fbpx
[PODCAST] Czy self-publishing jest dla Ciebie

[PODCAST] Czy self-publishing jest dla Ciebie

Jak wygląda proces powstawania książki? Co się dzieje z tekstem od momentu, gdy autor postawi ostatnią kropkę, do chwili, gdy gotowa publikacja trafi do rąk czytelnika?

Proces wydawniczy to długa droga. Autorzy muszą rozważyć różne możliwości. Mogą podpisać umowę z wydawnictwem lub spróbować wydać swoją książkę samodzielnie.

Oba rozwiązania mają wady i zalety.

Teraz modny jest  self-publishing. Po spektakularnych sukcesach polskich autorów – Michała Szafrańskiego, Oli   Budzyńskiej czy Grzegorza Skalmowskiego –  coraz więcej osób decyduje się na ten sposób wydawania książki. Muszą jednak pamiętać, że książkę nie wystarczy napisać. Trzeba ją też wydać i sprzedać. Książka staje się w pewnym sensie projektem biznesowym. Autor musi być nie tylko dobrym pisarzem, lecz także biznesmenem. I tu czasem pojawia się problem, bo nie każdy ma głowę do promocji, dystrybucji, sprzedaży.

Czy self-publishing się opłaca?

Do rozmowy o procesie powstawania książki, współpracy z korektorem, pomysłach na promocję i o dzieciach zaprosiłam Kasię Szulik, podróżniczkę, twórczynię Akademii Melulu oraz autorkę książki Rozłożę Cię na łopatki, Straszku. Mela Melulu wyrusza na wyprawę dookoła świata.

Mam nadzieję, że jej doświadczenie będzie dla Ciebie inspiracją. 

Posłuchaj, jak Kasia opowiada o swojej książce i o współpracy z korektorem:

Zasubskrybuj, aby nie przegapić żadnego odcinka:

produkcja

Montaż: Marcin Hinz

Transkrypcja i redakcja: Anna Smutkiewicz

 

O czym jest ten odcinek podcastu? 

Wywiad z Katarzyną Szulik, podróżniczką, autorką książki dla dzieci i twórczynią Akademii Melulu.

  1. Skąd pomysł na własną książkę? O czym ona jest?
  2. Jak samodzielnie zaplanować proces wydawniczy? Od czego zacząć? O czym powinien wiedzieć autor, zanim zabierze się za samodzielne wydawanie?
  3. Czy self-publishing się opłaca?
  4. Dlaczego zdecydowałaś się na  współpracę z korektorką?
  5. Co było dla Ciebie ważne, gdy napisałaś do mnie pierwszą wiadomość?
  6. Czy redaktor zmienia styl autora?
  7. Czy Twoja córka angażuje się w proces wydawniczy?
  8. Kto wymyślił Akademię i co tam się będzie działo?
jak wydać książkę

Linki do osób i firm wymienionych w tym odcinku podcastu

transkrypcja podcastu

Katarzyna Szulik: Cześć!

Dzięki, Patrycjo, za zaproszenie. Chętnie poopowiadam co nieco, o czym jest ta książka i skąd wziął się na nią pomysł. Czasem pomysły kotłują się w nas przez długie lata. We mnie pomysł na książkę kształtował się przez 8 lat – czekał na zmianę i porządnego kopa w wiadomo co. Dla mnie była to zmiana życia, a potem każdego jego aspektu, na bycie w drodze.

Już od ponad półtora roku ja, mój mąż i córeczka Mela jesteśmy w drodze. Wyruszyliśmy w podróż, co było moim wielkim marzeniem. Jechaliśmy tam, gdzie nas poniosło, mając trzy podręczne walizki i wiodąc proste życie. Za nami 85 tysięcy kilometrów i 21 krajów. Mieszkaliśmy na kilkunastu wyspach, w kilkudziesięciu miejscach. Żyliśmy wśród opowieści, legend, widoków, dziwów natury, zwierząt i dzieciaków z różnych zakątków świata. Po prostu uciekliśmy od smogu, zim i szaleńczego tempa życia. Postawiliśmy na prostotę, minimalizm oraz pracę zdalną w takim stopniu, by starczało nam na codzienne wydatki.

Zarówno moja pierwsza książka, jak i druga, która jest na troszkę odleglejszym etapie przygotowań, powstawały przez cały czas naszej wyprawy dookoła świata: w samolotach, na promach, w pociągach, na placach zabaw, także nocami, gdy mała już spała. Wszędzie tam, gdzie był moment na pisanie.

Jak już powiedziałam, pomysł kiełkował we mnie od ponad 8 lat, od kiedy udało mi się dotrzeć na magiczną wyspę – na Sri Lankę. Pamiętam, że po trzech tygodniach podróżowania i poznawania wyspy siedziałam na podłodze w drewnianej, rozsypującej się szopie. Na jej ścianach wisiały mieniące się wzorami materiały, mnóstwo materiałów. Otaczały mnie Lankijki, z którymi wybierałyśmy skrawki materiałów na narzutę na łóżko. Potem te roześmiane kobiety szyły moją narzutę na starych singerach podarowanych im przez lankijski rząd po katastrofie tsunami; opowiadały swoje historie, śmiały się i chichotały, a ja siedziałam w tym morzu materiałów. Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś tam wrócę, że wrócę na Sri Lankę z moim dzieckiem i opowiem mu wszystkie piękne historie miejsc, które odwiedziliśmy, poznaliśmy i które mnie tak bardzo, bardzo zauroczyły. Nie wiedziałam wtedy, że nie tylko uda mi się wrócić na tę wyspę, ale też zabrać Melę w tak wiele innych miejsc na ziemi.

Wszędzie, gdzie byliśmy, znajdowałam fantastyczne inspiracje do książki. Lwia Skała, Skrzecząca Plaża, Wyspa Nietoperzy, pola herbaty, gorąca rzeka, wyraki, alpaki, nosacze – to wszystko to tylko małe wycinki z naszej podróży. Opowiadałam oczywiście później te historie Meli. Kiedy zaczęłam się zagłębiać, wsłuchiwać, wpatrywać w różne miejsca na świecie, pomysły aż we mnie kipiały, po prostu się ze mnie wylewały.

Aż nadeszła taka noc, kiedy obudziłam się o drugiej – dokładnie po trzech miesiącach życia w drodze, w podróży, w trakcie wyprawy po świecie – usiadłam do laptopa i zaczęłam pisać. Do rana. Kolejnego dnia byłam nieprzytomna, ale szczęśliwa. Właśnie tak zaczęła się układać, składać i powstawać moja książka. Czasem miałam trzy tygodnie przerwy w pisaniu, czasem dwa, a czasem pisałam jak najęta. Książka powstawała przez cały czas trwania wyprawy.

A o czym ona jest? Jest o małej dziewczynce Meli Melulu i jej przyjaciołach: futrzastym i rozgadanym ośle Tutuju, wrażliwym i oczytanym świetliku Żużu i o Straszku. To są moi bohaterowie – każdy z nich na swój sposób barwny, każdy ze swoimi charakterystycznymi cechami. Stworzyłam bohaterów z krwi i kości, no i z futra też; takich nieidealnych, ze słabościami, ale z nieodpartym urokiem.

No i właśnie o tego Straszka chodzi, bo okazuje się, że nasi bohaterowie wyruszają na wyprawę dookoła świata. Taki jest ich plan. A wyprawa dookoła świata to nie taka prosta sprawa – to niemałe wyzwanie. A nawet olbrzymie. Jak tu zostawić wszystko, co swojskie, i wyruszyć w nieznane. I w ogóle po co? Jak rozłożyć na łopatki Straszka, który skrada się za plecami i sprawia, że najlepiej byłoby zakryć oczy i drżeć, i nigdzie się nie ruszać, nie próbować wyjść poza to, co doskonale się zna.

Zanim Mela Melulu, Tutuji i Żużu gdziekolwiek wyruszą, muszą się nauczyć kilku rzeczy. Przede wszystkim o sobie. Muszą się przekonać, że są odważniejsi niż im się wydaje. Ważnym elementem tego wyruszania jest ich przyjaźń. Rodzi się ona w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie. Nie chcę teraz zdradzać, jakie to będzie miejsce, ale myślę, że ten rozdział zaskoczy i dzieci, i rodziców. Ma on bardzo ważne przesłanie. Prędzej czy później każdy otwiera się na nowe wyzwania i spełnia swoje marzenia. Nawet jeżeli to wymaga wysiłku, czasu i pokonania obaw.

Książka ta jest o odwadze, ale też o strachu i o wyruszaniu w najpiękniejszą, daleką podróż. A że jest to książka dla dzieci, to są tam śmichy-chichy (to jest powiedzonko mojej mamy), rozbrajające dialogi, prztyczki i dużo, dużo czułości. No i właśnie o tym jest ta książka.

Akcja drugiej książki, jak możesz się domyślić, dzieje się na Sri Lance, kiedy bohaterowie już wyruszyli na wyprawę. Tam się dzieje mnóstwo. Jest przygodówka, misja, zadania i moc wartościowych informacji. Wszystko to na jednej wyspie.

Nad pierwszą książką, o której więcej opowiadałam, pracuję teraz jako self-publisher.

PB: Jesteś self-publisherem. Wydajesz swoją książkę. Czy możesz powiedzieć mi, jak samodzielnie zaplanować proces wydawniczy. Od czego zacząć? O czym w ogóle powinien wiedzieć autor, zanim zabierze się za samodzielne wydawanie? Bo to nie jest proste. Dużo łatwiejszy jest sam proces pisania niż to, co dzieje się później.

KS: Co mogłabym powiedzieć? Że to jest cała masa pracy i tyle roboczogodzin, że można się złapać za głowę. Tak naprawdę napisanie książki, czyli coś, co zrobiłam i co sprawiło mi dużą frajdę, to mniej niż 50 procent czasu, który poświęciłam na cały projekt.

