[PODCAST #004] Zdrobnienia – nowa moda czy infantylność?

Zdrobnienia we współczesnej polszczyźnie są zdecydowanie nadużywane. Dlaczego? Przeczytaj na blogu.

zdrobnienia

Zdrabniamy często nieświadomie. Robimy tak, mówiąc do dzieci i zwierząt oraz okazując uczucia. W niektórych okolicznościach takie formy nie brzmią źle, ale gdy spotykam je w sytuacjach poważnych, dostaję dostaję gęsiej skórki.

Czy to przejaw zdziecinnienia czy jakaś moda? Nie mam pojęcia, ale wiem jedno: zdrobnienia we współczesnej polszczyźnie są zdecydowanie nadużywane.

O czym jest ten odcinek podcastu?

W tym odcinku opowiadam o zdrobnieniach. 

  1. Kiedy używamy zdrobnień?
  2. Jaką funkcję pełnią zdrobnienia w naszych wypowiedziach?
  3. Dlaczego nadużywamy zdrobnień?
  4. Jakie są konsekwencje nadużywania zdrobnień?
  5. Czy tylko Polacy zdrabniają?
  6. Czy warto stosować zdrobnienia?

Linki do firm i osób wymienionych w tym odcinku podcastu

Bralczyk, Miodek, Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim Wszystko zależy od przyimka

 Wypowiedź Mirosława Bańki w Internetowej Poradni PWN

A. Nagórko, Warme Kulturen – Kalte Kulturen? Zur (Inter-)sprachlichen Ausdruscksweise emotionaler Werte w: E. Binder, W. Stadler, H. Weinberger, Zeit – Ort – Erinnerung, Innsbruck 2006, s. 543–556
(cyt. za www.polszczyzna.pl)

Cykl #herbatkazkorektorką 

Transkrypcja

Dzień dobry!

Witam w kolejnym odcinku podcastu Zapanuj and Słowami.

Dziś pod lupę wzięłam zdrobnienia. Wyjaśniam, do czego służą i pokazuję, w jakich sytuacjach są nadużywane. Nie zamierzam szczegółowo omawiać tego zagadnienia. Chcę Cię tylko zachęcić do zastanowienia się, jak to jest u Ciebie. Czy używasz zdrobnień świadomie i stosujesz je w odpowiednich sytuacjach?

Mam nadzieję, że temat Cię zainteresuje.

Ten odcinek będzie inny niż poprzednie. Po pierwsze dlatego, że nie będzie gościa, a po drugie – będzie on o wiele krótszy.

Daj znać, czy taka forma przypadła Ci do gustu. 

Zapraszam Cię bardzo serdecznie do wysłuchania tego odcinka i do subskrybowania podcastu Zapanuj nad słowami.

Czy infantylizowanie języka jest dobre?

Na szczęście nigdy policjant nie straszył mnie mandacikiem, a o dowodzik prosi sporadycznie. Jednak często musiałam pokazywać w tramwaju czy autobusie bileciki do kontroli. Klienci proszą o fakturkę lub piszą, że prześlą pieniążki. Markety kuszą nas ratką lekką jak piórko. Panie spotkają się na kawusi, zjedzą razem obiadek w mieście i pójdą na spacerek.

Przykładzików można by mnożyć.

Kelnerzy tak zdrabniają nazwy potraw, jakby całe dotychczasowe życie pracowali w żłobku — kotlecik, zrazik, ziemniaczki. 

Dlaczego przedsiębiorcy nie wystawiają faktur, tylko podrzucają fakturkę? Czy to świadczy o tym, że szanują swoją pracę? Moim zdaniem nie. 

Albo inny przykład. Często przesyłamy pieniążki? Umniejszamy wtedy ich wartość, a przecież gdy mówimy, że liczy się dla nas każdy pieniądz, nie używamy zdrobnień. Dlaczego? Chyba nie musze wyjaśniać.

Ale największą kreatywnością wykazują się nauczyciele.

Każdy z nas pamięta słowa: Wyciągamy karteczki!

Częste były też sprawdzianiki, klasóweczki, kartkóweczki, zadanka, równanka. A potem sypały się jedyneczki, dwójeczki, czasem trafiały się szósteczki. Naturalnie przed wpisaniem oceny lubią się upewnić, jaki numerek ma dany uczeń.

Dlaczego nadużywamy zdrobnień?

Chcemy obłaskawić rzeczywistość, potraktować ją z przymrużeniem oka, żeby było nam łatwiej i przyjemniej. A wychodzi tak, jak wychodzi, czyli niepoważnie, jak wyjaśnia prof. Grażyna Majkowska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie jestem przeciwna zdrobnieniom samym w sobie. Zresztą sama prowadzę cykl #herbatkazkorektorką. Są to krótkie i szybkie porady językowe udzielane uczestnikom mojej grupy. Zdrobnienie jest więc użyte celowo i świadomie.

Nie ma tak naprawdę zbędnych środków językowych. Dzięki zdrobnieniom jest nam łatwiej wyrazić swoje emocje. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy ich nadużywać.

Dlatego nazywajmy rzeczy po imieniu.

