam dobra od małego.

Miałam też taki etap w swoim życiu, że leżałam w szpitalu po operacji i myślałam, że dobrze byłoby mieć zajęcie, które można wykonywać, będąc w domu, czy raczej – nie pracując stacjonarnie. Zewsząd dochodziły mnie głosy o korekcie, o Twoim kursie, Patrycjo. Porozmawiałam z kuzynką, która też kończyła u Ciebie kurs korekty, i stwierdziłam, że zaryzykuję. I przepadłam. Nie sądziłam, że coś, co początkowo było dla mnie wyjściem awaryjnym, okaże się sposobem na życie.

PB: Cieszę się, że korekta Cię wciągnęła.

W.M.: Dodam, że dla mnie bardzo przekonujący był właśnie Twój slogan: Zarabiaj na czytaniu. I to, jak już zauważyła Olga, że tę pracę można wykonywać skądkolwiek. Bardzo mi na tym zależało ze względu na to, że przepisy wizowe większości krajów, w których mieszkamy, raczej nie pozwalają mi na pracę zarobkową na miejscu.

P.B.: I co było potem? Ukończyłyście kurs i zaczęłyście pracę. To był trochę skok na głęboką wodę, prawda?

W.M.: Tak. Z moją przyjaciółką, Anią, zaczęłyśmy od strony internetowej, później od Instagrama, zastanawiałyśmy się, jakie teksty będziemy publikować… I tak naprawdę cały czas wzbraniałam się przed tym, co powinno być najważniejsze, czyli przed szukaniem klientów.

PB: Marketing dla marketingu. Nowa pasja!

Jednak w końcu pojawiło się coś, co sprawiło, że zmieniło się Twoje podejście.

W.M.: Ja potrzebuję do działania kopów motywacyjnych – to dał mi udział w Klubie Korektorów. Klub to inicjatywa Patrycji. To miejsce, gdzie spotykają się i początkujący, i doświadczeni korektorzy. To platforma, na której wymieniamy się doświadczeniami, dajemy sobie rady, wspieramy się wzajemnie.

Myślę, że brakowało mi takiej kobiecej solidarności, kręgu, w którym możemy się też wyżalić. Wszystkie jesteśmy w takiej samej sytuacji, wiemy, o co chodzi w naszym zawodzie. Dziewczyny, przede wszystkim Olga, dały mi zastrzyk energii – to dzięki nim wysłałam pierwsze zapytanie ofertowe. I tak to się potoczyło dalej.

P.B.: Wreszcie się odważyłaś. Pamiętam naszą rozmowę na Discordzie i potem informację: „Słuchajcie, odezwało się wydawnictwo”. Mnie to niesamowicie cieszy.

Pamiętam swoje początki, gdy zakładałam działalność – to było 15 lat temu. Przedtem też pracowałam ze słowami jako dziennikarka, więc miałam styczność z tekstami. Ale nie zapomnę mojego zagubienia. Oczywiście to były zupełnie inne czasy: internet raczkował, nie było mediów społecznościowych. Brakowało mi w tamtym czasie takiej społeczności. Korektorzy pracowali wtedy w wydawnictwach, ewentualnie w agencjach reklamowych. To były przede wszystkim etatowe działalności. Byli też oczywiście freelancerzy, ale każdy działał lokalnie. Nie miałam się od kogo uczyć i nikt nie rozumiał moich problemów. Rodzina czy przyjaciele nie mieli styczności z taką pracą i nie umieli mi doradzić.

Potem pojawił się Facebook, na nim grupy, ale nie były one zbyt przyjazne. Wiele osób komentowało, że boi się zadawać pytania, bo mogą zostać wyśmiani, skrytykowani. Wstyd było się przyznać do swojej niewiedzy. Stwierdziłam, że skoro nie ma takiej wspierającej się społeczności, to stworzę ją sama. I tak powstał Klub.

Olgo, jak wyglądały Twoje początki, pierwsze zlecenia.

O.S.-K.: Ja rzuciłam się od razu na głęboką wodę. Ja, w przeciwieństwie do Weroniki, jeżeli coś postanowię, to muszę to wcielić w życie od razu. Bo im dłużej coś odkładam, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że to zrobię.

Dwa miesiące po ukończeniu kursu usiadłam przy komputerze i założyłam działalność gospodarczą. Zrobiłam to dlatego, żeby aktywnie szukać pracy. Założyłam, że skoro będą nade mną wisiały obciążenia typu ZUS, podatki, to będę musiała szukać klientów, żeby mieć z czego te zobowiązania opłacić. To okazało się świetną motywacją. Od razu zaczęły się pojawiać zlecenia. Sama byłam zaskoczona, że tak szybko to idzie. Ale, jak widać, do odważnych świat należy! Cieszę się, Weroniko, że Ty już też aktywnie działasz, wykazałaś się odwagą i idziesz do przodu.

