Osoby, które zakładają własną firmę, zazwyczaj robią to zupełnie świadomie. Marzą o niezależności, o pracy na własnych zasadach i ostatecznie realizują swój cel. Czasem jednak własna działalność jest jedynym rozwiązaniem i trzeba zrezygnować z etatu, nawet jeśli się tego nie planowało.Poprosiłam o udzielenie wywiadu Paulinę Parys, ponieważ jej historia jest zupełnie inna niż historie wielu osób, z którymi mam okazję rozmawiać czy współpracować.Zazwyczaj kobiety decydują się na zmianę zawodu, ponieważ na etacie czują się niespełnione, nie chcą wracać do poprzedniej pracy po urlopie macierzyńskim lub po prostu szukają nowych możliwości. Paulina natomiast uwielbiała swoją pracę w szkole. Jednak los czasem bywa przewrotny. Dlatego pewnego dnia musiała podjąć decyzję, o której wcale wcześniej nie myślała. Co takiego wydarzyło się w jej życiu i jak sobie poradziła z tą nieplanowaną zmianą kariery zawodowej? O tym przeczytasz w najnowszym artykule.

nowy zawód: korektorka

Czy możesz nam opowiedzieć o sobie? Co robiłaś, zanim zaczęłaś pracować jako korektorka?

Zawsze w jakiś sposób pracowałam ze słowami. Studia polonistyczne dały mi ogromną satysfakcję, ale pracy niestety nie. Dopiero podyplomowe studia z logopedii osadziły mnie na lata w zawodzie. W międzyczasie uzupełniłam wykształcenie o surdopedagogikę. Pracowałam więc w poradni, przedszkolach, szkołach i placówkach. Uczyłam tam dzieci, jak poprawiać artykulację, rozwijać mowę, a czasem w ogóle mówić.

Pewnego dnia los mnie zaskoczył – dostałam ofertę pracy w szkole jako nauczycielka języka polskiego. To było wielkie wyzwanie, bo już dawno pogrzebałam marzenia o zawodzie polonistki. Stara miłość jednak nie rdzewieje, więc się zgodziłam. Myślałam, że do szczęścia nie brakuje mi już niczego i w szkole zostanę na długie lata.

Co sprawiło, że postanowiłaś się zająć korektą i redakcją?

Wciąż trudno mi o tym mówić. Po dwóch latach pracy w szkole nadeszły upragnione wakacje, rozluźnienie i oddech po szalonej końcówce roku szkolnego. Początkiem lipca obudziłam się z uczuciem zatkanego ucha. Tydzień spędziłam w szpitalu, wakacje minęły na leczeniu. Bez efektów – zostałam z diagnozą „nagła głuchota idiopatyczna” (niewiadomego pochodzenia). Tego dnia świat zawalił mi się na głowę. To swego rodzaju niepełnosprawność. Jeżeli ktoś nie słyszał o tym schorzeniu, to zapraszam do mojego artykułu na blogu – wyjaśniam, na czym ono polega i jak się człowiek z tym czuje.
Nie wiedziałam, czy dam radę wrócić do szkoły, ale postanowiłam spróbować. Niestety ten rok próby okazał się dla mnie koszmarny – do domu wracałam z bólem głowy i potwornie zmęczona. Musiałam zmienić pracę. Psychicznie byłam zmaltretowana. Przypomniałam sobie, że przy okazji szukania językowych ciekawostek na lekcje co rusz trafiałam na posty Patrycji. Przez kilka tygodni na przemian otwierałam i zamykałam stronę z ofertą kursu korekty, aż wreszcie podjęłam decyzję, że się zapiszę.

Od jak dawna prowadzisz firmę? Dlaczego zdecydowałaś się ją założyć?