Jak ja to zaplanowałam? Chyba tego nie zaplanowałam. Ja po prostu czytałam, edukowałam się, doktoryzowałam. Działałam metodą prób i błędów, ale też bazując na doświadczeniach z pracy w działach komunikacji dużych międzynarodowych firm. To się wszystko nakładało: praca z grafikiem, z ilustratorką, skład i łamanie. Rozpisałam sobie etapy, które są niezbędne przy tworzeniu książki, w tym etap pod tytułem: znajdź dobrą korektorkę. Potem dzieliłam etapy na kroki: co muszę zrobić, z kim nawiązać współpracę, jak to działa.

Pierwszy etap to napisanie książki, potem redakcja i korekta. W międzyczasie szukałam ilustratorki, w której ilustracjach bym się zakochała. Zależało mi na konkretnym stylu. W moim przypadku doszła współpraca z rysowniczką, która skupia się na prostszych rysunkach, wyjaśniających trudne tematy. Później jest skład i łamanie tekstu, czyli praca z DTP-owcem lub grafikiem, który potrafi takie rzeczy robić. Po składzie następuje jeszcze jedna korekta językowa, a potem druk. Oprócz tego potrzebne były: uzyskanie numeru ISBN, mnóstwo ustaleń, rozmów i miliony wymienionych maili.

Wszystko po to, żeby efekt był taki, jak ja chcę. I w książce, i w Akademii Melulu, o której później opowiem, mówię po swojemu.

Sama muszę pilnować terminów. Sama układam sobie pracę, więc może w sumie nie jestem taka zła w planowaniu. Oczywiście jest jeszcze cały marketing, który odbywa się po wydaniu książki. Chociaż już w trakcie pisania są rozmowy z ludźmi, którzy obserwują mnie na Facebooku, Instagramie. Na tym polu dużo się musiałam uczyć, bo byłam negatywnie nastawiona do social mediów, ale… polubiłam je i teraz nawet sobie radzę.

PB: No właśnie. Można sobie poradzić, ale trzeba się zdyscyplinować. Te osoby zdyscyplinowane odnoszą sukcesy. Najbardziej popularny jest przykład Michała Szafrańskiego. Rozgrzewa on niektórych do czerwoności. Powiedz mi, czy self-publishing się opłaca? Czy ta forma jest lepsza niż tradycyjna współpraca z wydawnictwem?

KS: Patrycjo, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, dlatego że ja od razu wiedziałam, że wydam tę książkę jako self-publisher. Dla mnie ważniejsza była wolność tworzenia i zrobienia tego na takich zasadach, na jakich ja chcę, w terminach, które mi odpowiadają. Strasznie nie lubię presji – nie potrafię się zmobilizować, jeżeli ktoś na mnie wywiera presję. Znika wtedy cała wena i po prostu nic nie idzie.

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, co jest lepsze, a co gorsze także z tego względu, że nie współpracowałam z wydawnictwem. Opieram swoją opinię na różnych artykułach. Nie chciałabym więc oceniać i skreślać wydawnictw ani pisać poematów na cześć self-publishingu lub odwrotnie. Jest to coś, co robię pierwszy raz.

Nie jestem jednak totalnym laikiem, moje doświadczenie zawodowe pomaga mi w wielu, wielu kwestiach. Jak już wydam książkę, wtedy chętnie opowiem, czy self-publishing jest opłacalny. Podeszłam do tego projektu tak: skoro pomysł kotłował się w mojej głowie przez 8 lat, to zrobię to. Mam do tego zasoby, mogę zainwestować. A jest to duża inwestycja swoich pieniędzy i to na samym początku – grubo, grubo zanim wpadnie jakakolwiek kwota za pierwszą sprzedaną książkę. Trzeba mieć na uwadze, że może to być bardzo długi czas. Być może to minus self-publishingu. Nie wiem, jak będzie, ale na samym końcu wezmę Excel, wszystko to podliczę i na pewno nie pokażę swojemu mężowi (śmiech).

To jest mój wymarzony projekt. Ja go robię. Tam, gdzie widzę, że trzeba zainwestować więcej, bo się zwróci i jest to ważne, inwestuję więcej. Nie boję się wydać tych pieniędzy. Przede wszystkim wierzę w ten projekt. Wierzę, że praca, którą wykonałam się spodoba. A jak się nie spodoba, to wyciągnę wnioski z tego, co zrobiłam.

PB: Warto więc próbować. Ta metoda self-publishingu jest o tyle wygodna, że można samemu kreować ten proces i marketing i wszystkie te etapy zgodnie ze swoją wizją.

Zmieńmy trochę temat.

Żyjemy w czasach, gdy każdy coś pisze. Wysyłamy SMS-y, prowadzimy blogi, wydajemy czasopisma i książki. A tam, gdzie jest tekst, musi  być redakcja. I oczywiście korekta. Większość autorów ma świadomość, że bez tego się nie obejdzie. Można to zrobić samodzielnie i są odważni, którzy się podejmują sprawdzenia swoich tekstów, ale na szczęście nie wszyscy. Mając w pamięci to, z jakim wysiłkiem wiązało się pisanie, większość autorów nie ma sił na poprawianie błędów. Jak sobie z tym poradzić? Najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie korektora. Łatwo powiedzieć. I tu pojawia się moje kolejne pytanie. Dlaczego zdecydowałaś się na współpracę z korektorką?

KS: Było kilka powodów. Jestem po dziennikarstwie. Piszę dosyć sporo, od wielu lat odpowiadam za komunikację w dużych firmach, więc każdy, kto popatrzyłby na mój produkt, powiedziałby: „Po co ci korektorka czy redaktorka? To niepotrzebny wydatek”. Nie ma nic bardziej mylnego.

Po pierwsze, od wielu lat pisałam, ale po angielsku. Po drugie, studia dziennikarskie były już dawno temu. A po trzecie, pisanie książki to jest całkiem inny rodzaj pisania niż pisanie artykułów do gazety, newsletterów, postów i scenariuszy do nagrań wideo. Książka rządzi się swoimi prawami. Ja tego wcześniej nie robiłam, potrzebowałam więc głosu eksperta – kogoś, kto w kwestiach językowych wie więcej ode mnie; kto włada językiem lepiej niż ja; kto ma trzecie i czwarte oko, i widzi więcej niż ja.

Jestem bardzo wyczulona na szczegóły. Jestem wręcz niewolnikiem szczegółów i starania się, żeby coś dobrze wyglądało i było dobrze zrobione. Jeśli mi coś nie pasuje, to mnie to kole w oczy. Nie mogłabym patrzeć na moją wydaną i wydrukowaną książkę, w której jest byk, bo nie zauważyłam go w trakcie pisania czy kolejnego czytania.

Czułam, że skoro wychodzę z czymś do świata, do ludzi, czyli z moją książką dla dzieci, to tam nie może być literówek, powtórzeń czy błędów logicznych. Jak już coś robić, to robić to dobrze albo bardzo dobrze. Ja jestem self-publisherem, więc to ja odpowiadam za moje dzieło, a nie wydawnictwo. Uważam, że redakcja i korekta są to nieodzowne elementy wydawania książki. Także dlatego, że kiedy popatrzeć na koszty redakcji i korekty na tle całościowych kosztów wydawania książki, to to naprawdę jest bardzo mała kwota.

PB: Szczególnie porównując z kosztem druku…

KS: Tak, porównując z drukiem, porównując z ilustracjami. Jestem raczej słaba z liczb i procentów, nie chcę więc strzelać, ale jest to bardzo niski koszt. Natomiast wartość, jaka z tego płynie, jest ogromna. Nie zastanawiałam się nawet, czy ja to zrobię, czy nie. Ja wiedziałam, że to zrobię. To była tylko kwestia, z kim to zrobię.

PB: Co więc było dla Ciebie ważne, gdy napisałaś do mnie pierwszą wiadomość?

KS: Kompletnie już nie pamiętam, jak ja Cię znalazłam. Tak właśnie wygląda Internet – na coś się wpadnie, coś się zadzieje i ludzie po prostu się poznają. Pamiętam, że pobuszowałam sobie po Twojej stronie internetowej, zapisałam się na newsletter, poobserwowałam Cię i ujęła mnie spójność, dokładność i bezbłędność. Czytałam też, co do mnie piszesz.

Bardzo ważne dla mnie było Twoje doświadczenie i odwaga w prowadzeniu biznesu. Uwielbiam odważne kobiety, od których mogę się tej odwagi uczyć. Spodobało mi się, że uczysz inne dziewczyny, jak być korektorką lub jak się stać lepszą w tym zawodzie. To oczywiście nie było dla mnie, bo ja nie chciałam zostać korektorką, ale sam fakt, że uczysz innych, świadczył, że masz wiedzę i doświadczenie, którymi się możesz dzielić. Byłam już kupiona.

Co było ważne przy pierwszej wiadomości? Dosyć szeroko się wtedy rozpisałam o tym, czego oczekuję, o czym jest książka, czego mi brakuje, jakie są moje obawy. Jakbym pisała do psychologa. W odpowiedzi nie dostałam od Ciebie informacji, że tyle i tyle liczysz za arkusz wydawniczy, tyle za redakcję, a tyle za korektę. Poświęciłaś mi czas, dałaś się poznać, wymieniłaś ze mną kilka e-maili. Mam świadomość, że nie ja jedna do Ciebie pisałam, że byłam Twoją klientką. Zostałam jednak potraktowana indywidualnie, a nie jak jedna z wielu, i poczułam, że zaopiekujesz się mną i moim tekstem.