W.M.: W końcu!

PB: Każdy ma swoje 5 minut.

O.S.-K.: Z Weroniką miałyśmy przyjemność poznać się w wakacje osobiście, ale to nie tylko dlatego tak się wspieramy. W Klubie jest dobra atmosfera, nie ma poczucia wstydu, że o coś pytamy, że czegoś nie wiemy. Czasami zadajemy pytania o, wydawać by się mogło, błahe rzeczy, ale zdarza się, że człowiek ma zaćmienie i nie wie już, czy tych przecinków jest wystarczająca liczba, czy nie.

Zawsze mamy w sobie wsparcie. To jest najlepsze w całej tej inicjatywie. Możemy na siebie liczyć.

P.B.: To jest fantastyczne.

W.M.: Mimo że jesteśmy konkurencją, to nie traktujemy siebie jak przeciwników. Każda z nas rośnie, pomagając innym.

O.S.-K.: Dlaczego miałybyśmy być zazdrosne? My się wspieramy, cieszymy się z naszych sukcesów. Kiedy Weronika dzieli się dobrymi wiadomościami, to ja aż skaczę z radości, że coś się dzieje. Musimy się wspierać, bo cała nasza branża stoi na opinii, na poleceniach. Możemy sobie pomóc, bo najlepiej się rozumiemy.

P.B.: Prawda też jest taka, że zleceń nie zabraknie, a jedna osoba nie jest w stanie obsłużyć całego rynku. Gdy ja zaczynałam prowadzić firmę, byłam na szkoleniu, dzięki któremu dostałam dotację na założenie działalności. Był tam ekonomista, który pomagał nam przygotować biznesplan, i on już wtedy powiedział, że korektorzy zawsze będą potrzebni. Po 15 latach mogę to tylko potwierdzić.

Mam wrażenie, że w tym momencie jest to jeszcze bardziej widoczne, ta potrzeba jest jeszcze większa. Jako społeczeństwo piszemy tak dużo, jak nigdy dotąd. Internet dał nam niesamowite możliwości. Książkę można wydać już nie tylko przez wydawnictwo, ale także w self-publishingu – wiele osób z tego korzysta. Są blogerzy, są youtuberzy, którzy chcą poprawić napisy do swoich filmów, tworzą się kursy online; cały świat twórców internetowych jest bardzo ciekawą niszą. Krótko mówiąc, korektorzy są potrzebni.

Porozmawiajmy o tym, co Wam daje Klub. Oprócz tego wzajemnego wsparcia, które jest jego fundamentem.

W.M.: Poczucie, że są osoby, które przechodzą przez to samo co ja. Dostajemy odpowiedzi na dręczące nas pytania, nie tylko dotyczące pisowni, lecz także pracy z wydawnictwem, czy usług, które wykonujemy. Tym wszystkim możemy się dzielić z dziewczynami w Klubie. Dla mnie najważniejszą korzyścią jest bycie wśród osób, z którym mogę się podzielić swoimi wątpliwościami i które odpowiedzą na moje pytania.

O.S.-K.: Ja bardzo lubię korekty na żywo, spotkania, podczas których razem poprawiamy teksty. Wspólna praca motywuje do rozwoju, pozwala spojrzeć na tekst z innej strony. Każda z nas inaczej pracuje, zwraca uwagę na inne rzeczy, a dzięki Klubowi i spotkaniom na żywo możemy się dużo od siebie nauczyć.

Spotkania z gośćmi też są interesujące. Zapraszasz osoby z różnym doświadczeniem, a my dowiadujemy się o rzeczach, o których byśmy nie pomyślały, że mogą być przydatne w naszej codziennej pracy.

P.B.: Tak, to prawda. Przyznam, że udało mi się zaprosić bardzo ciekawych gości do tej edycji. Spotkałyśmy się z Agnieszką Prylińską, która opowiadała o tłumaczeniach. Ona jest skarbnicą wiedzy i sama bardzo dużo się od niej dowiedziałam o korekcie tekstów tłumaczonych. Mimo że od lat z takimi tekstami pracuję, inne spojrzenie Agnieszki było bardzo cenne. Oczywiście spotkania z prawnikami: Kasią Krzywicką, Kingą Konopelko – każde z nich sprawia, że sprawniej poruszamy się w zagadnieniach biznesowych, kwestiach prawnych. Wiem, że wiele osób było zafascynowanych spotkaniem z Lidią Krawczyk, kiedy rozmawiałyśmy o własnej niszy.