Moje wejście w świat korekty było łagodne i powolne. Po skończonym kursie dałam sobie jeszcze czas na czytanie materiałów, robienie quizów, ćwiczenia, zgłębianie tajników Worda. Pamiętam, jak moją codzienną lekturą do poduszki była książka 497 błędów Łukasza Mackiewicza. Pracowałam jeszcze w szkole, zbyt wiele wolnych chwil nie miałam. Przez kilka miesięcy moja marka Odsiewnia funkcjonowała jako działalność nierejestrowa. W tym czasie zrobiłam jeszcze kurs copywritingu, by rozwinąć swoją ofertę. Tak uzbrojona po zęby w językową wiedzę w lutym 2021 roku powiedziałam sobie: „Dość uczenia się i chowania po kątach. Wychodzę z szafy”. Na początku marca zarejestrowałam firmę.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Wiadomo, że czytać! Cały dzień czytam. Książki to taki mój drugi oddech – bez jednego i drugiego nie umiem żyć, więc praca redaktorki i korektorki jest dla mnie stworzona. A tak poważniej – podoba mi się różnorodność, którą przynoszą kolejne zlecenia, a także możliwość zdobycia przy okazji nowej wiedzy z rozmaitych dziedzin. Mam też taką dziką satysfakcję z tego, że czytam książki, zanim zostaną one wydane. Cenię możliwości, jakie daje praca freelancera w ogóle, czyli dostosowanie godzin pracy do swoich warunków, siedzenie w wygodnym dresie i kapciach oraz… picie wody i herbaty, ile zechcę – może to ostatnie wydawać się głupie, ale kto kiedykolwiek pracował w edukacji, to wie, o co chodzi.

Czy możesz nam opowiedzieć o rodzajach treści, które poprawiasz? Czy masz niszę?

Ta nisza chyba sama powoli się klaruje i zmierza w stronę beletrystyki i książki dziecięcej. Cieszę się również, że trafiają do mnie zlecenia zgodne z moimi zainteresowaniami: zdrowym odżywianiem, jogą, przyrodą.

Chcesz się dowiedzieć się, jak zdobyć nowy zawód i pracować zdalnie tak jak Paulina?

Zapisz się na kurs Zostań korektorką. Zyskaj niezależność i zacznij zarabiać na czytaniu!

Jaki był najciekawszy lub najbardziej nietypowy projekt, przy którym pracowałaś?

Niedawno miałam nietypowy rozrzut – najpierw redagowałam książkę dla dzieci, a tuż po tym powieść erotyczną. Pomiędzy nimi tworzyłam opisy roślin i obrazów. To chyba jest w pracy korektora najciekawsze, że przechodząc od jednego zlecenia do drugiego, trzeba sobie trochę poprzestawiać szufladki w głowie. O nudzie nie ma mowy.

Jak znalazłaś pierwszego klienta?

Wykorzystałam wskazówkę z kursu i zaproponowałam poprawę tekstów kilku osobom i firmom w zamian za referencje. Jedna z tych propozycji zakończyła się płatnym zleceniem (była to redakcja e-booka), druga – dużym projektem (korekta materiałów do kursu online), trzecia zmieniła się w stałą współpracę (korekta i redakcja artykułów o jodze).

Czego się najbardziej bałaś, rozpoczynając pracę w tym zawodzie? Jak sobie z tym poradziłaś?

Najbardziej się bałam, że nie zdobędę zleceń. Jako totalnemu introwertykowi trudno mi było wyjść do ludzi i przekonać ich, że moje usługi mogą im się przydać. Zwłaszcza że niezbyt swobodnie się czuję w mediach społecznościowych. Poradziłam sobie dzięki dobrym opiniom, które dostałam za pierwsze zlecenia. To mnie ośmieliło, żeby iść do przodu, a z resztkami tego strachu rozprawiła się praktyka. To czas przeszły. Natomiast nadal nie mogę się pozbyć lęku, że przeoczę jakiś okropny błąd. Ten Straszek (pozdrowienia dla Meli Melulu) wciąż mnie prześladuje.