No dobrze. Ale żeby wiedzieć, kiedy zdrobnienie jest nadużywane, musimy najpierw się dowiedzieć do czego służą i kiedy ich używać.

Do czego służą zdrobnienia?

Zdrobnienia pełnią cztery funkcje.

Pierwszą jest wskazanie niewielkich wymiarów czegoś (np. kubeczek, łóżeczko). Stosowane są wtedy rzeczowniki, które dostarczają obiektywnej informacji o wielkości przedmiotów(np. kubeczek, łóżeczko, domek). Są to także nazwy zjawisk naturalnych, które są mniej intensywne niż zazwyczaj, np. mgiełka, deszczyk, śnieżek.

Istnieje też grupa rzeczowników, które nazywają pewien rodzaj przedmiotów, dla których ‘małość’ pełni funkcję sekundarną, np. szczoteczka do zębów (kontrast ze szczotką do włosów), stolik kawiarniany (kontrast ze stołem operacyjnym), buteleczka perfum (kontrast z butelką).

Druga funkcja polega na łagodzeniu przekazu. Tak jest chociażby z wplataniem w wypowiedzi określeń typu „mam pytanko”. Podobne zwroty służą odwróceniu uwagi od rzeczywistego „problemiku”. Markety kuszą nas ratką lekką jak piórko. Dlaczego ratką, a nie ratą? Żebyśmy nie poczuli jej ciężaru w naszym budżecie domowym. Jeżeli ktoś kogoś oszuka, często mówi, że to było tylko niewinne kłamstewko.

Trzecią funkcją jest wyrażenie swojego emocjonalnego stosunku do przedmiotów lub osób.

Emocje mogą być pozytywne lub negatywne 

W  kategorii wyrażania emocji negatywnych najlepszym przykładem są „pieniążki”, o których już wspominałam. Zwłaszcza w Krakowie to słowo jest niezwykle popularne. Być może jego nadużywanie wynika z chęci nadania pieniądzom bardziej przyjaznych cech, niezwiązanych z towarem, handlem? Być może z chęci wywarcia wrażenia, że rachunek nie jest wcale taki duży, bo to tylko małe pieniążki, a nie pieniądze? I może wiąże się to ze stereotypem, że Krakusy to centusie, z czym jako rodowita krakowianka oczywiście się nie zgadzam. 

Posługiwanie się takimi zdrobnieniami, oraz podobnymi określeniami, przez osoby związane z handlem jest niepotrzebną serdecznością. Często źle odbieraną. Nie wiem, jak Was, ale mnie to drażni.

Wyrażenie swojego emocjonalnego stosunku do przedmiotów może też służyć odzwierciedleniu pozytywnego, czułego nastawienia do kogoś (synek, mamusia, wnuczek, wnuczuś). Kochankowie używają zdrobnień, by podkreślić wartość części ciała drugiej osoby („nosek”, „usteczka”). To również infantylizacja, ale pozytywna, przyjmująca postać adoracji.

Czwarta funkcja to infantylizacja odbiorcy, wyrażanie pogardy. Gdy chcemy umniejszyć rolę rozmówcy, potraktować go pobłażliwie, wtedy jego przywary czy cechy często opisujemy zdrobnieniami. W ten sposób okazujemy brak szacunku, kpimy z drugiej osoby, mówiąc o jej „dziwnym kapelusiku” czy „przekrwionych oczkach”. Czasami mogą też służyć do wyrażenia stosunku pogardliwego (doktorek, prezesik). 

Dlaczego nadużywamy zdrobnień?

Przyczyn może być kilka. Najczęściej zdrobnień używamy, gdy chcemy:

  • odświeżyć sztywny język biurokracji;
  • skrócić dystans, wzbudzić sympatię;
  • rozładować napięcie lub zmniejszyć nieprzyjazne nastawienie rozmówcy (policjanci i urzędnicy mają świadomość, że nie zawsze są pozytywnie postrzegani, więc próbują jakoś łagodzić sytuację);
  • wykreować się na osobę uprzejmą (niektórzy mają błędne przeświadczenie, że używanie zdrobnień jest formą grzeczności);
  • być postrzegani jako specjaliści, rutyniarze (dlatego zapewne tak chętnie zdrabniają lekarze i urzędnicy, by pokazać, że wypełnianie druczków czy decyzja o doborze leku to dla nich codzienność);
  • zmniejszyć dyskomfort związany z koniecznością poniesienia kosztów lub wypełnienia jakiegoś obowiązku (stąd mówienie o pieniążkach, rachuneczku, mandaciku, by wydatek wydawał się mniejszy i np. kartkóweczkach czy jedyneczkach, żeby zbytnio nie „dołować” biednych uczniów, mówiąc kolokwialnie);
  • spowodować przychylne nastawienie do czegoś (kelnerzy zapewne nie bez racji wychodzą z założenia, że jeśli zdrobnią nazwę potrawy, klient podświadomie skłonny będzie uznać ją za lepszą niż jest w rzeczywistości).