Bardzo sobie cenię relacje biznesowe, które nie są czysto biznesowe, ale jest w nich ziarno porozumienia i zrozumienia. Koniec końców chciałam wydać na świat swoje drugie, po Meli, dziecko – książkę. Miałam w sobie całe pokłady niepewności i potrzebowałam silnego ramienia (w kontekście tekstu), kogoś, kto mi wskaże, co jest nie do końca poprawne albo zwyczajnie może być lepsze.

PB: Jeżeli chodzi o współpracę z redaktorem, wielu autorów obawia się, że redaktor zbyt mocno zaingeruje w ich tekst, że naniesie za dużo zmian. W jednym z e-maili napisałaś mi, że moje poprawki to nie jest ingerencja w Twój styl, tylko w Twoją niepoprawność. Bardzo mi się to spodobało. Ucieszyłam się, że rozumiesz, na czym polega ten proces. Dobry redaktor dba o to, by styl autora podkreślić, wydobyć, by zadbać o jego spójność, by wszystko, co zgrzyta, zostało usunięte.

KS: Tak, właśnie. W trakcie korekty mój styl ani nie został zmieniony, ani nie musiałam z niego rezygnować. Chodzi o to zgrzytanie, o poprawność. Ja raczej nie mam problemu z ortografią. Byłam nawet w szkole mistrzem ortografii. O niczym to jednak nie świadczy, bo i tak w moim tekście coś było na przykład napisane rozłącznie, a miało być łącznie. Nie wspomnę już o interpunkcji i o brakujących lub niepotrzebnych przecinkach. Czasem się zdarzał skrót myślowy i tylko ktoś z boku, z dobrym okiem, był wstanie go wyłapać. Ja go nie widziałam po setnym czytaniu mojego tekstu. Dosłownie setnym. Poza tym gdy dostałam poprawiony tekst i nie rozumiałam, dlaczego została naniesiona jakaś zmiana (mówię o korekcie, czyli zmiana językowa), to dopytywałam. W ten sposób ja też się czegoś nauczyłam. Przy pisaniu drugiej książki pilnuję się, żeby już tego samego błędu nie zrobić. To jest supersprawa, żeby móc zobaczyć, co się samemu od lat źle robiło, jeżeli chodzi o poprawność językową.

Czy miałam obawy, że ktoś zaingeruje w mój styl? Na pewno jakieś miałam, bo nigdy nie korzystałam z usług redaktora ani korektora. Powiedziałam sobie jednak, że przecież nikt mnie nie zmusi, żebym wbrew sobie zmieniła tekst na taki, który zupełnie nie będzie przypominał mojego stylu. Ale nie było żadnej ingerencji w mój styl. Były logiczne uwagi i poprawki, które wcale, ale to wcale, nie naruszały mojego poczucia autonomii i wolności. Byłam tą samą piszącą Kasią, tylko z poczuciem, że wyeliminowałam niedoskonałości i że niektóre zdania po prostu lepiej się czyta. Faktycznie na niektórych zdaniach mocno się zafiksowałam. Wiedziałam, że niezbyt dobrze brzmią, ale zabrnęłam w ślepy zaułek i nie potrafiłam zrobić z nich zgrabnej parafrazy.

Ta współpraca opierała się na zasadzie: A może lepiej zabrzmiałoby to w taki sposób? Miałam wybór, czy iść za radą redakcji, czyli Twoją, czy zostawić bez modyfikacji. Bodajże tylko w dwóch przypadkach nie wprowadziłam zmiany (chodzi mi o redakcję, nie poprawność językową). Uważałam, że to jest moje i akurat w tym miejscu nie chciałam nic zmieniać, bo znałam kontekst.

Korektor to nie jest ktoś, kto stoi nad autorem czy pisarzem z batem. Śmieję się, bo ostatnio wymyśliłam, że jest to rycerz, który włada językiem polskim jak mieczem, a ja mogę skorzystać z jego supermocy, której po prostu nie mam. Tak to było ze stylem. Nie ma się czego obawiać. Korekta to nie jest żadne ingerowanie w styl. Powiedziałabym, że to jego poprawianie w wielu, wielu momentach.

PB: Praca nad książką jest pracą zbiorową. Wiele osób ma wpływ na ostateczny kształt książki. Pracujesz z ilustratorką, z grafikiem, infografikiem, ze składaczem. To nie jest tylko tekst. Książka będzie bogato ilustrowana. Ale jest jeszcze jedna osoba, która się w ten proces angażuje. Chodzi mi o Twoją córkę.

KS: Powiedziałabym, że Mela jest bardzo ważnym członkiem do spraw wydawania książek. Ona siedzi w tym po uszy. Kiedy zaczynałam pracę nad książką była przed 5. rokiem życia. Teraz ma 6 lat. Przede wszystkim po każdym napisanym przeze mnie rozdziale była jego pierwszą recenzentką: słuchała, podpowiadała, mówiła, czego nie rozumie. Gdy wybuchała głośnym, zaraźliwym śmiechem, dopytywała i robiła oczy jak dwa złote, to wiedziałam, że idę w dobrym kierunku.

Mela wybrała między innymi imiona lankijskich dzieci, które pojawiają się w drugiej książce. Najpierw ja wyszukałam różne imiona, a ona wybrała spośród nich te, których brzmienie najbardziej jej się podobało. Mela ogląda każdą ilustrację, którą dostaję od ilustratorki. Kilka razy usłyszałam od niej takie uwagi (z punktu widzenia 6-latki), na jakie sama bym nie wpadła. Były bardzo logiczne i bardzo trafne. A ja chcę patrzeć na tę książkę oczami dziecka.

Ta książka jest z nami już od długiego czasu, a nie ma dnia, żebym nie pracowała nad jakimś jej aspektem czy nad całą Akademią Melulu. Nasz dom, gdziekolwiek on teraz jest, przesiąka tym tematem. Mela słyszy nasze rozmowy i wie, nad czym pracuję.

Czytałam jej każdy opis na stronie melamelulu.pl, bo tam też pojawiają się bohaterowie i ich historie, a ona odbiera je z punktu widzenia dzieciaków, które będą tę książkę czytać.

Kiedy przygotowywałam opis moich gości w Akademii Melulu i pisałam o Tobie, że władasz językiem polskim jak rycerz mieczem, Mela powiedziała: „Ale powiedz mi, o co chodzi”. To są takie smaczki, kiedy dziecko poznaje nowe rzeczy i toczy się rozmowa. Świetna sprawa!

Więc ona widzi takie elementy tworzenia tej książki.

Kiedy dostałam próbkę książki po składzie i wydrukowałam ją w czerni i bieli, to Mela skakała z radości. Nie spodziewała się, że jak się połączy treść, którą widziała tylko na laptopie (czytałam jej kolejne rozdziały z ekranu laptopa) z ilustracjami i z fajnymi czcionkami, i całość wytnie się w takim rozmiarze, w jakim będzie ta książka, to będzie taki świetny efekt. Zrobiło to na niej wrażenie! Była przeszczęśliwa, że książka w końcu nabiera kształtów.

Mela jest obecna przy każdym etapie procesu wydawniczego. Już nie wspominam o tym, że główna bohaterka nazywa się Mela Melulu i ma dużo, dużo z tej dziewczynki, którą ja mam na co dzień w domu.

PB: Wspominałaś kilka razy o Akademii Melulu. Myślę, że nadszedł czas, by zadać pytanie: „Kto wymyślił Akademię i co tam w ogóle będzie?”.

KS: Chciałabym odpowiedzieć, że agencja marketingowo-piarowsko-komunikacyjna, która przygotowała mi wszystko od A do Z, ale nie mogę. Akademię wymyśliłam ja. Po prostu wpadłam na taki pomysł.

Po pierwsze, długo nie mogliśmy wrócić do kraju, dalej nie możemy (pewnie się to niedługo zmieni) z powodu zamknięcia przestrzeni lotniczej. Prace nad książką się opóźniły, ale dzięki temu było więcej czasu i nie musieliśmy robić tego wydania na łapu-capu. Starałam się każdego dnia chociaż po trochu – między gotowaniem, zajmowaniem się Melką a pracą – pociągnąć swój projekt. Tak powstała Akademia Melulu.

Po drugie, miałam bardzo mocną grupę wsparcia: wspaniałe kobiety z kursu online w Szkole Pisania dla Biznesu Gochy Szoki. Myśmy tam dużo rozmawiały i zdałam sobie sprawę, że chcę stworzyć coś wspólnego z książką – taki pakunek przewiązany wstążką, a nie zwykły newsletter, w którym coś może akurat kogoś zainteresować. Jest to więc w opakowaniu Akademii Melulu.

W Akademii dzieciaki dostaną mnóstwo zabawy, historii, informacji i bonusów. Będziemy razem wybierać, dobierać i decydować, czyli dzieciaki (z rodzicami oczywiście) będą miały wpływ na to, jak będzie wyglądać ta książka. Zrobimy ją razem. I to właśnie jest pod szyldem Akademii Melulu.

Zdałam sobie też sprawę, że jestem debiutantką. To jest moja pierwsza książka, nie znajdziesz więc mojego nazwiska na okładkach innych publikacji. Nie chciałam jednak wyskoczyć jak filip z konopi i oświadczyć światu: „Hej, napisałam książkę!”. Dlatego potrzebna mi jest Akademia. To jest bezpłatny projekt. Oprócz tego, co zamierzam dać i dam dzieciakom, chcę stworzyć więź z bohaterami, dać się poznać mamom, tatom no i dzieciakom. Ja sama lubię takie zakulisowe historie, lubię znać tło. Stwierdziłam więc, że to nie będzie zwykła książka, że będzie ona właśnie z tłem i zakulisowymi historiami, którymi się podzielę.

 

PB: Kiedy rozpoczynają się zajęcia w Akademii? Jak można dołączyć? Czy jest limit wiekowy?