W.M.: Te spotkania mają niesamowitą wartość, bo oprócz tego, że zapraszasz tak różnych ludzi, to na webinarze są tylko klubowiczki, czyli ograniczona liczba osób. Zawsze jest czas, żeby zadać własne pytania, dowiedzieć się więcej. Poza tym potrafisz ugrać dla nas duże zniżki na niektóre produkty.

Bardzo też lubię quizy. Są szybką metodą na sprawdzenie siebie. Quizy obejmują różne dziedziny: pisownię, gramatykę.

P.B.: Sparingi interpunkcyjne. To rzeczywiście ciekawa forma szybkiego sprawdzenia się. Od razu dostajesz informację zwrotną, wskazówkę, zasadę. To oczywiście nie do końca ma przełożenie na bezpośrednią pracę z tekstem. Zupełnie inaczej odpowiada się na wyselekcjonowane pytanie, zupełnie inaczej wyszukuje się błędów w tekście, ale z każdego quizu zawsze jakaś informacja zostaje.

O.S.-K.: Ja też lubię przywdziewać rękawice na te sparingi. W tej krótkiej zabawie można się przekonać, jak bardzo danego dnia i w danej chwili jest się uważnym. To niesamowite, bo uzmysławia nam, w jakich nieoczywistych miejscach potrafią czyhać na nas błędy. Pojawiające się regularnie quizy to zdecydowanie duży plus Klubu.

P.B.: Tych quizów będziemy w kolejnej edycji robić jeszcze więcej, bo wiemy, że bardzo je lubicie. Ciekawą rzecz zauważyłaś – powiedziałaś, że można się sprawdzić w danym dniu, w danym momencie. Jak to jest z tą uważnością? Są takie momenty, kiedy naprawdę czujemy taką ostrość spojrzenia i mamy wrażenie, że jesteśmy w stanie wyłapać wszystkie błędy. A są takie dni, kiedy czytamy zdanie raz, drugi, piętnasty – i nic. I pojawia się strach: czy to ja nic nie widzę, czy rzeczywiście to zostało dobrze napisane. Zdarzają się Wam takie sytuacje?

O.S.-K.: Oczywiście. U mnie zależy to od tego, jak bardzo podoba mi się tekst. Im bardziej mnie wciągnie, tym mniej widzę błędów za pierwszym razem, bo czytam i jestem ciekawa, co będzie dalej. Dlatego pierwsze czytanie robię dla przyjemności i dopiero za drugim razem siadam do tego z korektorskim okiem. Jeżeli tekst jest bardziej formalny, mniej interesujący, tym to oko jest od razu uważniejsze.

W.M.: Ja z kolei lubię pracować rano. Nie jestem sową, po godzinie trzynastej moja spostrzegawczość spada. Najlepiej pracuje mi się w godzinach od szóstej do dziesiątej. Wtedy jestem w stanie wyłapać najwięcej błędów. Później to już są kosmetyczne poprawki.

P.B.: Ja o godzinie szóstej nie wiem, czy wstawiamy przecinek przed „że”!

Najbardziej podobają się Wam w Klubie quizy, spotkania na żywo, spotkania z gośćmi i oczywiście wsparcie. To było naszym celem: praktyka, wiedza i wsparcie. To takie trzy filary Klubu. A teraz zapytam przewrotnie: czego Wam w Klubie brakuje i jakie macie oczekiwania odnośnie do kolejnej edycji?

O.S.-K.: Ja na pewno chciałbym więcej spotkań na żywo między nami, klubowiczkami. Już parę razy udało się nam na Discordzie zobaczyć, i to było fantastyczne doświadczenie. Możemy na bieżąco wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o tekstach, z którymi pracujemy, jakie problemy napotykamy. Wiem, że nasza praca ma taką specyfikę, że lubią się nią zajmować osoby ciche, introwertyczne, którym czasami trudno wyjść ze skorupy i pokazać się publicznie. Warto się przemóc!

Nasze spotkania już zaczynały być dość regularne i miejmy nadzieję, że w kolejnej edycji będzie tego więcej. Osobiście mam taką potrzebę spotkań.

W.M.: Zgadzam się z Olgą. Uważam, że atmosfera naszych spotkań na żywo jest fantastyczna, daje energię i motywację do dalszego działania. Mnie dała na pewno. Naszym założeniem było organizowanie takich spotkań cyklicznie, co miesiąc, i mam nadzieję, że coraz więcej dziewczyn zdecyduje się do nas dołączyć. Jesteśmy tu po to, żeby się wspierać, wzajemnie motywować.

P.B.: Przyznam, że bardzo lubię te spotkania. Kiedy jestem w Polsce, też staram się spotykać z moim kursantkami.

W Klubie widzimy się na żywo, tylko że w wirtualnej rzeczywistości. Tych spotkań klubowych będzie więcej, bo uważam, że bardzo dużo one nam wszystkim dają.