Mirosław Bańko tak wypowiada się na ten temat w Poradni PWN:

Żeby zdrabniać, trzeba mieć odpowiednie mechanizmy słowotwórcze (np. przyrostki), a tych polszczyzna dostarcza nam pod dostatkiem. Żeby zdrabniać, trzeba też chcieć. W literaturze dla dzieci – oraz oczywiście w codziennych rozmowach z małymi dziećmi – powody do zdrobnień są oczywiste. Mniej oczywiste, zwłaszcza dla cudzoziemca, dlaczego dorosły Polak zamawia w restauracji śledzika z ogóreczkiem, zapija to setuchną, a na deser (jeśli po takim zestawie potrzebny deser!) wypija kawkę ze śmietanką. Pisano już o tym, że zdrobnienia są oznaką przychylnego nastawienia do rozmówcy. W środowiskach, w których ich częste używanie w tej funkcji stało się normą, słowo niezdrobniałe może budzić nieufność: „Zawsze prosił mnie o gazetkę, a dziś o gazetę. Obraził się czy co?”.

Tak więc stosujmy zdrobnienia, ale tylko wtedy, gdy naprawdę ma to sens. W pozostałych sytuacjach zachowujmy się jak dorośli ludzie, by nas ktoś nie uznał za infantylnych.

Jakie są konsekwencje nadużywania zdrobnień?

Nadużywanie zdrobnień, zwłaszcza w sytuacjach związanych z pracą, daje efekt braku profesjonalizmu. Często osobę posługującą się takimi formami można uznać za infantylną. A na pewno nikomu nie zależy na tym, aby być źle postrzeganym. Jest różnica między zaproponowaniem na spotkaniu służbowym kawy z mlekiem zamiast kawki z mleczkiem. Kultura i miły ton zdecydowanie wystarczą. Zdrobnienia nie dodają grzeczności, jak być może niektórzy uważają. Niestosowne jest także mówienie o fakturkach, vacikach (ale nie jako o płatkach higienicznych tylko o podatku VAT), rozliczonkach. 

Spotykacie się z tym? Ja bardzo często.

W sferze prywatnej każdy sam dobiera sobie sposób mówienia, każdy ma swój idiolekt.  Oczywiście powinien uwzględniać powszechnie panujące zasady i to, jak inni mogą odbierać takie wypowiedzi. Natomiast dobrze by było, aby osoby związane ze sferą publiczną przemyślały to, w jaki sposób się komunikują. Ponieważ nie tylko kształtują swój wizerunek, lecz także wpływają na sposób mówienia innych ludzi. Różne są też podejścia do zdrabniania imion: Kuba Wojewódzki, Radek Sikorski – w oficjalnych  kontaktach mogą niektórych razić.

O zdrobnieniach pisze szacowne trio, czyli: Bralczyk, Miodek i Markowski w książce „Wszystko zależy od przyimka”.

Profesor Miodek opisuje w niej sytuację ilustrującą brak umiaru w używaniu zdrobnień:

Miodek: Mnóstwo jest tego. Szaleństwo zdrobnień trwa. Myślałem, że nie do przebicia jest to, co przeżył wspomniany profesor Mańczak w Krakowie: »Paczusia w okieneczku szesnastym do odebrania«! Ale rok temu miałem badania okresowe, na szczęście ostatnie w życiu, do emerytury zostały mi cztery lata, więc mam spokój. Przyszedłem. Nasza sytuacja jest jakoś tam sympatyczna, gęby trochę rozpoznawalne, więc te panieneczki roześmiane, przemiłe.

Bralczyk i Markowski: Panieneczki!

Miodek: One się w uprzejmości zagalopowały do tego stopnia, że powiedziały: »Panie profesorze, moczyk proszę na półeczkę, a wyniczki będą o wpół do drugiej«. I były!”.

No nie brzmi to dobrze…

Czy tylko Polacy zdrabniają?

Nie. Mimo iż Agata Nagórko twierdzi, że kraje Europy Południowo-Zachodniej nie stosują już zdrobnień, to ja na co dzień się z nimi spotykam. Hiszpanie robią to nagminnie. Tworzą nawet zdrobnienia od zdrobnień. Takich form używają nie tylko kobiety, lecz także mężczyźni. Podobnie Włosi. Szczególnie mieszkańcy Toskanii, czym narażają się na złośliwości ze strony mieszkańców innych rejonów Włoch.

Czy stosować zdrobnienia?

Tak, ale tylko wtedy, gdy naprawdę ma to sens. W pozostałych sytuacjach zachowujmy się jak dorośli ludzie, by nas ktoś nie uznał za infantylnych.

Nikt chyba nie lubi, gdy rozmówca traktuje go jak dziecko…

Ze zdrobnieniami spotykamy się bardzo często w radiu, telewizji, internecie, ale też jeszcze częściej w codziennych, życiowych sytuacjach. Nie chcę, by nagle po wysłuchaniu tego odcinka podcastu wszyscy słuchacze przestali używać zdrobnień i zaczęli innych poprawiać. One są po to, by wyrażać pewne emocje, odczucia. Ważne, by nie były nadużywane. 

Jak jest u Ciebie? Lubisz zdrobnienia? A może Cie drażnią?

Patrycja Bukowska