KS: Akademia ruszyła 15 czerwca, ale w każdym momencie można dołączyć. Jeśli chodzi o wiek, zakładam, że jest to przedział od 5 do 9 lat. Na pewno 5-latek będzie miał pełno radości z czytania (przez mamę). Jeśli natomiast w Akademii znajdzie się młodsze dziecko, na przykład 3-latek czy 4-latek, to też będzie miało mnóstwo, mnóstwo radości, ponieważ znajdą się tam przepiękne ilustracje. Na podstronach melamelulu.pl udostępnię różne historie o bohaterach i mnóstwo ilustracji z postaciami robiącymi wygibasy.

Także najbardziej skorzystają 5–8-latki, jako grupa docelowa, natomiast młodsze dzieciaki będą mieć mnóstwo radości z oglądania obrazków czy malowania kolorowanek z bohaterami.

Co więc będziemy robić w Akademii? Co otrzymają mama i tata, a przede wszystkim dziecko? Po pierwsze, będą mogli poznać wcześniej – jeszcze przed wydaniem książki i zanim będzie ona do kupienia online – Tutuja, Żużu, Melę i Straszka. Będą to świetne historie do poczytania o tym, co uwielbiają bohaterowie, skąd się wzięły ich imiona, jak powstawali.

Po drugie, wybierzemy wspólnie okładkę książki spośród kilku propozycji, które przygotuje ilustratorka. W końcu kto doradzi lepiej, jeśli nie dzieci i rodzice, co się bardziej podoba?

Poproszę też dzieciaki o pomoc w zdecydowaniu, który osioł Tutuji znajdzie się w książce. Mam z nim malutki kłopot dotyczący umaszczenia futra i chcę się dowiedzieć od dzieci, który osioł podoba im się bardziej.

Kolejna świetna rzecz to to, że w książce pojawią się trzy rysunki dzieciaków (ja nazywam je dzieciakami z gangu Melulu). Odbędzie się konkurs rysunkowy, po którym przeprowadzimy głosowanie, a potem – razem z ilustratorką i infograficzką – wybierzemy trzy rysunki, które ukażą się na wyklejce okładki książki, czyli rysunki te realnie znajdą się w wydrukowanej książce!

Opowiem także krok po kroku, jak się tworzy książkę i co jest potrzebne, żeby w ogóle powstała. A wszystko to zostanie przedstawione łatwym i obrazowym językiem. Dzieciaki dowiedzą się, co robią i jak pracują: ilustratorka, korektorka, redaktorka, infograficzka i grafik, który składa książkę. Będzie to kapsułka wiedzy – w postaci miniwywiadów z fajnymi zdjęciami – o tym, jak taka praca wygląda, podana w sposób łatwy i pobudzający wyobraźnię. Przy okazji będzie można czegoś się dowiedzieć.

Oprócz tego nagram fragment książki – przeczytam pierwszy rozdział; poproszę dzieciaki o wybór rysunków do pieczątek, które będę wbijać potem do książek; wybierzemy też zakładkę. Jednym słowem dzieciaki będą miały realny wpływ na to, jak ta książka będzie wyglądać. Dlatego opisuję Akademię hasłem: „Zróbmy razem prawdziwą książkę!”.

Poza tym w Akademii dzieciaki dostaną za darmo kolorowanki do wydrukowania oraz rozdział książki w PDF-ie – do przeczytania (to dla rodziców) i do obejrzenia ilustracji. Każdy, kto będzie zapisany do Akademii Melulu, dostanie 10 procent zniżki na zakup książki, a to chyba ważne dla portfeli rodziców. Kiedy zacznę przedsprzedaż, członkowie gangu Melulu pierwsi się o niej dowiedzą oraz otrzymają zniżkę na zakup.

Jest to więc połączenie zaangażowania dzieciaków z tym, żeby już dać im się poznać, a także móc coś podarować im od siebie. Uważam, że jeśli chce się do siebie przyciągnąć czytelników lub dać się poznać, to trzeba coś więcej od siebie dać. Nie tylko napisanie książki. To jest moja teoria i tego się będę trzymać. Chcę po prostu podzielić się tym, w czym Mela mogła brać udział.

PB: Wiemy już, jak wygląda proces wydawniczy. Wiemy dużo o Twojej książce i o Akademii.

Bardzo Ci dziękuję za to, że przyjęłaś moje zaproszenie i podzieliłaś się swoim doświadczeniem wydawania książki. Za piękne historie, za entuzjazm w opowiadaniu o procesie wydawniczym i współpracy z korektorem.

Mam nadzieję, że dzięki temu autorom będzie łatwiej przejść przez ten proces, że Twoja historia będzie dla nich inspiracją. Pokazujesz, że książka może być produktem ładnie opakowanym, że jeśli chce się do siebie przyciągnąć czytelników lub dać się poznać, to trzeba coś więcej od siebie dać.

Życzę Ci, by dzieciaki zakochały się w Twojej książce. By nie była tylko produktem, by stała się dla nich fantastyczną przygodą!

KS: Dzięki, Patrycjo, że mogłam się tu pojawić. Zdradzę Ci taką rzecz: to jest mój pierwszy podcast w życiu. Ja przy tej książce robię mnóstwo rzeczy pierwszy raz. To jest właśnie wolność tworzenia i uczenia się. Przekraczam progi, wychodzę poza to, co dobrze znam. Robię dokładnie to, co moi bohaterowie. Oni też wychodzą poza to, co dobrze znają.

Bardzo się cieszę, że mogłam wziąć udział w tej rozmowie. Dla mnie była to fajna rozmowa na luzie. Oczywiście zapraszam dzieciaki do Akademii Melulu. Do zobaczenia!

PODRÓŻE KASI

O Akademii Melulu

Prezent dla słuchaczy

jak zdobyć klienta

Jak zdobyć klientów? Dołącz do newslettera ZNS i pobierz ściągę z siedmioma sposobami, które Ci to ułatwią.

Podaj dalej

Wyraź swoją opinię Dodaj komentarz.

 

Podaj dalej Jeśli spodobał ci się ten odcinek, udostępnij go swoim znajomym.

 


Warning: file_exists(): open_basedir restriction in effect. File(/home/editor/public_html/bookowska.pl/wp-content/uploads/et_temp/bigstock-Colorful-books-and-pencil-on-t-97759751-e1507905178648-1080x675.jpg) is not within the allowed path(s): (/home/klient.dhosting.pl/k2bukowski/bookowska.pl/:/home/klient.dhosting.pl/k2bukowski/.tmp/:/demonek/www/public/bledy.demonek.com/:/usr/local/lsws/share/autoindex:/usr/local/php/:/dev/urandom) in /home/klient.dhosting.pl/k2bukowski/bookowska.pl/public_html/wp-content/themes/Divi/epanel/custom_functions.php on line 1482
PROJEKT KSIĄŻKA | Wstęp

PROJEKT KSIĄŻKA | Wstęp

PROJEKT KSIĄŻKA

Wstęp

Jak samodzielnie wydać książkę?

Od czasów Gutenberga wiele się zmieniło, ale pogłoski o śmierci druku są znacznie przesadzone. Dlatego stworzyłam „Projekt KSIĄŻKA”. Moi goście pokazują, jak wygląda ich praca od kuchni, dzielą się swoimi doświadczeniami, poruszają ważne tematy związane ze swoją branżą.
Proces wydawniczy od kuchni
Gdy rozmawiamy o książkach, zazwyczaj pierwsze skojarzenia mamy z pisarzami. Czasem pojawiają się też wątki związane z rynkiem wydawniczym. Książka to jednak projekt, który powstaje w wielu etapach:
od pomysłu autora przez redakcję aż po sprzedaż.

Chcę zaprosić Was do nowego cyklu „Projekt KSIĄŻKA”. Będę w nim pokazywać cały proces tworzenia książki.

Poznaj moich gości

Zaprosiłam do udziału w tym cyklu osoby, które od lat pracują w branży wydawniczej i potrafią odpowiedzieć na pytanie, jak wydać książkę. Książka to przecież wynik pracy zespołowej. Stoi za nią cały sztab ludzi: autor, wydawca, redaktor, korektor, grafik, składacz.

Moimi gośćmi są:

mentorka,która pomoże zaplanować proces wydawniczy,
dwie pisarki,
redaktorka,
ilustratorka,
promotorka,
introligator,
wydawca,
księgarz.

W mojej grupie na Facebooku możesz obejrzeć film, w którym moi goście pokazują, jak wygląda ich praca w poszczególnych etapach procesu wydawniczego, dzielą się swoimi doświadczeniami. Natomiast na blogu publikuję wywiady, które z nimi przeprowadziłam.

Obejrzyj filmy

Moi goście pokazują, jak wygląda ich praca od kuchni, dzielą się doświadczeniami, poruszają ważne tematy związane ze swoją branżą.
[et_bloom_inline optin_id="optin_6"]
Jak samodzielnie wydać książkę
Jeśli interesuje Cię proces powstawania książki, koniecznie zapoznaj się z tym cyklem. A może chcesz przeczytać o pracy konkretnej osoby? Napisz w komentarzu. Może uda mi się ją zaprosić.