W.M.: Świetne jest też to, że każda z nas ma inne wykształcenie. Olga kończyła rosjoznawstwo, wiem, że są w Klubie dziewczyny po marketingu, każda z nas może wnieść coś nowego, każda z nas ma doświadczenie w innych obszarach. Dobre jest to, że nasze pomysły możemy razem przedyskutować, spojrzeć na nie z innej perspektywy.

O.S.-K.: Własne pomysły zawsze wydają się nam dobre. Jeżeli natomiast pozwolimy spojrzeć na nie innym, może się okazać, że ktoś wskaże nam te ich mocne i słabe strony, których przedtem nie dostrzegaliśmy. Mamy wtedy możliwość przewartościowania swojej koncepcji i stworzenie czegoś lepszego. Cenię sobie też w czasie spotkań to, że potrafimy sobie pomóc bez oceniania.

P.B.: Tak was słucham i myślę o tym, czego najbardziej potrzebuje początkujący korektor. Jest wsparcie, jest możliwość podzielenia się swoimi wątpliwościami, poczucie, że nawet jeśli pojawi się jakiś problem, to ta osoba nie zostaje z nim sama. Można się wyżalić, można poszukać odpowiedzi na swoje pytania, można dostać wsparcie i tak po prostu porozmawiać. Z mojej perspektywy to są oczekiwania początkujących korektorów. A jak to wygląda z Waszej strony?

W.M.: Myślę, że są to dokładnie te rzeczy, o których, Patrycjo, mówiłaś. Ale także takie poczucie przynależności. To, wbrew pozorom, daje niesamowicie dużo, zwłaszcza ludziom, którzy, tak jak my, spędzają większość czasu przed komputerem. Ważne jest też konfrontowanie siebie, swoich pomysłów z innymi, bo tylko dzięki temu możemy się rozwijać.

O.S.-K.: Istotna jest świadomość, że nie tylko ja zmagam się z takimi problemami, nie jestem w tym sama, inni też przeszli albo przechodzą przez to samo. Możliwość wymiany doświadczeń, wsparcie i porady – to są sprawy ważne dla początkującego korektora.

W.M.: Każda z nas jest dobra w czymś innym. Chodzi o to, żeby to coś w sobie znaleźć i docenić. Klub to właśnie daje.

P.B.: Pamiętacie nasza ostatnią rozmowę na Discordzie, kiedy próbowałyśmy złożyć deklarację, co postaramy się zrobić. Takie publiczne zobowiązanie pomaga dotrzymać obietnicy. Mimo siostrzanego wsparcia jest też trochę presji, żeby zacząć działać. Myślę też, że również dzięki temu, Weroniko, pojawili się u Ciebie klienci.

W.M.: Tak, na pewno. Zadeklarowałam Wam w czasie ostatniego spotkania, że w ciągu tygodnia wyślę dwie oferty. Wysłałam pierwszą i tak to szybko poszło, że nie zdążyłam nawet zająć się drugą. To prawda, takie złożenie obietnicy publicznie pomaga nam w wyjściu do klientów i zrobieniu tego pierwszego, drugiego, kolejnego kroku.

O.S.-K.: Tak, to prawda. Publiczne deklaracje zobowiązują i głupio później ich nie dotrzymać. W Klubie potrafimy się dość natrętnie dopytywać: „Jak Ci poszło?”, „Czy wysłałaś maila?”. To duża motywacja, zwłaszcza kiedy widzimy, że ktoś, kto oficjalnie jest konkurencją, tak bardzo potrafi nas wesprzeć w trudniejszych chwilach.

P.B.: Ostatnie pytanie. Czy planujecie dołączyć do kolejnej edycji Klubu?

W.M.: Ja już dołączyłam!

O.S.-K.: Ja też już tam jestem!

P.B.: Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za rozmowę. Było niesamowicie sympatycznie. Myślę, że to odwzorowuje relacje, jakie panują w Klubie, i atmosferę wsparcia i zdrowego dystansu do siebie oraz siostrzanej sympatii. W tym momencie są w Klubie same panie, choć celowo nazwałam klub Klubem Korektorów, a nie Korektorek, żeby było to też miejsce dla panów. Jeszcze raz Wam dziękuję i do zobaczenia w Klubie!

W.M.: Dziękuję bardzo!

O.S.-K.: Dziękuję i zapraszam wszystkich do Klubu. Z nami nie można się nudzić!

To były klubowiczki: Olga Smolec-KochWeronika May. Jeżeli potrzebujesz wsparcia i chcesz rozwijać swoje kompetencje, to z radością zapraszam Cię do Klubu Korektorów. Szczegóły znajdziesz na stronie klubkorektorow.pl. Do usłyszenia!