Co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze w pracy korektora?

Właśnie to przekonanie, że powinnam oddać tekst idealny, nieskazitelny. Wiem, że to nierealne, ale jednak przeciąganie liny z własnym perfekcjonizmem to nieustanna zmora w tym zawodzie. W każdym razie dla mnie.

Jaką radę dałabyś komuś, kto chciałby się zajmować korektą lub redakcją, ale się boi?

Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, która pytała mnie, jak sobie poradzić z początkami pracy logopedycznej. Powiedziałam jej tak: „Zabrzmi to okropnie, ale prawda jest taka, że ileś dzieci, za przeproszeniem, zmarnujesz, bo na nich się uczysz. Choć zaburzeń mowy jest określona liczba, to każde dziecko jest inne i początkowo trudno je dopasować do konkretnych opisów z książek”. Podobnie jest z korektą i redakcją – z każdym kolejnym tekstem przybywa doświadczenia. Nie da się tego nauczyć na sucho. Logopedię trenowałam na swoich dzieciach i dzieciach znajomych. Z tekstami jest łatwiej – można poprawiać jakikolwiek tekst. I ćwiczyć, w kółko ćwiczyć. Z czasem nabiera się wprawy, a wprawa przynosi większą pewność siebie.

Z czego jesteś dumna?

Jestem dumna z tego, że przekułam negatywne doświadczenie w coś pozytywnego, choć kosztowało mnie to ogrom pracy. Na szczęście miałam duże wsparcie bliskich. Nie powiem, że głuche ucho to teraz powód mojego szczęścia – bez przesady – ale dźwignęłam się i myślę, że nieźle mi to wyszło. To raz – taki bardziej psychiczny aspekt. A dwa – jestem dumna z tego, że z moją pomocą wychodzą do ludzi świetne teksty, jak np. książka Kasi Szulik o Meli Melulu. To jakbym szlifowała diament.

Czy możesz opowiedzieć o tym, jak wygląda Twój typowy dzień?

Mój dzień jest długi, bo zaczyna się o 5.20. Budzi mnie ukochana piosenka Elisy Toffoli Ancora qui – to mnie wprowadza w dobry nastrój od rana. Godzinę mam na swoje rytuały: medytację i jogę. Po śniadaniu i podwózce dzieci do szkoły zabieram się do pracy. Zwykle pracuję w blokach czasowych: przeplatam zlecenia korektorskie copywritingiem. Kiedy reszta domowników wraca, robimy obiad i po południu zwykle ponownie siadam do komputera. Wieczorem nadal czytam, ale już książki dla siebie.

Jak godzisz obowiązki mamy i pracę?

Moje dzieci to nastolatki. Córka wkrótce będzie pełnoletnia, a syn jest dwa lata od niej młodszy, więc mam komfortową sytuację. Początkowo musiały się tylko nauczyć, że moje siedzenie przy komputerze to praca wymagająca skupienia, więc nie mogę się ciągle odrywać, żeby ich gdzieś podrzucić, zrobić pranie, ugotować obiad na już itd.

PAULINA PARYS, właścicielka marki Odsiewnia – absolwentka filologii polskiej, logopedii i surdopedagogiki. Pracowała jako polonistka w szkole podstawowej, prowadziła terapie logopedyczne i surdopedagogiczne w placówkach oświatowych i prywatnych.
Obecnie – po skończonym kursie korekty Zostań korektorką i kursie copywritingu – zajmuje się korektą, redakcją oraz pisaniem tekstów na zlecenie. Jest współautorką książki Zajmijmy się tym! Bajkoterapia na każdy miesiąc.
Prywatny czas spędza z mężem, dwójką nastoletnich dzieci i zwierzętami. Najchętniej czyta powieści, wymyśla kolejne wegańskie potrawy, chodzi po górach i praktykuje jogę.
Paulinę znajdziecie na Facebooku i na Instagramie.