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Jeśli kochasz książki, to na pewno nieraz przemknęło Ci przez głowę pytanie o Światowy Dzień Książki.
Kto i kiedy zainicjował to święto? Skąd pochodzi zwyczaj obdarowywania się w tym dniu książkami i… różami? Dlaczego obchodzi się je akurat 23 kwietnia?
Nadszedł czas, aby rozwiać te wątpliwości.

czytaj dalej
Whiskey whisky nierówna

Whiskey whisky nierówna

Czytałam jakiś czas temu bardzo ciekawy raport o konsumpcji alkoholi premium w Polsce. Czasem autorzy pisali whisky, a czasem whiskey. Początkowo myślałam, że to błąd i zaczęłam poprawiać. Zastanawiasz się, która forma jest poprawna? W tym wpisie wszystko Ci wyjaśnię. Koniecznie przeczytaj, bo nawet doświadczeni korektorzy wpadają w tę pułapkę.

czytaj dalej
8 znaków, że jesteś korektorem

8 znaków, że jesteś korektorem

Wielu ludzi myśli, że jeśli ktoś pracuje ze słowami, na pewno świetnie sobie poradzi w pracy korektora. Otóż nie! W tym zawodzie niezbędna jest pewna kombinacja dziwactw. Koniecznie przeczytaj, jak jest naprawdę.

czytaj dalej
Kobieta niejedno ma imię

Kobieta niejedno ma imię

Czy wiesz, że jeszcze w XVII w. określenie kobieta było obraźliwe? Stosowało się je jako wyzwisko, głównie w środowisku mieszczańskim. Obecnie jest najpopularniejszym i nienacechowanym określeniem przedstawicielki płci pięknej. Jak jeszcze nazywano kobietę?Zacznijmy...

czytaj dalej
Jak stosować cudzysłów

Jak stosować cudzysłów

Cudzysłów to nikczemny znak.
Po pierwsze: odmiana tego wyrazu nie jest dla wszystkich oczywista. Po drugie: cudzysłów »występuje« ‘w’ «kilku» „różnych” ‚dziwnych’ „formach”.
Dziś rozpracujemy cudzysłów raz na zawsze!

czytaj dalej
Jakie błędy poprawia korektor?

Jakie błędy poprawia korektor?

Lista błędów, które poprawia korektor jest bardzo długa. Nie jest łatwo podczas jednego czytania wyłapać wszystkie usterki językowe. Gdy skupimy się na interpunkcji, mogą umknąć nam błędy stylistyczne; gdy poprawiamy literówki i błędy ortograficzne, zapominamy o...

czytaj dalej
Kiedy używać myślnika

Kiedy używać myślnika

Pauza, półpauza, ćwierćpauza, myślnik, dywiz, łącznik… Czy nie za dużo tych kresek? Pewnie już całkiem się zagubiłaś – nie wiesz, czym się różnią i kiedy je stosować. Myślnik oznacza, że myśliszTak naprawdę wystarczy, że będziesz rozróżniać dwie: długą „–” (czyli...

czytaj dalej

Warning: file_exists(): open_basedir restriction in effect. File(/home/editor/public_html/bookowska.pl/wp-content/uploads/et_temp/warsztaty2-2-400x250.png) is not within the allowed path(s): (/home/klient.dhosting.pl/k2bukowski/bookowska.pl/:/home/klient.dhosting.pl/k2bukowski/.tmp/:/demonek/www/public/bledy.demonek.com/:/usr/local/lsws/share/autoindex:/usr/local/php/:/dev/urandom) in /home/klient.dhosting.pl/k2bukowski/bookowska.pl/public_html/wp-content/themes/Divi/epanel/custom_functions.php on line 1482
Literacka Nagroda Nobla

Literacka Nagroda Nobla

Chciałam opublikować jeden z archiwalnych wpisów o pisowni nazw nagród i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jest on już nieaktualny. Język się zmienia zaskakująco szybko. Pojawiają się nowe słowa, językoznawcy modyfikują reguły.
Chcecie wiedzieć, co się zmieniło?

czytaj dalej
Na czym polega zawód redaktora

Na czym polega zawód redaktora

Zakres kompetencji redaktora w poszczególnych firmach bywa tak różny, że nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czym zajmuje się taka osoba. Chcesz wiedzieć, na czym polega zawód redaktora? Jakie dodatkowe obowiązki może spełniać? Zapoznaj się z listą najczęściej spotykanych obowiązków redaktora.

czytaj dalej
Słownik synonimów

Słownik synonimów

Chcesz pisać ciekawie i urozmaicić styl, wyeliminować powtórzenia, znaleźć najwłaściwsze słowo w każdej sytuacji? Korzystaj ze słownika synonimów.

czytaj dalej

Jak przełamać blokady pisarskie – PROJEKT KSIĄŻKA 3

Jak przełamać blokady pisarskie – PROJEKT KSIĄŻKA 3

Jak napisać książkę ekspercką?

Od czasów Gutenberga wiele się zmieniło, ale pogłoski o śmierci druku są znacznie przesadzone. Dlatego stworzyłam projekt KSIĄŻKA. Dziś moim gościem jest Krystyna Bezubik, która opowie o tym, jak przełamać blokady pisarskie.

Z czym kojarzyło Ci się słowo „pisarka”, zanim zaczęłaś pisać? Jak wyobrażałaś sobie zawód pisarza?
Na samym początku słowa „pisarka” czy „pisarz” kojarzyły mi się z książkami, które lubiłam czytać. A było to naprawdę dawno temu, bo wtedy chodziłam do drugiej, może do trzeciej klasy szkoły podstawowej.
Gdy tylko nauczyłam się czytać, świat książek dosłownie mnie pochłonął i poczułam, że ja też tak chcę. Chcę pisać książki, które inni będą czytać. Będą przeżywać taką samą fascynację jak ja. Przez wiele lat pisarka, to była osoba, która pisze książki. Na początku poza to piszę, moje wyobrażenia nie wychodziły. Z czasem zaczęła się pojawiać wizja spotkań z czytelnikami, rozdawania autografów i pewnej sławy.
Jak rodzina i znajomi zareagowali na to, że zajęłaś się pisaniem?
Od tak dawna zajmuję się pisaniem, że to chyba dla wszystkich już oczywiste i naturalne. A tak na serio – rodzina zawsze mnie wspierała. Tu mam dużo szczęścia. Jeśli chodzi o znajomych… W sumie przy różnych moich zakrętach życiowych zmieniało mi się grono znajomych. Nadal są w moim życiu obecne osoby, które znam od lat i które od zawsze wiedzą, że piszę lub chcę pisać. Oczywiście, że potrafię przywołać z pamięci sytuacje, gdy ludzie mi gratulowali podjętej decyzji, pomagali, gdy tego potrzebowałam. Jednak w między czasie miałam również sytuacje, gdy moje decyzje spotykały się z brakiem zrozumienia. Pamiętam komentarz o zostawieniu pracy, za którą inni daliby się pochlastać. Doszły mnie słuchy, że podśmiewano się ze mnie, gdy założyłam bloga. Jednak z każdym nowym życiowym wyzwaniem pojawiali się nowi ludzie, którzy rozumieli to, co robię i mnie wspierali. Jestem im za to bardzo wdzięczna.
Krystyna Bezubik

Krystyna Bezubik

pisarka, trenerka pisania

doktor literaturoznawstwa (studia doktoranckie i obrona w IBL PAN w Warszawie), pisarka, nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem. Publikowała w „Fa-arcie”, „Epei”, „Zupełnie Innym Świecie”; przez wydawnictwo Nowy Świat wydała tomik opowiadań pt. „Podróż”. Jej najnowsza książka „Raj na kredyt” spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Bywa jurorką w konkursach literackich. Prowadzi swój blog firmowy i kursy kreatywnego pisania.
Co Ci daje pisanie?
Pisanie jest moją strefą wolności. To coś tak naprawdę bardzo mojego. Gdy piszę, szczególnie teksty literackie, czuję się w pełni sobą.
W tej chwili pracuję nad tym, by pisanie dało mi również wolność finansową. Właśnie pisanie, a nie prowadzenie kursów pisarskich. I widzę, że jest to naprawdę możliwe, a kroki, które w tym kierunku podjęłam zaczynają przynosić efekty.
Praca pisarza daje satysfakcję, ale jest też wyczerpująca. Czy miewasz kryzysy twórcze? Jak sobie z nimi radzisz? Co Ci pomaga w pisaniu?

Oczywiście, że miewam kryzysy. Najczęściej wtedy potrzebuję odpocząć. Odłożyć większość obowiązków na bok, pojechać do puszczy lub poleżeć na kanapie z książką czy też urządzić sobie maraton filmowy.
Ostatnio miałam taką sytuację, gdy artykuł pisałam trzy dni, bo tak mi ciężko to szło. W pierwszym momencie w głowie pojawiło się napięcie, bo przecież chcę skończyć na określony termin. A potem… odpuściłam sobie. Pozwoliłam sobie na takie powolne pisanie, najpierw szkic, potem spokojne szlifowanie. U mnie walka się nie sprawdza. Lepiej zwolnić, przyjąć, że akurat tak jest. Mam gorszy czas, potrzebuję więcej czasu, nie idzie mi. Wiem, że to nie będzie trwało wiecznie i lepiej sobie odpuścić niż cisnąć.
Gdy jest to kryzys bardziej związany z emocjami, pomaga mi wyżalenie się koleżance lub na kartce papieru. Bycie pisarką i trenerką pisania to nie tylko pisanie. To również promocja, docieranie do ludzi do czytelników. I oczywiście, że czasami jest trudno. Czasami pojawia się poczucie bezsensu. Wtedy daję sobie prawo, by poczuć się gorzej, by nawet poużalać się nad sobą. Dzięki temu spuszczam te emocje i odzyskuję siłę do działania i wiarę w sens tego, co robię.
Sięgam też po ćwiczenia odblokowujące, które proponuję swoim kursantkom czy też opisałam w książce „Piszę, bo chcę. Poradnik kreatywnego pisania”. Wiem, że są skuteczne, bo wypróbowałam je na własnej skórze.

Obejrzyj filmy

Moi goście pokazują, jak wygląda ich praca od kuchni, dzielą się doświadczeniami, poruszają ważne tematy związane ze swoją branżą.
Czy masz jakieś rytuały związanie z pisaniem? Ulubiony czas, miejsce?
Koniecznie na biurku musi stać kubek z herbatą lub czymś innym do picia. Kiedyś miałam swoją pisarką filiżankę, niestety stłukła się, czy też raczej moje koty pomogły jej się stłuc, więc teraz jest to dowolny kubek, po który w każdej chwili mogę sięgnąć. Na moich kolanach lub na biurku leży kot. Ostatnio przeniosłam się z laptopem na kanapę, więc koty leżą obok mnie.
Bardzo też lubię pisanie w kawiarni. Mam wrażenie, że mój dom już za bardzo kojarzy mi się z tworzeniem tekstów zawodowych: artykułów, poradników. Kawiarnia to nowa przestrzeń, dzięki której otwieram się na głos twórczy.
Nie mam jakiejś szczególnej pory na pisanie. Może to być wieczór, może to był popołudnie. Raczej nie ranek, bo dość długo się budzę.
[et_bloom_inline optin_id="optin_6"]
Nie jesteś debiutantką. Co czujesz, widząc w księgarni na półce kolejną ze swoich książek?
Co czuję? Ostatnio weszłam na empik.com, wpisałam w przeglądarkę swoje nazwisko i zobaczyłam dziesięć publikacji swojego autorstwa: literackich, poradnikowych, kursów w formie e-booka i… poczułam zdumienie. Oczywiście wiedziałam, że mam te wszystkie książki, że one są dostępne w księgarniach, ale wiedzieć i zobaczyć – to całkiem inna jakość.
Czuję się naprawdę dumna z siebie i bardzo ciekawa, co też świat da mi w nagrodę, za każdą chwilę, którą spędziłam na pisaniu.
Uczysz kobiety, jak pisać, jak przełamywać bariery. Jesteś autorką kilku fantastycznych kursów pisarskich. Jakie rady dałabyś osobom, które boją się zacząć lub chowają swoje teksty do szuflady?
Jaką radę bym dała? Poczytaj mojego bloga albo, lepiej, sięgnij po któryś z moich e-booków: „Piszę, bo chcę. Poradnik kreatywnego pisania”, „Pisanie jest jak seks”!
Bardzo trudno jest dać jedną szybką radę. Na kursie proces odblokowywania to kilka spotkań, bo są różne powody, dla których trzymamy teksty w szufladzie albo nawet nie zaczynamy pisać. Na pewno warto zacząć od uczciwej rozmowy z samą sobą i przyjrzeniu się temu, co mnie powstrzymuje. Czy jest to strach? Jeśli tak, to przed czym? A może za wysoko stawiam sobie poprzeczkę? Lub uważam, że pisanie jest zastrzeżone dla ludzi wyjątkowych?
A potem, gdy już wiem, co mnie blokuję, warto zadać sobie pytania: Co zyskam, gdy zacznę? Co tracę, gdy stoję w miejscu? Jak się będę czuła za rok, gdy nadal będę w tym samym punkcie, jeśli chodzi o pisanie.
Taka uczciwa rozmowa z samą sobą, to może być dobry początek, by ruszyć.
Dziękuję Ci za rozmowę. Życzę Ci otwartości na głos twórczy. By muza często Cię odwiedzała!

Jak samodzielnie wydać książkę

Jak samodzielnie wydać książkę

Jak samodzielnie wydać książkę?

Od czasów Gutenberga wiele się zmieniło, ale pogłoski o śmierci druku są znacznie przesadzone. Dlatego stworzyłam projekt KSIĄŻKA. Dziś moim gościem jest Kinga Rak, która opowie o tym, jak zaplanować proces wydawniczy.
Uważam, że każdy pisarz powinien pisać w zgodzie ze sobą i nie patrzeć na trendy. Teraz modny jest self-publishing, ale nie dla każdego autora jest to dobre rozwiązanie. W self-publishingu książka staje się niejako naszym projektem biznesowym – nie każdy lubi myśleć o dystrybucji, promocji, sprzedawaniu itd. Skąd się wzięła u Ciebie fascynacja książkami? Jak się to wszystko zaczęło?
Od dziecka uwielbiałam zamykać się w pokoju, przeglądać książki i wymyślać historie. Wcześnie nauczyłam się czytać i kompletnie przepadłam. Zawsze chciałam pracować z książkami, dlatego wybrałam studia na filologii polskiej (specjalność edytorska) i wcześnie zaczęłam szukać pracy na rynku książki. Fascynuje mnie zarówno literatura, jak i strona fizyczna – książka/e-book.

Na studiach chciałam wiedzieć wszystko: poznać historię literatury, nauczyć się jak odróżnić dobrą książkę od złej, dowiedzieć się, jak zmienić tekst w książkę oraz jak recepcja książki i rynek wpływają na proces historycznoliteracki. Na razie ta wielka miłość do literatury trwa, bo czytanie i pisanie są dla mnie najpiękniejszym sposobem komunikacji. Możemy odkrywać, jak myśleli i widzieli świat ludzie, których już tu dawno nie ma, oraz przekazać swoją opowieść innym.

Napisałaś doktorat z socjologii literatury. Czy wiedza, którą zdobyłaś przy okazji pisania, wykorzystujesz w pracy?
Tak, bardzo intensywnie. W ramach doktoratu przebadałam, jak funkcjonuje zjawisko self-publishingu w Polsce i na świecie, jaką ma recepcję i jak wpływa na nasze spostrzeganie literatury. Dodatkowo przeanalizowałam kilkaset strategii wydawniczych self-publisherów, więc zebrane informacje bardzo pomagają mi zrozumieć, gdzie leżą mocne i słabe strony takiego wydawania oraz czego unikać. Gdy łączę tę wiedzę z doświadczeniem zawodowym, myślę, że mam dość szeroki obraz zjawiska i dobrych praktyk. Ale w doktoracie pisałam również o polityczności zjawiska, komunikacji literackiej i historii – wnioski czysto teoretyczne raczej zostawiam na dyskusje, niż wykorzystuję je w pracy.

Kinga Rak

Redaktorka, blogerka

Wspiera niezależnych autorów. Pracowała w największych, polskich serwisach self-publishingowych i wydawnictwach. Self-publishingowi poświęciła rozprawę doktorską na Uniwersytecie Śląskim. Od ponad roku zajmuje się wspieraniem niezależnych pisarzy jako redaktorka i mentorka.

Przeczytaj też: Jakie błędy poprawia korektor?

Lista błędów, które poprawia korektor jest bardzo długa. Nie jest łatwo podczas jednego czytania wyłapać wszystkie usterki językowe. Poznaj typy błędów językowych i zobacz, z czym musi zmierzyć się korektor podczas poprawiania tekstu.

 

Przeczytaj też: Jak stosować cudzysłów

Cudzysłów to nikczemny znak. Sprawia piszącym wiele problemów. Dziś rozpracujemy ten znak raz na zawsze.

Przeczytaj najnowszy artykuł!

Załóżmy, że napisałam pierwszą książkę. Spodobała się moim znajomym. Zdecydowałam się, aby ją wydać. Co mogę zrobić? Jakie mam możliwości?
Możliwości są dwie. Możesz wydać z wydawnictwem lub samodzielnie. Każda opcja jest dobra, ale należy ją porządnie przemyśleć. Uważam, że wydawnictwo jest świetne dla osób, które chcą pisać i wydawać, ale samodzielna praca nad wydawaniem nie jest dla nich. Bo w self-publishingu książka staje się niejako naszym projektem biznesowym i nie każdy z nas lubi myśleć o dystrybucji, promocji, sprzedawaniu. Dlatego odpowiedzi należy najpierw poszukać w sobie, a potem zweryfikować je z rynkiem.

Zawsze zachęcam do określenia potencjału sprzedażowego ich książki (np. w prosty sposób – czy podobne publikacje są na listach bestsellerów, czy dana konwencja jest teraz popularna, czy temat jest modny). Jeśli książka należy do niszowych (skierowana do wąskiego grona odbiorców), lepiej zdecydować się na self-publishing. A jeśli autor chce wydać sam, ale proces go przerasta – warto skorzystać z pomocy specjalistów: redaktorów, grup wsparcia lub mentorów.

Jeśli zdecyduję się na współpracę z wydawnictwem, to gdzie szukać potencjalnych wydawców?
Taki proces powinien przebiegać wielostopniowo: zaczynając od określenia, o czym nasza książka jest i do kogo jest skierowana (wbrew pozorom nie są to łatwe pytania; autor musi sobie na nie odpowiedzieć i wykonać kilka testów – np. przekazać książkę innym osobom do czytania, aby pomogły nam określić grupę docelową). Później należy albo udać się do księgarni albo rozpocząć internetowe śledztwo, by odkryć, które wydawnictwo takie książki wydaje. I dopiero do nich się zgłosić.

Ważne jest przygotowanie dobrego, zwięzłego streszczenia, zachęcającego i konkretnego e-maila. Później następuje etap, gdy czekamy na odpowiedź. Warto po wyznaczonym przez wydawnictwo czasie zadzwonić, dopytać o decyzję. I nie zrażać się odpowiedzią odmowną, ale szukać wydawcy dalej. Ten proces może zająć nawet kilkanaście miesięcy, bo zwykle wydawnictwa potrzebują dużo czasu na podjęcie decyzji.

Czy przed wysłaniem do wydawcy powinnam oddać tekst do redakcji i korekty?
Tak, jak najbardziej. Zawsze staram się do tego zachęcić autorów. Z doświadczenia wiem, że nic tak nie zniechęca redaktora, jak błędy językowe w nadesłanej propozycji. Można taką redakcję i korektę potraktować jako inwestycję, która się zwróci – gdy tekst jest dopracowany, ma większe szanse zainteresować wydawców.

Zawsze zachęcam do określenia potencjału sprzedażowego ich książki (np. w prosty sposób – czy podobne publikacje są na listach bestsellerów, czy dana konwencja jest teraz popularna, czy temat jest modny). Jeśli książka należy do niszowych (skierowana do wąskiego grona odbiorców), lepiej zdecydować się na self-publishing. A jeśli autor chce wydać sam, ale proces go przerasta – warto skorzystać z pomocy specjalistów: redaktorów, grup wsparcia lub mentorów.

Stwierdziłam, że nie chcę współpracować z wydawnictwem. Jak samodzielnie zaplanować proces wydawniczy? Od czego zacząć? O czym powinnam wiedzieć, zanim zabiorę się za samodzielne wydawanie?
Przede wszystkim – do kogo mówię i po co. Dlaczego chcę wydać książkę? Bez tych odpowiedzi trudno podjąć kolejne decyzje. Proces wydawniczy jest prosty i w zasadzie powtarzalny: redakcja, korekta, skład i okładka, korekta techniczna, druk, dystrybucja, promocja. Jednak jeśli kiepsko określimy, kim jest nasz czytelnik, nie zrobimy planu, nie oszacujemy budżetu i będziemy mieć nierealne oczekiwania, może okazać się, że ten prosty proces zamieni się w koszmar.

Dlatego zawsze polecam najpierw pracę koncepcyjną, zrecenzowanie książki przed wydaniem (każdy nowy głos może pozwolić nam na dystans i zrozumienie, po co i do kogo kierujemy naszą wypowiedź) i dokładne planowanie. Proces wydawniczy trwa co najmniej trzy miesiące, ale może wydłużyć się lub skrócić w zależności od konkretnej książki oraz prac, które należy nad nią wykonać. Jest on zwykle dynamiczny i mogą się pojawić różne problemy. Jedne można przewidzieć, innych się zupełnie nie spodziewamy. Dlatego w tym chaosie ważne jest pamiętanie o naszym celu i czytelniku, abyśmy mogli podjąć właściwe decyzje.

Czy self-publishing się opłaca?
Opłacalność self-publishingu jest dyskusyjna – zależy, jak rozumiemy to pojęcie. Przykład Michała Szafrańskiego rozgrzewa wyobraźnię wielu niezależnych autorów, ale należy pamiętać, że Szafrański wiele lat pracował na swój sukces. Są też autorzy, którzy sprzedali kilkadziesiąt egzemplarzy, ale i tak uważają, że samodzielne wydanie książki jest dla nich sukcesem, bo mogli podzielić się historią z innymi. A pomiędzy tymi przykładami rozciąga się spektrum możliwości. W self-publishingu możemy dostosować proces wydawniczy do swoich potrzeb, co jest istotną zaletą. Wtedy nawet po sprzedaniu kilkudziesięciu sztuk inwestycja może nam się zwrócić. Według mnie self-publishing jest przestrzenią na eksperymenty, gdzie rządzi jedna osoba – autor.

Obejrzyj filmy

Moi goście pokazują, jak wygląda ich praca od kuchni, dzielą się doświadczeniami, poruszają ważne tematy związane ze swoją branżą.
Prowadzisz warsztaty, w których uczysz, jak samodzielnie wydać książkę. Opowiesz o nich?
Po latach pracy z self-publisherami i w wydawnictwach odkryłam, że wielu autorów na początku swojej ścieżki zawodowej jest zagubionych. Widzą przed sobą wiele możliwości, jednak za bardzo nie wiedzą, jak skutecznie rozmawiać z wydawcami lub jak dobrze wydać swoją książkę samodzielnie. Dlatego pomyślałam o kursach. Pierwszy, który właśnie prowadzę, skierowany jest do self-publisherów. Planujemy proces wydawniczy, promocję i dystrybucję, wskazuję, na co zwrócić uwagę i jakich błędów uniknąć. Porządkujemy wiedzę i wspólnie szukamy najlepszych rozwiązań, tak aby samodzielne wydanie książki było przyjemnością. Pracujemy w zamkniętej grupie na Facebooku, która umożliwia nam też dyskusję i wymianę doświadczeń. Efektem będzie perfekcyjnie przygotowany plan działania.
Na koniec – jaką radę masz dla przyszłych pisarzy, jeśli chodzi o wydawanie książek?
Uważam, że każdy pisarz powinien pisać w zgodzie ze sobą i nie patrzeć na trendy. Jednak jeśli przychodzi już do wydawania, poradziłabym, aby otworzyć się na współpracę z redaktorem. Obserwuję wiele napięć w tej relacji. Redaktor często jest „tym złym”, który zmienia tekst, a brak dobrej komunikacji skutkuje kiepsko wydanymi książkami, pełnymi błędów logicznych i przydługich opisów. Czasem trzeba schować ego do kieszeni, bo redaktorzy zwykle mają dobre intencje – chcą, aby książka była doskonale odebrana przez czytelnika.
Dziękuję Ci za rozmowę. Życzę Ci, by miłość do książek trwała zawsze. I powodzenia podczas obrony doktoratu!

BEZPŁATNE WARSZTATY KOREKTORSKIE

Zapisz się na warsztaty korektorskie i zdobywaj doświadczenie już teraz.
Raz w tygodniu otrzymasz ćwiczenie bezpośrednio na Twój adres e-mail.

Jak napisać książkę ekspercką – PROJEKT KSIĄŻKA 2

Jak napisać książkę ekspercką – PROJEKT KSIĄŻKA 2

Jak napisać książkę ekspercką?

Od czasów Gutenberga wiele się zmieniło, ale pogłoski o śmierci druku są znacznie przesadzone. Dlatego stworzyłam projekt KSIĄŻKA. Dziś moim gościem jest Edyta Niewińska, która opowie o tym, jak napisać książkę ekspercką.

Przez wiele lat pracowałaś w branży finansowej. Dlaczego zaczęłaś pisać książki? Czy tamto doświadczenie pomaga Ci w pisaniu?
Pisałam od zawsze, a pomysł na pierwszą powieść przyszedł do mnie w wieku dwudziestu kilku lat. Twórcza ciąża sporo trwała, aż w końcu wykrystalizowała mi się historia. Pisząc „Kosowo”, prowadziłam własną, dobrze prosperującą agencję PR obsługującą klientów z rynków finansowych. Pisanie pomogło mi w przetrwaniu tamtego ciężkiego czasu. Czułam, że za dużo biznesu jest w moim życiu, a za mało twórczości. Pisząc powieść dosłownie po nocach, karmiłam w sobie wygłodniałą artystkę. Nie chciałam, aby umarła. Doświadczenie bycia przedsiębiorczynią nie pomogło mi w pisaniu. Ale pomogło mi w budowaniu swojej marki i biznesu online.
Jak wyglądała Twoja praca nad pierwszą książką? Co sprawiało Ci największą trudność i jak sobie z tym poradziłaś? Jak długo pisałaś i ile czasu pracowaliście jeszcze nad tekstem z redaktorem? Jak znalazłaś wydawcę?
Największą trudność sprawiały mi wielkie niewiadome. Pisałam bardzo intuicyjnie, wierząc, że kiedy będę szukała wydawcy, redaktor oceni jej potencjał i pomoże w opracowaniu jej ostatecznej wersji. To była dobra decyzja, choć nie wszystko potoczyło się tak, jak to sobie wyobrażałam.

„Kosowo” ma świetną fabułę i mocny, autentyczny język. Pisząc, postanowiłam oprzeć powieść na tych dwóch atutach, bo w tym byłam dobra. Ale bałam się, że nie umiem pisać dialogów. W trakcie pisania, kiedy zignorowałam obawy i napisałam dialog na próbę, okazało się, że ich pisanie idzie mi znakomicie.

Każdy napisany rozdział konsultowałam z moim przyjacielem, który jest redaktorem. Dzięki temu miałam pewność, że zmierzam w dobrym kierunku. Razem z nim też pracowaliśmy nad redakcją całego tekstu, kiedy już powstała pierwsza wersja książki. To były twórcze chwile. Nie pamiętam, ile czasu to trwało – pisanie „Kosowa” zakończyłam w 2009 roku, po trzech latach pracy nad książką. Później przez kolejne trzy lata szukałam wydawcy. Znalazłam go przez przypadek, choć raczej powinnam powiedzieć, że była to historia z gatunku „kiedy mocno czegoś pragniesz, cały wszechświat ci sprzyja”. Ale na to sprzyjanie i tak musiałam czekać trzy długie lata.

Fabuła Twojej drugiej powieści osadzona jest między innymi w Andaluzji i w moim rodzinnym Krakowie. Muszę Cię zapytać o tę książkę, bo uwielbiam Hiszpanię, a Andaluzją się zachwyciłam. „Levante” zebrała fantastyczne opinie. Jak Ci się ją pisało? Skąd pomysł?
Historia opisana w „Levante” przyszła do mnie zaraz po ukończeniu „Kosowa”. Długo nad nią pracowałam, przynajmniej dwa lata nad samą koncepcją. Kiedy noszę w sobie pomysł na książkę, wszystko mnie inspiruje, każda podróż, każde spotkanie z drugim człowiekiem. W 2012 roku przeprowadziłam się do Andaluzji i tam powstał plan na osadzenie drugiej części historii w hiszpańskich klimatach. Bardzo mnie fascynuje lokalna kultura, mentalność, zjawiska przyrody. A tutaj jest z czego czerpać – mieszanka wpływów hiszpańskich i arabskich sprawia, że wiele rzeczy jest wyjątkowych i magicznych. Dlatego pisanie „Levante” było ogromną przyjemnością. Muszę przyznać, że w niektórych momentach świetnie się bawiłam.

Edyta Niewińska

pisarka

Pisarka, autorka powieści „Kosowo” i „Levante”, a także recenzji i wywiadów. Mentorka kobiet piszących książki. Od pięciu lat mieszka w Andaluzji, gdzie aktualnie pracuje nad trzecią powieścią. Jest certyfikowaną trenerką NGO. Pracuje z trenerkami, ekspertkami i blogerkami, które z jej pomocą piszą książkę. Uwielbia opowieści i twórcze umysły.

Czytasz swoje książki po wydaniu? Czy wracasz do nich?
W zasadzie nie, bo nie mam potrzeby. Jestem już głową i sercem w nowej historii. Ale czasem mi się zdarza. Na przykład w marcu podczas sesji zdjęciowej cudowna fotografka Karolina dała mi polecenie „Pozuj, jakbyś czytała swoją książkę”. Grzecznie zatem otworzyłam na chybił-trafił „Levante” i… zaczytałam się! Dwa lata po wydaniu mojej powieści musiałam przyznać, że to po prostu świetnie napisana książka.
Czy pracujesz nad kolejną książką?
Tak, aktualnie pracuję nad trzecią powieścią. Wychodzę już z fazy koncepcyjnej i piszę, ale jeszcze nie poświęcam na pisanie tyle czasu, ile bym chciała. Pracuję też jako współautorka przy dwóch książkach non-fiction, ale to powieść jest i zawsze będzie dla mnie priorytetem.
[et_bloom_inline optin_id="optin_6"]
Czym jest książka ekspercka?
To książka, którą autor pisze, bazując na swojej wiedzy, na tym, na czym zna się najlepiej i w czym jest ekspertem. Nie mam na myśli nudnego poradnika, jakich setki w księgarniach. Mówię o książce, która pokazuje wartości autora, jego metodę pracy, konkretne rozwiązania przeróżnych – życiowych, zawodowych, rozwojowych, rodzinnych – problemów. To może być książka non-fiction opisująca podróże i wnioski z nich płynące, książka na temat konkretnego stylu życia – nomadycznego, wegańskiego czy biznesowego. Albo książka dotycząca czyjejś pracy i zagadnień, z jakimi jej autor mierzy się na co dzień.
Prowadzisz warsztaty, w których uczysz, jak pisać książkę ekspercką. Opowiedz o nich.
Moje warsztaty, które odbywają się online, nazwałam sobie roboczo „Książka na próbę”. Rozmawiając z osobami, które chcą napisać książkę, zauważyłam, że często wydaje im się to niewykonalne. Zastanowiłam się, w jaki sposób mogłabym sprawić, że „to” stanie się prawdziwe. I wymyśliłam formułę warsztatów, w których uczestnicy w ciągu dwóch miesięcy piszą konspekt, wstęp do książki, tekst na tylną okładkę i spis treści. To są dokumenty o objętości maksymalnie dwóch lub trzech stron, co sprawia, że to jest wykonalne. Mając komplet tych dokumentów, z jednej strony możemy zwrócić się do wydawcy, który jest w stanie podjąć decyzję, czy chce wydać taką książkę. Z drugiej strony, jeśli chcemy wydawać sami, mamy komplet materiałów na stronę sprzedażową. A przede wszystkim są to mocne wytyczne do dalszego pisania swojej książki.

Następnie każdy z uczestników, z moją pomocą, pisze jeden rozdział swojej książki. To może być pięć, a nawet dziesięć stron. Z tych pojedynczych rozdziałów tworzymy wspólnie książkę. Wszyscy uczestnicy warsztatów będą też uczestniczyć w procesie wydawania książki – tak żeby każdy zobaczył, jak to wygląda, co jest ważne, o czym trzeba pamiętać. Dzięki temu późniejszy proces wydawania własnej książki czy e-booka nie będzie już tak tajemniczy. Jednocześnie przekonamy się, że nie ma się czego bać. Że wystarczy wszystko dobrze zaplanować.

Jestem ogromnie podekscytowana tym pomysłem, bo ta formuła warsztatów ma ogromną moc. Moja praca nie polega na sprzedawaniu wiedzy, ale na przeprowadzeniu osób pracujących ze mną aż do momentu, w którym osiągną sukces. I pomimo że każdy inaczej definiuje sukces, umawiam się z uczestnikami warsztatów, że naszym wspólnym sukcesem będzie książka. Ich pierwsza książka w życiu.

Kto może napisać książkę ekspercką? Czy potrzebne są jakieś specjalne umiejętności?
Żeby napisać książkę, trzeba pisać. Jeśli komuś pisanie nie sprawia przyjemności, to na pewno nie powinien się brać za pisanie książki. Ani nawet bloga. Ale w tych czasach, paradoksalnie, piszemy coraz częściej – posty na Facebooku, wpisy blogowe, odpowiedzi do wywiadu, który ukaże się na czyimś blogu. Tak szlifujemy podstawowy warsztat pisarski. W pisaniu książki zaś najważniejsza jest struktura, która jest jak fundament domu. Bez niej gubimy się w pisaniu, nie umiemy pokonać blokad, nie wiemy, o czym pisać. Dlatego u mnie, w grupach mastermindowych, pracujemy nad strukturą książki trzy miesiące. I to jest ta fantastyczna umiejętność – stworzenie kompletnego konceptu książki. Moim zadaniem, jako prowadzącej warsztaty czy grupy mastermind, jest wydobycie potencjału pisarskiego z każdej osoby. Bo u mnie nie jest ważne to, czego nie wiesz, ale to, co wiesz i umiesz.

Obejrzyj filmy

Moi goście pokazują, jak wygląda ich praca od kuchni, dzielą się doświadczeniami, poruszają ważne tematy związane ze swoją branżą.
Czy warto pisać taką książkę ekspercką? Co daje Tobie jako ekspertowi?
Mówi się obecnie, że książka ekspercka jest jak biznesowa wizytówka. Myślę, że to zależy od skali biznesu. Ale warto pisać książkę ekspercką choćby po to, żeby uporządkować swoje myślenie o danym zagadnieniu. Bo twórczość, sama w sobie, to ogromny potencjał. Jedna z moich klientek po napisaniu książki postanowiła zrobić na jej podstawie warsztaty online. Innej w trakcie pisania książki wyklarował się model biznesowy. Wspaniałe jest to, że w trakcie pisania książki odkrywamy więcej niż tylko pisanie. A jednocześnie dobrze napisana książka może wzmocnić pozycję autora jako eksperta w danej dziedzinie. Wszystko zależy od tego, jakie postawimy sobie cele przy pisaniu książki. A może być ich wiele.
Jak się zabrać za napisanie książki eksperckiej?

Zacząć pisać. Śmieję się, tak naprawdę trzeba zacząć od idei i przesłania książki. A później stworzyć wspomnianą już przeze mnie strukturę. I nie odpuszczać, dopóki nie mamy pewności, że ustaliliśmy mocne, solidne wytyczne, które nas wesprą w pisaniu. A później pisanie, pisanie, testy czytelnicze, współpraca z redaktorem… O tym wszystkim opowiadam w darmowej serii wideo „4 kroki do świetnej książki eksperckiej”.

Czy na książce biznesowej można zarobić?
Nie jestem specjalistką w tych sprawach. Ale przykłady z rynku pokazują, że można, i to dużo. Wszystko zależy od dobrej strategii sprzedażowej i oczywiście tematyki, która interesuje szeroką publiczność.
A jakie książki lubisz czytać prywatnie? Czy masz ulubionego autora lub tytuł? Na kim się wzorujesz?
Prywatnie bardzo dużo czytam. Uwielbiam Grażynę Plebanek, Zadie Smith, Leopolda Tyrmanda, Nicholasa Bouviera, Etgara Kereta. Ostatnio czytam Javiera Mariasa, Jarosława Kamińskiego i Jakuba Żulczyka. Wiele książek recenzuję na łamach portalu Zupełnie Inna Opowieść, mam tam swoje dwie stałe rubryki – #NiewińskaCzyta, w której ukazują się moje recenzje, i #NiewińskaPyta, w której przeprowadzam wywiady z pisarzami. Dzięki takim twórczym rozmowom dbam też o swój pisarski warsztat.
Opowiedz o swojej pracy mentorki. Piszesz, że jesteś akuszerką mocnych powieści. Podoba mi się bardzo to porównanie. Co to dla Ciebie znaczy?
W programie mentoringowym pracuję w formule konsultacji indywidualnych z osobą piszącą książkę. Właśnie skończyłam pracę z Ewą, która na dniach wydaje swoją książkę coachingową. Podczas naszych sesji szukałyśmy najlepszych rozwiązań dla jej książki. Takich, które są zgodne z jej osobą, z jej wartościami, z tym, co, komu i w jaki sposób chce przekazać.

Jednocześnie ja mam szerszą perspektywę, widzę więcej. Daję komentarze do tekstu, który odsyłam po naszej konsultacji do autorki, aby mogła w spokoju nad nim popracować. Z każdej sesji autorka dostaje nagranie naszego spotkania, bo trudno zapamiętać albo zapisać na papierze cały proces twórczy, jaki odbywa się w ciągu dwóch godzin naszego spotkania. To jest bardzo spersonalizowana i bardzo kreatywna praca. W systemie prywatnych sesji metoringowych pracuję tylko z dwoma, maksymalnie trzema osobami.

Na koniec – co poradziłabyś przyszłym pisarzom?
Bój się i pisz. Posłuchaj tego, co mówi Ci serce. I poszukaj wsparcia, innych ludzi, którzy też piszą albo którzy kibicują Twojemu projektowi. Będzie Ci łatwiej dokończyć, nie tracąc przy tym nadziei, że Twoja książka jest światu potrzebna.
Dziękuję Ci za rozmowę. Życzę Ci wielu zachwyconych czytelników. Słuchaj zawsze swoich natchnień.